Drugoligowa inauguracja neotworu Trumpa

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-02-19 17:39

W całym dokumencie założycielskim tzw. Rady Pokoju zniszczona Strefa Gazy w ogóle nie występuje.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Inauguracyjne posiedzenie tzw. Board of Peace (BoP) w Waszyngtonie było ilustracją filozofii szklanki do połowy pełnej/pustej. Notabene trudno pojąć, czemu u nas powszechnie przyjęto tłumaczenie Rada Pokoju, przecież BoP to interesowny Zarząd Pokoju. Frekwencja okazała się daleka od oczekiwanej, ale do Instytutu Pokoju im. Donalda Trumpa – gmachu zabranego rok temu organizacjom pozarządowym – przyjechało około 20 polityków państw członkowskich BoP w randze prezydentów, premierów lub ministrów. Akces wyraziła tylko druga liga, spośród G20 jedynie prezydenci Argentyny i Indonezji oraz kilku ministrów. Byli także m.in. prezydenci Kazachstanu i Uzbekistanu nagrodzeni jednorazowym zaproszeniem ich jako gości – czyli ze statusem identycznym jaki ma Karol Nawrocki – na grudniowy szczyt G20 do Miami. Znacznie liczniejsza od członków BoP okazała się grupa obserwatorów.

Przywódcy wielu państw w kwestii BoP hamletyzują – być albo nie być. Reprezentatywnym przykładem jest rumuński proeuropejski prezydent Nicușor Dan, który absolutnie wyklucza akces ze względu na sprzeczność konstrukcji neotworu z prawem międzynarodowym – ale na widowni w Waszyngtonie zasiadł i nawet przemówił. Przypomina to rozterki Karola Nawrockiego, który zachował się lepiej i nie naraził urzędu prezydenta RP na niekonstytucyjny wstyd, posyłając jako obserwatora kancelaryjnego urzędnika Marcina Przydacza. Trochę podobnie rozegrała niewygodny dylemat Ursula von der Leyen, której delegatką – tylko do wysłuchania wątku Strefy Gazy – była Dubravka Šuica, komisarz UE do spraw śródziemnomorskich.

Wstępna koncepcja BoP poparta została rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2803 z 17 listopada 2025 r. Po wielu sporach przeszła ona 13 głosami z 15, przy wstrzymaniu się Rosji i Chin, które nie zastosowały weta. Wszyscy uwierzyli Donaldowi Trumpowi i z nadzieją zaakceptowali plan pokojowy dla Strefy Gazy obejmujący jej prawdziwą odbudowę, rozmieszczenie międzynarodowych sił stabilizacyjnych oraz utworzenie Komitetu Palestyńskiego jako rządu tymczasowego. Co bardzo ważne – mandat ONZ obejmuje tylko Strefę Gazy i ma horyzont do końca 2027 r. Notabene Palestyna do Waszyngtonu nie została zaproszona, dlatego rzucona przez Donalda Trumpa podobno zebrana na fundusz pomocowy Gazy kwota 7 mld USD to dla jej mieszkańców na razie całkowita abstrakcja.

Podpisany 22 stycznia 2026 r. w Davos akt założycielski BoP okazał się jednak wielkim oszustwem. W tym dokumencie Strefa Gazy… w ogóle nie występuje! Bez jakiegokolwiek upoważnienia ONZ Donald Trump przeforsował podpisanie przez 19 wasalnych państw tzw. Karty Rady Pokoju. BoP ma zasięg globalny, działa bezterminowo, zaś najwyższy wszechwładca we wszystkich decyzjach to Donald J. Trump jako przewodniczący BoP, jedyny podmiot wymieniony z nazwy/nazwiska. Oczywiście jest także pierwszym przedstawicielem USA, co nie wygasa z zakończeniem jego kadencji jako prezydenta. Zdumiewająco zapisana została sukcesja na stanowisku najwyższego pana ludzkości: „Przewodniczący wyznacza w każdym czasie następcę na stanowisko przewodniczącego. Zastąpienie przewodniczącego może nastąpić wyłącznie po jego dobrowolnej rezygnacji lub w wyniku niezdolności do pełnienia funkcji”. Ta formuła ma proceduralną lukę. Wszystkie konstytucje na świecie wśród powodów opróżnienia urzędu głowy państwa oczywiście uwzględniają jej śmierć. Donald Trump 14 czerwca 2026 r. kończy 80 lat, ale w BoP wariantu losowego zapisanego w Konstytucji USA w ogóle nie przewiduje. No, chyba że wyznaczenie następcy przygotuje w testamencie.

Geneza BoP wywodzi się z rezolucji ONZ, ale Donald Trump w przeforsowanej wersji uderza w założycielkę. Od razy w preambule wstawił m.in. takie argumenty: „Oświadczając, że trwały pokój wymaga pragmatycznej oceny, zdroworozsądkowych rozwiązań oraz odwagi odejścia od podejść i instytucji, które zbyt często zawodziły” oraz „podkreślając potrzebę bardziej elastycznego i skutecznego międzynarodowego organu do spraw budowania pokoju”. Skostnienie i nieefektywność ONZ, która od trzech dekad jałowo debatuje o własnej reformie – to niepodważalna i zobiektywizowana prawda. Ale sanacja forsowana przez Donalda Trumpa to rekordowy przykład aroganckiej polityki siłowo-transakcyjnej. Dlatego w Polsce nigdy nie powinna zostać uchwalona ustawa uprawniająca prezydenta do ratyfikowania przystąpienia naszego państwa do BoP.

Możesz zainteresować się również: