Inwestorzy nie wierzą w szybką wymianę złotych na wspólną walutę.
Polska wypełnia już tylko jedno kryterium konwergencji (trzeba spełnić wszystkie, by przyjąć euro) — dotyczące stóp procentowych. Rynek nie zakłada, byśmy w najbliższej przyszłości poszerzyli grono państw strefy euro.
Takie wnioski płyną z lektury "Monitora konwergencji nominalnej" — nowej, comiesięcznej publikacji pełnomocnika rządu ds. wprowadzenia euro.
Ze względu na nałożenie na Polskę procedury nadmiernego deficytu (w 2008 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 3,9 proc. PKB wobec dopuszczalnych 3 proc.) nie wypełniamy kryteriów fiskalnych.
Od lipca 2008 r. nie mieścimy się w dopuszczalnej granicy inflacji (w czerwcu wartość referencyjna obniżyła się do 2,6 proc., podczas gdy w Polsce ceny mierzone wskaźnikiem HICP rosły w tempie 4 proc.). Nie jesteśmy w systemie ERM II, więc nie możemy spełniać kryterium kursu walutowego.
Zdaniem Andrzeja Torója, autora publikacji, po okresie turbulencji finansowych sytuacja na rynku walutowym stopniowo się uspokaja. Jednak — jak zaznacza — bieżąca zmienność kursu EUR/PLN wciąż istotnie przekracza poziomy sprzed września 2008 r. oraz zmienność innych walut w okresie przed ich włączeniem do ERM II.
— Rynek finansowy aktualnie nie dyskontuje przyjęcia Polski do strefy euro w najbliższych dziesięciu latach. Decydujący negatywny wpływ na bieżące oczekiwania rynkowe miała kwietniowa publikacja danych na temat deficytu sektora finansów publicznych w 2008 r. — uważa Andrzej Torój.