Emeryt potęgą jest i basta

Krzysztof Kolany
opublikowano: 25-11-2019, 22:00

Utrzymanie ponad 9 milionów emerytów i rencistów w Polsce pochłania równowartość 60 proc. budżetu państwa

W 2018 r. w Polsce żyło ponad 6,8 mln emerytów. To niemal o połowę więcej niż na początku XXI wieku. Do tego nieco ponad 1 mln rencistów, czyli ludzi formalnie niezdolnych do pracy. Kolejne 1,36 mln stanowiły osoby pobierające renty rodzinne. Łącznie to prawie 9,2 mln ludzi.

Przez poprzednie 20 lat liczebność tej populacji utrzymywała się na względnie stałym poziomie. Rosnąca liczba emerytów rekompensowała malejącą liczbę rencistów po tym, jak reformy z roku 1999 ukróciły (ale nie wyeliminowały) proceder „lewych” zaświadczeń lekarskich uprawniających do dożywotnich poborów z ZUS.

Liczbę pobierających świadczenia emerytalno-rentowe warto zestawić z liczbą pracujących — i siłą rzeczy opłacających z tego tytułu „składki” finansujące wypłaty dla obecnych seniorów. Według badania BAEL w II kwartale 2019 r. populacja pracujących liczyła niespełna 16,5 mln osób. Nawet jeśli doliczymy około 1 mln imigrantów pracujących w Polsce i w większości nieuwzględnionych w tym badaniu, to na każdego emeryta i rencistę przypada 1,9 pracującego. A gdyby uwzględnić tylko pracujących w sektorze prywatnym, relacja ta obniżyłaby się do około 1,4.

Emerytury na kilku filarach

Polski model emerytalny oparty jest na kilku państwowych instytucjach. Największa z nich — Zakład Ubezpieczeń Społecznych — wypłacała pieniądze 7,64 mln osób. Emerytury z Ministerstwa Obrony Narodowej pobierało w 2018 r. 161,9 tys. ludzi. Czyli więcej niż na stanie ma Wojsko Polskie (144,1 tys. według oficjalnych danych MON). Do tego mamy 205,1 tys. emerytów opłacanych przez MSWiA oraz 32,9 tys. emerytowanych sędziów i prokuratorów. A perłą w koronie polskiego modelu emerytalnego jest Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego żywiąca 1,16 mln ludzi i w przeszło 90 proc. finansowana przez dopłaty od podatników.

Co piąta osoba pobierająca emeryturę nie miała ukończonych 65 lat. W tej grupie ponad 121 tys. emerytów nie miało nawet 55 lat, a kolejne 145,7 tys. pobierało emerytury, choć nie obchodziło jeszcze 60. urodzin. Z tablic dalszego trwania życia wynika, że 60-latek ma przed sobą średnio 19 lat życia, a 60-latka ponad 24 lata. Zatem kobiety przechodzące na emeryturę przed 60. rokiem życia nierzadko będą pobierać emeryturę dłużej, niż wynosił ich okres aktywności zawodowej. Zresztą potwierdzają to statystyki emerytalne: 27,7 proc. obecnych emerytów przekroczyło już 75. rok życia.

Ile to wszystko kosztuje?

W 2018 r. na emerytury i renty wydaliśmy 231,45 mld zł, co stanowiło równowartość 11,4 proc. PKB. Dla porównania, zeszłoroczne wydatki budżetu państwa wyniosły 390,5 mld złotych, a wydatki sektora finansów publicznych podsumowano na 861,2 mld zł. Oznacza to, że mniej więcej co czwarty złoty wydawany przez państwo trafił do kieszeni emerytów i rencistów.

Zdecydowaną większość tej kwoty wypłacił ZUS, który na renty i emerytury wydał 198,2 mld zł. To aż o 8,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Ponad 17 mld zł kosztowały nas świadczenia z KRUS-u. Emerytowani mundurowi otrzymali z MSWiA 8,1 mld zł. Na wypłaty dla byłych wojskowych MON wydał 6,6 mld zł. Dla porównania, w tym samym okresie na uposażenia żołnierzy wydano 7,1 mld zł — czyli niewiele więcej niż na wojskowych emerytów. Do puli trzeba jeszcze dodać świadczenia dla emerytowanych sędziów i prokuratorów, na które Ministerstwo Sprawiedliwości wyasygnowało ponad 1,4 mld zł.

O ile w łącznych wydatkach bezapelacyjnie przoduje ZUS, to pod względem wysokości przeciętnego świadczenia znacznie lepiej wypadają emerytury resortowe. I tak średnia miesięczna emerytura i renta wypłacana przez MS wyniosła w 2018 r. 3626,17 zł. W przypadku świadczeń z MON było to 3418,94 zł, a w MSWiA 3296,14 zł. Da porównania, klienci ZUS-u przeciętnie otrzymywali 2221,90 zł brutto miesięcznie. Wypłaty z KRUS-u były jeszcze niższe i wyniosły średnio 1226,85 zł.

Przypomnijmy, że emerytury „resortowe” są obliczane na innych, znacznie korzystniejszych zasadach niż w systemie powszechnym. Wysokość świadczenia emerytalnego z ZUS-u uzależniona jest od sumy zwaloryzowanych składek (i tzw. kapitału początkowego) oraz dalszej oczekiwanej długości życia. Także wiek emerytalny jest wyższy niż w przypadku mundurowych. Natomiast emerytury żołnierzy, policjantów, prokuratorów etc. zasadniczo są pochodną stażu i wysokości ostatniej pensji. Ponadto od wynagrodzeń mundurowych nie są pobierane jakiekolwiek „składki” emerytalne, tak jak to dzieje się w przypadku pracowników cywilnych.

Emeryci nie dostają mało

Obecni emeryci nie powinni narzekać na niskie emerytury. Przez poprzednią dekadę relacja przeciętnej miesięcznej emerytury brutto z systemu pozarolniczego do przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej była zbliżona do 60 proc. To naprawdę dobry wynik, zważywszy na bardzo wysoką relację liczby emerytów do liczby pracujących.

Jak wynika z prognoz Komisji Europejskiej, kolejne pokolenia nie mogą nawet marzyć o tak wysokiej stopie zastąpienia. Obecnie wynosi ona 56 proc. i będzie szybko malała w kolejnych latach. Już w roku 2030 ma się obniżyć do 41 proc., a dekadę później do 30 proc. Oznacza to, że obecni 40-latkowie będą musieli przeżyć za mniej niż jedną trzecią swojej przyszłej pensji. Jeszcze gorzej będą mieli młodsi, którzy otrzymają świadczenie w wysokości około jednej czwartej ostatniego wynagrodzenia. Obecna przeciętna emerytura z ZUS-u jest dwukrotnie wyższa od minimum socjalnego. Nawet stosunkowo niskie świadczenia z KRUS-u plasuje się powyżej tego wskaźnika i zarazem jest dwukrotnie wyższe od minimum egzystencji. Względnie dobrą kondycję finansową polskich emerytów potwierdzają też badania budżetów gospodarstw domowych.

Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny (czyli po potrąceniu podatków bezpośrednich) w gospodarstwie emeryckim w 2018 r. wyniósł 1733 zł na osobę. To więcej niż w przypadku pracowników (1703 zł/os.) i rolników (1579 zł/os.). A jeśli na te dane spojrzymy przez pryzmat mediany, to emeryci wypadają nawet lepiej od pracujących na własny rachunek. Mediana dochodu rozporządzalnego w gospodarstwach emeryckich wyniosła bowiem 1627 zł/os., a w przypadku rodzin przedsiębiorców było to 1664 zł/os. (1467 zł/os. w rodzinach pracowników).

PPK a sprawa emerytalna

Analizując dane dotyczące współczesnych emerytów, trudno uciec od dyskusji o pracowniczych planach kapitałowych. Według zapewnień rządu PPK mają na celu zasypanie luki w dochodach przyszłych emerytów, jaka powstanie na skutek drastycznego spadku stopy zastąpienia (z 56 do 26 proc.). W modelowym przypadku prezentowanym na portalu PPK pracownik z pensją 4000 zł brutto, odkładając przez 30 lat, może liczyć na tysiąc złotych miesięcznie dodatkowego świadczenia wypłacanego przez 10 lat (i 25 proc. zgromadzonego wypłaconego od razu).

Jeśli jednak ktoś zacznie wypłacać pieniądze z PPK po osiągnięciu 60 lat, to w dniu 70. urodzin pozostanie mu tylko przelew z ZUS-u i prywatne oszczędności. Poza tym nikt nie wie, jaka będzie siła nabywcza 1 tys. zł za 30 lat. Nieznana jest też faktyczna stopa zwrotu, jaką wypracują fundusze zdefiniowanej daty, do których trafią pieniądze uczestników PPK. W oficjalnej symulacji przyjęto 3,5 proc., co jest już wartością realną (czyli po uwzględnieniu inflacji). Symulacja zakłada też realny średnioroczny wzrost wynagrodzenia o 2,8 proc.

O ile PPK mają szansę stać się dodatkowym filarem zabezpieczenia emerytalnego, to praktycznie nie ma szans, aby same zrekompensowały prognozowany spadek stopy zastąpienia z filara państwowego. Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się, że czasy w miarę wysokich emerytur na naszych oczach odchodzą do lamusa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu