Dolar na fali

Marek Rogalski
opublikowano: 2008-10-02 00:00

Największym beneficjentem zawirowań na świecie jest zyskujący dolar. To dziwi postronnych obserwatorów. USA przeżywają bowiem największy od dziesięcioleci kryzys zaufania do sektora finansowego, co może doprowadzić do recesji i upadku światowej hegemonii USA.

Ci, którzy liczą, że plan Paulsona w zmodyfikowanej wersji rozwiąże wszystkie problemy, są w błędzie. Nikt nie jest w stanie określić, ile warte są tzw. toksyczne aktywa, które mają zostać "wyssane" z rynku dzięki rządowym funduszom. Może się okazać, że na ten cel potrzeba znacznie więcej niż 700 mld USD.

W krótszym okresie słuszna staje się teza, że reszta świata, w tym Europa, znacznie gorzej poradzi sobie z rozszerzającą się "amerykańską zarazą", co sugeruje, że ich waluty są przewartościowane. To tłumaczy, dlaczego w średnioterminowej perspektywie dolar może dalej zyskiwać. Jeżeli nie doszło jeszcze do pełnego zdyskontowania ogólnoświatowego kryzysu, to proces repatriacji kapitału do USA w wyniku zamykania pozycji na zagranicznych rynkach będzie kontynuowany.

Można zastanowić się, czy aby dolar nie dojrzewa już do korekty ostatnich zwyżek. Bo jeżeli założyć prawdziwość tezy "kupuj plotki, sprzedaj fakty", to przyjęcie planu Paulsona przez Kongres powinno doprowadzić do realizacji zysków i osłabienia dolara. Tym samym okolice 1,39 na EUR/USD powinny się obronić.

W długim terminie coraz bardziej realny staje się spadek USD/EUR w okolice 1,3. Nietrudno się domyśleć, jakie wywoła to implikacje na naszym rynku. Notowania dolara po 2,60-2,70 zł za kilkanaście miesięcy mogą nie być dla nikogo zaskoczeniem. Zwłaszcza że potencjalne polityczne tarcia i konieczność przeprowadzenia referendum w sprawie terminu przyjęcia euro może doprowadzić do osłabienia złotego względem głównych walut w pierwszych miesiącach 2009 r.

Marek Rogalski