Coraz popularniejszy jest także outsourcing usług żywieniowych oraz porządkowych.
Do lamusa przechodzą wielkie zakładowe stołówki serwujące jedną zupinę i jeno drugie danie. Podobny los czeka firmowe sprzątaczki w stylonowych fartuszkach.
Rynek outsourcingu usług żywieniowych podzielić można na dwa segmenty.
Dostarczanie jedzenia do szpitali czy ośrodków pomocy społecznej to outsourcing kontraktowy. W takim przypadku zleceniobiorcy zapewniają pełne wyżywienie. Nierzadko przy współpracy ze szpitalami zatrudniają dietetyków, którzy przygotowują jadłospis. Aby działalność była opłacalna, jedna firma obsługuje kilka instytucji korzystając z jednego zaplecza.
— Nie ma sensu, aby każdy szpital czy inna jednostka miała własną kuchnię. Nasza firma współpracuje ze szpitalem MSWiA w Warszawie, gdzie wynajmujemy kuchnię. Tutaj przygotowujemy też posiłki dla 7 innych szpitali i rozwozimy je po całym mieście — wyjaśnia Tomasz Przywara, pełnomocnik zarządu firmy Dussmann.
Drugi segment to outsourcing koncesyjny, adresowany do biur i przedsiębiorstw. Tutaj często firma prowadząca stołówkę czy bar świadczy też usługi porządkowe. Zleceniobiorcy bardzo uważnie przygotowują ofertę dla takich klientów.
— Niezwykle ważna jest cena, a o niej często decyduje to, czy pracodawca gotowy jest dofinansować posiłki. Istotny jest też sposób podania. Zwykle chcemy zaoferować kilka dań, z których można stworzyć zestaw obiadowy — mówi Tomasz Przywara.
Jego zdaniem, perspektywy rozwoju tego rynku są obiecujące. Blisko połowa szpitali nadal utrzymuje nierentowne stołówki i kuchnie. Kiedyś jednak trzeba będzie z nich zrezygnować.
Obiecujący jest także rynek usług porządkowych. Ogromne możliwości otwierają przed nim stale powstające nowe biurowce. Istotnym problemem na rynku usług porządkowych jest jednak wojna cenowa.
Zdaniem Tomasza Przywary, kwota 8-9 zł za mkw. sprzątanej i dezynfekowanej powierzchni miesięcznie to godziwe wynagrodzenie dla zleceniobiorcy. Jeśli ktoś oferuje usługi za 3-4 zł, to na pewno niska cena przekłada się na niską jakość.
Inną barierą dla rozwoju tego rynku jest także niechęć samorządów do likwidowania zaplecza w przedszkolach, szkołach czy szpitalach. Przejęcie przez zewnętrznego wykonawcę tych usług to redukcja zatrudnienia, nawet jeśli firma zobowiązana jest przejąć pracowników.