Dziki biegną przez pole

Karolina Guzińska
opublikowano: 23-05-2003, 00:00

Golf. W Paczółtowicach

Kto to jest Ronald Fream? Ten Kalifornijczyk to jeden z najlepszych wśród golfowych architektów. W Paczółtowicach, wiosce między Krakowem a Katowicami, zaprojektował mistrzowskie, osiemnastodołkowe pole golfowe.

Tam, gdzie trzy lata temu były chaszcze, rośnie ocean równo przystrzyżonej trawy, poprzecinany przeszkodami dla golfistów — bunkrami z piaskiem i niewielkimi stawami. Pagórkowaty obszar okalają lasy Jurajskiego Parku Krajobrazowego, wapienne skałki i szachownice poletek: każdy spłachetek ziemi ma inną fakturę i kolory.

— Dolinki Podkrakowskie to piękna ziemia. Nie ingerowaliśmy w krajobraz, lecz wkomponowaliśmy weń pole. Pagórki i doliny dodają mu uroku i czynią trudnym technicznie. Inny atut — i zarazem szykana: na naszym polu stale wieje, średnio z prędkością 2 m/s. Kto się tutaj nauczy gry w golfa, zagra wszędzie — twierdzi Andrzej Habdas, dyrektor Green Investments.

Na razie działa Akademia Golfa i — od końca czerwca — połowa (9 dołków) pola mistrzowskiego (otwarcie całego pola — wiosną 2004 r.). Klub liczy na golfistów z Europy Zachodniej i USA. Tymczasem przyciąga graczy z oddalonych o 40-50 km Krakowa i Katowic.

— „Wychowujemy” sobie klienta, stąd Akademia Golfa. A w zimie — „Akcja ferie”. W namiocie uczyliśmy gry dzieci z okolicznych domów kultury. Kilkoro szkoli się dalej. W Polsce brakuje graczy — może to wina famy, że golf jest sportem dla elit? Tak być nie musi: komplet dobrych kijów kupi się i za 4 tys., i za 1 tys. zł... A jedna tura w naszej akademii kosztuje 40 zł — zachęca Maciej Wojdyński, instruktor golfa.

Green Investments — inwestor i generalny wykonawca — zatrudnia 120 pracowników, głównie z okolicznych wsi. Bezpośrednio nad utrzymaniem nawierzchni trawiastej pracuje 30 osób. Szefuje im Piotr Błąkała, head greenkeeper.

— Każdy element pola golfowego wymaga innego gatunku trawy. Green, fairway, rouge obsiewamy odpowiednimi mieszankami. Wybór zależy od gruntu i wysokości trawy. „Golfowe” gatunki potrzebują mnóstwa wody. W ogrodach są chwastami, jak mietlica, która ładnie wygląda tylko na polu golfowym: pielęgnowana, skoszona do wysokości 4 mm — opowiada Piotr Błąkała.

Nawożenie i koszenie trawy na olbrzymiej połaci gruntu to praca non stop. Sama linia gry na polu mistrzowskim ma około 6 km.

— Kosimy maszynami, ale także i ręcznie — to cena za pagórkowaty teren. Trawa szybko się niszczy. Początkujący gracze ślą w powietrze nie tylko piłki, ale i kępy murawy. Dziury trzeba łatać. Obsiewamy je gatunkami, które szybko rosną: 7 dni od wysiania — ciągnie Piotr Błąkała.

Roczny koszt utrzymania pól gofowych — kilkaset tys. dolarów — pozwala sądzić, że na budowę, trzeba wyłożyć kilkanaście milionów dolarów. Ile? Andrzej Habdas nabrał wody w usta.

— Włożony tu kapitał jest tajemnicą handlową. A poza tym... Pole golfowe to inwestycja długoterminowa, więc na zyski trzeba poczekać. Na szczęście wartość pola golfowego rośnie z latami — mówi Andrzej Habdas.

Chodziły plotki, że inwestor a to rozparceluje ziemię, a to sprzeda gotową inwestycję Niemcom...

— Udało nam się kupić duży, scalony kawał ziemi po upadłym PGR. Aby pole było zdatne do gry i bezpieczne dla graczy, musi mieć co najmniej 80 ha — twierdzi Habdas.

Pierwsze roboty ruszyły w czerwcu 2000 r. Ale w lipcu 2001 r. spadły deszcze, przekraczające normy opadów o 300 proc.! Okolice Paczółtowic ogłoszono strefą klęski żywiołowej.

— Z przygotowanych już gruntów zrobiła się kupa błota... Tu są ziemie lessowe — erozyjne, nienasiąkliwe, nieprzepuszczalne... Po obfitych deszczach tworzą się kanały erozyjne i wszystko spływa po zboczach. Odstojniki, filtry piaskowo-żwirowe, polimery nie dały pożądanych efektów. Ostatnio powstały trzy strefy ekotonowe: obszary odpowiednio ukształtowane, obsadzone trzcinami, wierzbami i jodłą. W miejsca najbardziej narażone na erozję wbudowaliśmy 150 tys. mkw. darniny — tłumaczy Andrzej Habdas.

Ludzie z Green Investments chwalą lokalne władze, ułatwiające inwestorom formalności. A Wiesław Jagiełło, burmistrz gminy Krzeszowice, cieszy się z golfowego sąsiedztwa:

— To inwestycja nieuciążliwa dla środowiska. Liczymy, że gotowy już kompleks stanie się magnesem dla inwestorów, którzy stworzą nowe miejsca pracy. Bo z pól golfowych korzystają głównie ludzie z zasobną kieszenią.

Green Investments podkreśla dobre kontakty z miejscową ludnością, która okazała zrozumienie dla kłopotów z erozją. A sąsiadom było trudno — brudna rzeka, łachy piachu na drogach. Erozję na polu golfowym odczuły nawet filtry krakowskich wodociągów. Cóż, less...

— Starliśmy się jedynie z myśliwymi. Na początku prac na naszej ziemi spychacz rozwalił myśliwskie ambony. Nie chcieliśmy, by nam tu strzelano... Mamy na polu dwa zaprzyjaźnione zające, czasem przychodzą sarny i jelenie. Wataha dzików — ze 30 sztuk — niedawno przeszła przez pole... Dzika zwierzyna wywołuje zniszczenia. Chcemy odgrodzić pole od lasów siatką — opowiada Andrzej Habdas.

Nieopodal pola przybędzie też zaplecze hotelowo-gastronomiczne wraz z centrum konferencyjnym, strzelnicą sportową i stadniną koni. Koniec inwestycji — jeszcze w tym roku.

— Zawsze będzie tu sielsko i spokojnie. Wokół pozostaną grunty rolne i obszary Lasów Państwowych, które nie popuszczą ani piędzi ziemi. A wyżynne obszary odstraszają chętnych do zabudowy — uspokaja Andrzej Habdas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy