Czytasz dzięki

Do góry kotami

Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 26-03-2020, 22:00

Programistka catsitterką? Niemożliwe! — wielu pukało się w głowę, kiedy Joanna Szopińska zrezygnowała z etatu, by opiekować się kotami w ich domach. Biznes idzie jednak tak dobrze, że warszawianka nie może podołać wszystkim zleceniom.

Zaczęło się od Franka i Tosi. Koty pojawiły się w domu Joanny Szopińskiej pod wpływem impulsu — zamarzyła, by je mieć. Odtąd nieustannie myślała, jak być dla nich najlepszą opiekunką. Zaczęła dużo czytać o kotach, rozmawiać z innymi właścicielami tych zwierząt, dzielić się spostrzeżeniami i obawami.

Nie ma jak w domu. Wiele kotów źle znosi podróże czy zmianę miejsca pobytu. W 2018 r. programistka Joanna Szopińska, dzieląca mieszkanie z dwoma mruczkami Frankiem i Tosią, wpadła na pomysł założenia firmy, która ułatwiłaby wyjazdy właścicielom i ich kotom. Tak powstała Do góry kotami, stawiająca na opiekę dochodzącą w domu, w którym te zwierzęta przebywają.
Wyświetl galerię [1/5]

Nie ma jak w domu. Wiele kotów źle znosi podróże czy zmianę miejsca pobytu. W 2018 r. programistka Joanna Szopińska, dzieląca mieszkanie z dwoma mruczkami Frankiem i Tosią, wpadła na pomysł założenia firmy, która ułatwiłaby wyjazdy właścicielom i ich kotom. Tak powstała Do góry kotami, stawiająca na opiekę dochodzącą w domu, w którym te zwierzęta przebywają. Fot. Tomasz Pikuła

— Zauważyłam, że wiele kotów źle znosi podróże czy zmianę miejsca pobytu. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że mogłabym ułatwić wyjazdy, na przykład urlopowe, właścicielom kotów. Po głowie zaczął mi chodzić pomysł stworzenia firmy stawiającej na opiekę dochodzącą w domu, w którym te zwierzęta przebywają — mówi Joanna Szopińska.

Skazana na mruczki

To było w 2018 r. Wtedy miała jeszcze spore wątpliwości, czy podoła nowemu wyzwaniu, w dodatku jej droga zawodowa nie była związana ze zwierzętami. Studiowała informatykę w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych, kończyła automatykę i robotykę na Politechnice Warszawskiej — będąc zresztą jedyną kobietą w grupie na obu tych kierunkach — i pracowała w zespole programistycznym. Ale chyba koty były jej pisane, bo niebawem została administratorką facebookowej społeczności skupiającej kilkadziesiąt tysięcy osób — właścicieli kotów. Tam wciąż spotykała się z pytaniami, czy ktoś może polecić kogoś do opieki nad zwierzętami.

— Nagle pomyślałam, że może sama bym się tym zajęła. Oczywiście miałam duże opory. Myślałam, że nie nadaję się do biznesu i powinnam pracować na etacie. Musiałam to w sobie przełamać. Pracowałam więc dalej jako programistka i powoli rozkręcałam swoją działalność. Stronę internetową założyłam w czerwcu 2018 r. Firmę — rok później — wspomina Joanna Szopińska.

Przełomowa była jesień 2018 r., bo wtedy informatyczka dostała propozycję awansu i wyjazdu do Niemiec. Dla wielu osób byłaby to oferta nie do odrzucenia. Także Joanna Szopińska poważnie ją rozważała. Trwały przygotowania, prowadziła rozmowy z HR. Jej znajomi z branży byli pewni, że się zdecyduje. A ona postawiła wszystko na jedną kartę. Zamiast „tak” powiedziała „nie” i postanowiła, że odchodzi z pracy.

— Zdecydowałam, że chcę spróbować z kotami. W Polsce miałam też partnera, więc wyjazd wcale nie był dla mnie taki prosty — tłumaczy właścicielka firmy.

Dobry czas na zmianę

Kiedy mówiła innym, co chce robić, pomysł, by programistka została pełnoetatową catsitterką, wielu osobom wydawał się absurdalny. Ona jednak się zaparła, choć przez jakiś czas wszystko było w toku — miała status bezrobotnej i prowadziła działalność nierejestrowaną. Każdego dnia spływało do niej coraz więcej zgłoszeń od miłośników kotów, którzy, pakując walizki na wakacje, martwili się, co zrobią ze swoimi pupilami. Dlatego wreszcie, widząc tak duże rynkowe zapotrzebowanie, postanowiła wystąpić o dotację na założenie firmy.

— Miałam pewną przewagę nad innymi, bo wiedziałam, jak jest w mojej branży. Nawet jeśli rzucę pracę, to znowu ją znajdę, programiści nie mają z tym problemów. Do tego nie mam jeszcze dzieci, dużych zobowiązań, kredytów. To był dobry moment, później na pewno trudniej tak zmieniać życie — uważa Joanna Szopińska.

Jako umysł ścisły nawet do nazwy firmy podeszła metodycznie i zdroworozsądkowo. Żadnych nagłych pomysłów, które przychodzą do głowy pod prysznicem czy w trakcie jazdy autem — po prostu siadła do komputera, otworzyła Wikipedię i zaczęła wpisywać związki frazeologiczne, zestawiając je z kotami. Doszła do „D” i jej się spodobało.

— Do góry kotami? To jest to! Przemówiło do mnie, choć oczywiście skonsultowałam się jeszcze ze znajomymi — żartuje catsitterka. Autorką rysunku będącego wizytówką firmy jest jej przyjaciółka, malarka po ASP. Widnieje na nim Franek — kot Joanny Szopińskiej. Znajomy grafik zmienił obrazek w logo.

Niskie koszty, szybki zysk

Zaczęła od internetu. Firma rozkręciła się w mediach społecznościowych, na Facebooku i Instagramie. Joanna Szopińska przyznaje, że korzystała też z płatnych reklam. Wykształcenie i podejście techniczne sprawiło, że operowanie w sieci przyszło jej bardzo łatwo. W dwa lata jej firma zbudowała sobie wierną społeczność — obecnie to około 5 tys. fanów. Inwestycja w Do góry kotami pochodziła ze specjalnej dotacji i nie była zbyt wysoka. Catsitterka kupiła przede wszystkim sprzęt biurowy — laptopa i drukarkę, by móc drukować i skanować dokumenty. Wzięła też samochód w leasing. Właścicielka firmy szacuje koszty tej inwestycji na około 10 tys. zł, które zresztą bardzo szybko się zwróciły, bo prowadząc firmę z domu, czyli nie ponosząc kosztu wynajmu lokalu, ma zysk praktycznie od każdej wizyty u podopiecznych.

Oczywiście część trafia do kieszeni zaangażowanych w pracę opiekunów. Jak to wszystko działa? Do góry kotami oferuje opiekę nad zwierzętami w ich domach jako alternatywę dla kocich hoteli. Opiekunowie — najczęściej młodzi ludzie, studenci, ale też osoby mające drugą pracę — odwiedzają podopiecznych regularnie raz czy dwa razy dziennie. Każda wizyta trwa 45-60 minut. W tym czasie kotom podaje się suplementy lub leki, myje ich miski, czyści kuwety, wymienia jedzenie i spędza z nimi czas. Koszt jednej wizyty w Warszawie zaczyna się od 50 zł. Choć to nietypowa branża, pomysłowa bizneswoman nie może narzekać na brak zainteresowania. Dla właścicieli kotów jest często prawdziwym ratunkiem. Jak wspomina, wiele osób nadal w ogóle nie wie, że taki zawód istnieje. I często bywają pozytywnie zaskoczone, bo pierwszy raz od długiego czasu mogą gdzieś wyjechać.

— Codziennie dostajemy kilkanaście, kilkadziesiąt wiadomości. Dlatego musiałam rozwinąć firmę. Zatrudniam teraz sześciu opiekunów i asystentkę — przyznaje Joanna Szopińska.

Wypełniony kalendarz

Właścicielka Do góry kotami podkreśla, że opiekunowie są trzonem firmy. Dzięki temu, że tworzą zespół, mogą się dzielić zleceniami w zależności od tego, gdzie komu bliżej. Pracy jest sporo, bo działają w Warszawie, a to w końcu duże miasto. Joanna Szopińska zazwyczaj wstaje już o 6 rano. Nadal odwiedza koty, ale do jej głównych zadań należą sprawy związane z prowadzeniem firmy — odpisywanie na mejle, czuwanie nad przebiegiem wizyt pracowników u czworonożnych podopiecznych, sprawdzanie kalendarza oraz oczywiście spotkania z klientami. Każdego chce choć trochę poznać przed podpisaniem umowy. Jak sama mówi, ludzie wyjeżdżają zawsze, więc jej kalendarz jest wypakowany po brzegi. Dni wolnych ma niewiele, weekendy są z reguły najbardziej wypełnione pracą, o świętach nie wspominając. W ostatnie Boże Narodzenie miała pod opieką aż 26 domów. Jedynie poniedziałki i środy bywają luźniejsze.

Ciągle się dokształca, jeździ na szkolenia i kursy poświęcone opiece nad kotami i ich zachowaniu. Ostatnio była na szkoleniu we Wrocławiu. Zresztą jej firma może się zaopiekować także innymi zwierzętami, na przykład królikami, natomiast nie psami, które wymagają zupełnie innej opieki i spacerów. — Mamy specjalizację kocią. Tak dobieram współpracowników, żeby to właśnie te zwierzęta cieszyły się ich szczególnym zainteresowaniem — śmieje się Joanna Szopińska.

Przyjemność i wyzwanie

Praca z kotami to oczywiście przyjemność dla tych, którzy je kochają, ale też duże wyzwanie. Zwierzęta bywają przecież wymagające, potrzebują indywidualnego podejścia.

— Mamy sporo kotów chorych, problematycznych. Niektóre są agresywne, rzucają się na ludzi, którzy chcą wejść do mieszkania. Bywają zwierzęta na początku bardzo wycofane, jedne się przekonują do ludzi, a inne nie. Są i takie, które do dziś nie weszły ze mną w interakcję. Potrzebują dużo czasu. Inne witają mnie z radością, gdy do nich wracam nawet po pół roku — tłumaczy właścicielka firmy.

Podkreśla, że wkłada w nią wiele pracy, bo chce, żeby się szybko rozwijała. Na rynku są konkurencyjne spółki, które czasem istnieją dłużej niż jej firma, ale działają na mniejszą skalę.

— Z konkurencją chciałabym współpracować, a nie konkurować. Gdybyśmy mieli pełne obłożenie, na pewno wysłałabym do niej klientów — deklaruje właścicielka Do góry kotami.

A jakie ma plany?

— Dzielić się wiedzą o kotach z jak największą liczbą ludzi. Mam nadzieję, że niedługo otworzymy vloga i kanał na YouTubie. Mam sporo klientów i widzę, jakie mają problemy ze zwierzętami. Marzy mi się też otwarcie biura stacjonarnego w Warszawie, a nawet sklepu z akcesoriami, karmami, rzeczami dla kotów, które mogę polecić — odpowiada Joanna Szopińska.

Wszystko po to, żeby — jak deklaruje — i zwierzętom, i ich właścicielom żyło się lepiej.

PATRYCJA PUSTKOWIAK

Pisarka i dziennikarka. Autorka powieści „Nocne zwierzęta” (WAB, 2013), nominowanej do Nagrody Literackiej Nike i Nagrody Literackiej Gdynia, i „Maszkaron” (Znak, 2018), a także wywiadu rzeki z Manuelą Gretkowską „Trudno z miłości się podnieść”. Regularnie współpracuje m.in. z „Harper’s Bazaar”, „Elle” i „Pulsem Biznesu Weekend”. Lubi czytać książki, pić wino i rozmawiać z ludźmi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Patrycja Pustkowiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu