Drogi dolar uderzył w Kasisi

Anna DruśAnna Druś
opublikowano: 2015-11-25 22:00

Fundacja wspierająca sierociniec w Zambii oraz szpital w Kongo i hospicjum w Rwandzie poprosiła fanów o dodatkowe wsparcie

Rzadko prosimy Was o pieniądze, bo Wy po prostu tak fantastycznie dzielicie się z nami stale, że dotychczas wystarczało nam na wszystko.(…) Teraz sytuacja zaczyna się jednak robić trudna. Po pierwsze — dlatego, że do Kasisi przynoszone jest coraz więcej dzieci. Po drugie — dlatego, że dolar jest po 4 złote” — napisał na fanpejdżu Fundacji Kasisi Szymon Hołownia, jej założyciel i opiekun.

SHIMONI, SHIMONI!:
SHIMONI, SHIMONI!:
Tak najmniejsze maluchy wołają na Szymona, gdy odwiedza ich w Zambii. W ośrodku dostają nie tylko jedzenie, leczenie czy edukację, ale przede wszystkim... morze miłości.
FUNDACJA KASISI

— Nasze wsparcie dla Kasisi musimy wysyłać w walucie, bo w Zambii nie wymienimy złotych, tylko dolary. 30 tys. USD wysyłane przez nas co miesiąc rok temu było warte 90 tys. zł, zaś dziś — 120 tys., stąd nasz apel do przyjaciół o dodatkowe przedświąteczne wsparcie — wyjaśnia Szymon Hołownia.

Utrzymanie prowadzonego przez polskie siostry sierocińca, w którym przebywa 220 małych Zambijczyków, kosztuje miesięcznie 45 tys. USD. Poza wsparciem darczyńców, spośród których Fundacja Szymona Hołowni jest największa, placówka nie ma innego źródła utrzymania, a miejscowa ludność przynosi coraz więcej dzieci. Dostają tu nie tylko jedzenie, opiekę, leczenie, edukację i rodzinną atmosferę, ale niejednokrotnie w ogóle szansę na przeżycie. W ostatnich dniach przyszedł do Kasisi na piechotę z oddalonej o 50 km wioski osierocony 14-letni chłopiec w ostatnim stadium AIDS. O ośrodku usłyszał od krewnych. Zamieszkanie w placówce to dla niego jedyna szansa na przetrwanie.

— Model finansowania społecznościowego, który przyjęliśmy, sprawia, że ciągły przyrost fundatorów nie przekłada się na gwałtowny wzrost wpływów. Jeśli jednak znajdziemy teraz 30 tys. osób, które dadzą nam po 1 zł, będziemy mieli od razu potrzebną kwotę — tłumaczy Szymon Hołownia. W odróżnieniu od wielu innych fundacji, zamiast prosić o sporadyczne datki, fundacja dziennikarza prosi przyjaciół o stałe, choć niewielkie, kwoty na konkretne potrzeby ośrodka, np. jedzenie dla dzieciaków (Spiżarnia), utrzymanie niezbędnych do funkcjonowania sierocińca aut (Garaż) czy pomoc w utrzymaniu konkretnego z imienia i zdjęcia malucha poprzez jego wirtualną adopcję. Wszystko można znaleźć na stronie fundacji: www.fundacjakasisi.pl. Sierociniec w Kasisi to niejedyne miejsce wspierane przez Hołownię, bowiem od pewnego czasu jego druga fundacja, o nazwie Dobra Fabryka, całkowicie utrzymuje m.in. szpital leczący chorobę głodową w Kongo i hospicjum w Rwandzie. Drogi dolar uderzy także w ich finansowanie, bo wysyłane do Kongo co miesiąc 14 tys. USD teraz będzie kosztowało 56 tys. zł.

Polski sierociniec

Kasisi to niewielka wioska w środkowej Zambii, tak niewielka, że nawet Google Maps jej nie identyfikuje. Od wielu lat ośrodek dla sierot prowadzą tam polskie misjonarki. Szymon Hołownia znalazł to miejsce dzięki ks. Kazimierzowi Sowie i się nim zachwycił. Początkowo wspierał go z prywatnych pieniędzy, później postanowił zaprosić do pomocy innych i w 2013 r. założył Fundację Kasisi. Dzięki stałemu finansowaniu z Polski siostry nie tylko nie musiały się martwić o podstawowe potrzeby dzieci, takie jak jedzenie, ubrania czy leki, ale mogły również znacznie poszerzyć rozmiar pomocy udzielanej małym Zambijczykom. W ubiegłym roku wszyscy polscy donatorzy przekazali sierocińcowi 1 338 581,20 zł. Największą popularnością cieszyła się Spiżarnia, czyli regularne wpłaty na jedzenie dla podopiecznych.