Rośnie liczba emitentów skłonnych opuścić GPW
Wkrótce z giełdą mogą pożegnać się spółki o łącznej kapitalizacji 2,2 mld złotych
Coraz więcej spółek nosi się z zamiarem opuszczenia warszawskiego parkietu. Dla inwestorów giełdowych może oznaczać to pewne ograniczenia związane z wyborem akcji przy sporządzaniu własnych portfeli inwestycyjnych.
Wychodzenie spółek z giełdy najczęściej wiąże się z przejęciem przez inwestora strategicznego pełnej kontroli nad przejmowanym podmiotem. Powoduje to, że płynność akcji takiej spółki jest minimalna, co z góry dyskryminuje ją z publicznego obrotu.
Ograniczony wybór
Niewykluczone, że w najbliższych miesiącach z giełdą pożegna się nawet kilkanaście spółek, których łączna kapitalizacja wynosi prawie 2,2 mld zł. W ocenie specjalistów, zawęzi to pole manewru inwestorów biorących pod uwagę wszystkie spółki przy sporządzaniu własnych portfeli inwestycyjnych.
— Z punktu widzenia rynku kapitałowego, wychodzenie spó- łek z giełdy jest niekorzystne. W ten sposób wyraźnie zawęża się krąg akcji, w które warto inwestować — przyznaje Rafał Gębicki, dyrektor Banku Inwestycyjnego Concordia.
Jednak w wielu przypadkach spółki, które szykują się do opuszczenia GPW, już teraz nie znajdują większego uznania w oczach giełdowych graczy. Z pewnością niska płynność ich walorów odstrasza inwestorów. Mimo to, tuż przed samym zejściem z GPW, właściciele tych podmiotów mogą za wszelką cenę dążyć do skupienia brakujących im akcji.
— Dla drobniejszych inwestorów giełdowych może to być dobra okazja do zarobienia — podpowiada jeden z doradców inwestycyjnych.
Spożywcza w odwrocie
Najliczniejsza grupa spółek, które mogą rozstać się z giełdą, wywodzi się z branży spożywczej. Wśród nich znajdują się Agros, Bakoma, Drosed, Kruszwica oraz Morliny. Każda z tych firm posiada zachodniego inwestora. Głównym właścicielom tych firm brakuje już bardzo niewiele do przejęcia pełnej kontroli nad podmiotami zależnymi.
— Jeśli inwestor strategiczny zdecyduje się wyłożyć na przejmowaną przez siebie spółkę duże środki, to trudno oczekiwać, by chciał ujawniać jej strategię funkcjonowania przed całym rynkiem. Naturalną rzeczą jest zatem dążenie do wycofania firmy z giełdy, po to aby nie być spółką publiczną, co zobowiązuje do stałego raportowania. Zwłaszcza dotyczy to spółek, które jako jedyne reprezentują swoją branżę na GPW — mówi Rafał Gębicki.
Tak jest choćby z Kruszwicą czy Bakomą. Pierwsza, jako jedyna na GPW, reprezentuje sektor tłuszczowy. O Bakomie można powiedzieć to samo, tyle tylko, że operuje wśród producentów jogurtów.
— W takich przypadkach wyjście z giełdy uważam za bardzo rozsądne i korzystne dla spółki rozwiązanie — przyznaje Rafał Gębicki.
Inni też mogą
Z podobnych powodów giełdę może opuścić także kilka banków (BWR, Bank Komunalny oraz Fortis), a także spółek sektora elektromaszynowego (KFM Manometry, ZEW i Polar).
— Firmy, które mają silnego inwestora, nie muszą starać się o pozyskanie kapitału poprzez giełdę. Stąd ich byt na warszawskim parkiecie oznacza dla inwestora strategicznego dzielenie się zyskiem i informacjami z rynkiem — zauważa Jacek Lichota, doradca inwestycyjny ING BSK AM.
Zdaniem specjalistów, w niektórych przypadkach pozostawanie firm na GPW wyraźnie zawyża statystykę notowanych spółek na giełdzie. Trudno spodziewać się, aby inwestor strategiczny, dążący z reguły do skupienia maksymalnej liczby walorów przejmowanego przedsiębiorstwa, nagle zdecydował się je wyprzedawać, by zapewnić większe obroty na sesji akcjami tej spółki. Taki inwestor będzie raczej zmierzał do zdjęcia z giełdowych tabel podległego sobie przedsiębiorstwa.
Istotnym argumentem decydującym o pożegnaniu się z GPW może okazać się kalkulacja kosztów związanych z notowaniem na giełdzie. Nie jest tajemnicą, że od pewnego czasu wszystkie spółki dążą do maksymalnego ograniczenia własnych kosztów.
— Giełdowy byt wiąże się ze sporymi kosztami, które są odczuwalne przez mniejsze podmioty notowane na warszawskiej giełdzie — tłumaczy Rafał Gębicki.
Pożądani następcy
Specjaliści śledzący rynek kapitałowy oczekują, że pustkę po odchodzących z giełdy spółkach wypełnią nowe podmioty chcące związać się z GPW. Jednak sądząc po liczbie tegorocznych debiutów (Interia, MCI i Elkop) nie będzie wcale łatwo wypełnić tę lukę.
— Dużo ważniejsze dla losów warszawskiej giełdy jest pozyskiwanie nowych emitentów, którzy wypełnią lukę po opuszczających giełdowy parkiet. Jednak na razie nie ma ich wielu. W dużym stopniu kolejne debiuty będą zależały od koniunktury na rynkach kapitałowych. Warto byłoby zastanowić się nad stworzeniem dodatkowych warunków, które zachęciłyby emitentów do wchodzenia na GPW. Być może korzystniejsze przepisy podatkowe okazałyby się tym złotym środkiem — mówi Sławomir Gajewski, doradca inwestycyjny Credit Suisse Asset Management.