Emocje trzeba mieć pod kontrolą

opublikowano: 24-03-2020, 22:00

Ciągłe analizowanie danych i próby przewidzenia ruchów rynku to droga donikąd, mówi prof. Tomasz Zaleśkiewicz, który radzi, jaką naukę wynieść z krachu

-dlaczego ciągłe analizowanie kolejnych danych to droga doniknąd,

-czym obecna sytuacja na rynkach różni się od tej z 2008 r.,

-dlaczego warto prowadzić pamiętnik inwestycyjny,

-jakie są dwa scenariusze na czas po epidemii.

 

Od kilku tygodni emocje rządzą decyzjami, a rynek wskazania techniczne i fundamentalnie ma za nic. Jak zauważa prof. Tomasz Zaleśkiewicz, psycholog społeczny, szef Centrum Badań nad Zachowaniami Ekonomicznymi Uniwersytetu SWPS, obecna sytuacja na giełdach ma mało wspólnego z inwestowaniem, a chwilowe zwyżki to czysta spekulacja.

METODYCZNIE:
METODYCZNIE:
W czasie epidemii rynek jeszcze nie raz zaskoczy nawet doświadczonych inwestorów, ale ważne, by odnotowywać emocje i decyzje, by za jakiś czas na spokojnie odebrać lekcję z kryzysu, mówi prof. Tomasz Zaleśkiewicz, specjalista od psychologii inwestowania.
Fot. ARC

— Te zmiany nie są rezultatem poprawy nastrojów, ponieważ na razie nie widzę ku temu powodów. W weekend odnotowano w Polsce około 200 nowych przypadków zakażeń koronawirusem. Na szczęście nie ma gwałtownego przyrostu, jeśli chodzi o wskaźnik śmiertelności, ale wciąż brakuje jasnych optymistycznych sygnałów — mówi prof. Tomasz Zaleśkiewicz.

Szum informacyjny

Inwestorom nie pomaga też natłok informacji, często niesprawdzonych lub sprzecznych. Niektórzy ulegają pokusie ciągłego analizowania sytuacji i próbom przewidywań ruchów rynku.

— Psychologowie w Stanach Zjednoczonych przeprowadzili ostatnio krótkie badanie dotyczące tego, jakie są emocjonalne skutki ciągłego szukania informacji o epidemii. Badania pokazały, że im częściej ludzie sprawdzają informacje związane z epidemią (np. informacje o bieżącej liczbie zachorowań), tym mniej racjonalnie się zachowują. Takie osoby mają większą skłonność, by wierzyć w teorie spiskowe. To wywołujeu nich pewien rodzaj paniki. Jest to na tyle silny lęk, że chcą sobie z nim poradzić jakimikolwiek metodami. Podobne efekty psychologiczne mogą działać na rynku — mówi prof. Tomasz Zaleśkiewicz.

Ekspert radzi, by pohamować się przed tak intensywnym i częstym analizowaniem danych. Jego zdaniem nie należy się też przywiązywać do krótkoterminowych skoków notowań, które pojawiają się na rynku.

— Jeśli rzeczywiście wywołane są one nieracjonalnymi czynnikami — a prawdopodobnie tak właśnie jest — to jest bardzo trudno za nimi podążyć, zwłaszcza tzw. drobnym inwestorom — mówi profesor z Uniwersytetu SWPS.

Jak zauważa Tomasz Zaleśkiewicz, do ekstremalnych sytuacji człowiek jest w stanie się przyzwyczaić.

Podobnie jest z natłokiem informacji, aż w końcu kolejne doniesienia o wirusie będą ignorowane.

— Do takich informacji ludzie też zaczną się przyzwyczajać. Jest pytanie, na które nie znamy teraz odpowiedzi: czy dojdzie u nas do gwałtownego załamania. Jedyny dłuższy trend, jaki jest widoczny, to ten z krajów azjatyckich — Chiny, Korea Południowa. Widać, że w dłuższej perspektywie krzywa wyzdrowień zaczyna jednak dominować nad krzywą chorych. Długoterminowo to raczej musi wyglądać tak jak w Azji, jednak co będzie się działo w międzyczasie, tego niestety nie wiemy. Czytałem opinię jednego z analityków, który twierdził, że spodziewa się wyraźnego ruchu w górę w momencie, gdy pojawi informacja, że opracowano szczepionkę lub jakąś formę leku, czyli będzie to wyraźna zmiana o charakterze medycznym i psychologicznym — dodaje Tomasz Zaleśkiewicz.

Zachować spokój

Większość inwestorów spotyka się z takim kryzysem po raz pierwszy w życiu.

— Epidemia równolegle uderza w rynek finansowy, bo podkopuje podstawy gospodarki, a jednocześnie silnie oddziałuje na emocje. To jest trochę inna sytuacja niż w 2008 r., kiedy impuls przyszedł z rynków i miał charakter czysto finansowy. To, czego wszyscy inwestujący mogą się nauczyć, jeżeli nie mieli wcześniej kontaktu z ekstremalnymi sytuacjami, to to, że mogą zauważyć, jak wiele może się dziać, jeśli chodzi właśnie o emocje — mówi prof. Tomasz Zaleśkiewicz.

Ekspert radzi inwestorom, by sporządzali notatki z działań podejmowanych na rynku.

— Warto obserwować siebie i swoje emocje i zapisywać, jak reagowaliśmy na różne sytuacje. Dzisiaj nie wiemy, do czego nas doprowadzą poszczególne decyzje, ale za parę miesięcy już tak. Warto sprawdzić, dlaczego takie decyzje podjęliśmy i co nas do nich skłoniło. Lepiej przy tym nie ufać swojej pamięci, która bywa kreatywna, a po paru miesiącach będziemy pamiętać emocje zupełnie inaczej. Jeśli mówimy o wypracowaniu pewnych algorytmów, to mogą one być stworzone właśnie w oparciu o te słabe punkty, które mamy w tej chwili szansę wychwycić. Pomimo całej dramatyczności sytuacji to, co jest w niej dobrego, to to, że można realnie pewne rzeczy na sobie sprawdzić — wyjaśnia prof. Tomasz Zaleśkiewicz.

Jego zdaniem po kryzysie możliwe są dwa scenariusze, których prawdopodobieństwa zaistnienia ekspert nie chce jednak szacować.

— W pierwszym scenariuszu ludzie wyciągną z całej sytuacji wnioski i radykalnie zmienią swoją mentalność. W drugim, kiedy wszystko zacznie wracać do normy, nastąpi odbicie w kierunku myślenia typu „nic nas nie zniszczy”, bo skoro pokonaliśmy wirusa, to jesteśmy właściwie tak mocni, że nic nie jest nam w stanie zagrozić. Wrócimy wtedy do dawnych schematów, ale ze zdwojoną siłą. Inwestor może stwierdzić, że skoro przetrwał coś takiego jak epidemia, to może wszystko przetrwać. Pojawi się nasilenie pewności siebie. Tyle że tego rodzaju zmiana doprowadzi nas do kolejnej katastrofy — ostrzega prof. Tomasz Zaleśkiewicz.

Poznaj program warsztatu "Alternatywne Spółki Inwestycyjne", 25 września 2020, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Szymon Maj

Polecane