Aż trzech, a nie dwóch inwestorów będzie rozmawiać ze skarbem o poznańskiej spółce
Czesi odpadli z przetargu. To duża niespodzianka. Będzie wojna polsko-francuska.
Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) już kolejny raz bardzo oszczędnie poinformowało rynek o dalszym przebiegu przetargu prywatyzacyjnego na giełdową grupę energetyczną Enea. Wszyscy oczekiwali krótkiej listy. Tymczasem resort podał jedynie, że — ku zaskoczeniu obserwatorów, którzy spodziewali się wyboru dwóch ofert — w kolejnym etapie będzie prowadził równoległe negocjacje aż z trzema inwestorami. Nie ujawnił jednak, kto z czwórki, która w ubiegłym tygodniu złożyła oferty wiążące, wypadł z gry. A szkoda, bo to prawdopodobnie duża niespodzianka.
Kellner skreślony
Jak ustalił "Puls Biznesu", w trzech nieoficjalnych źródłach, MSP odstrzeliło z przetargu autorów najwyższej oferty — Eenergeticky a Prumyslowy Holding (EPH), kontrolowany przez najbogatszego Czecha, Petra Kellnera, który wyceniał jedną akcję Enei na 25 zł. Ponieważ w poniedziałek do południa inwestorzy mieli uzupełnić oferty — m.in. o informacje dotyczące finansowania transakcji — można się domyślać, że właśnie na tej podstawie z postępowania wykluczono czeską firmę. Potwierdzałoby to pojawiające się na rynku już wcześniej nieoficjalne informacje, że Czesi nie mają pieniędzy na przejęcie Enei. Całkowita wartość transakcji może przekroczyć 11 mld zł, bo — choć pakiet skarbu państwa został na razie wyceniony przez najhojniejszego oferenta na 5,6 mld zł — nabywca musi być przygotowany do wykupienia wszystkich akcji spółki. Umowa, która ma zostać zawarta między inwestorem a MSP, będzie przewidywała ogłoszenie wezwania na akcje notowanej na GPW Enei. Musi ono dotyczyć 100 proc. walorów, żeby skarb państwa miał pewność, że pakiet, który zamierza sprzedać, nie zostanie zredukowany.
Zdaniem ekspertów, wybór trzech, a nie dwóch, partnerów do równoległych negocjacji, może opóźnić ich zakończenie, choć wciąż jest szansa na zamknięcie transakcji do końca roku. Przeszkodą w jej sfinanalizowaniu do 31 grudnia może okazać się postępowanie przed organami antymonopolowymi. EDF i GDF Suez będą się starać o zgodę na transakcję w Brukseli.
Co powie Bruksela
— Być może urzędnicy w Brukseli zdecydowaliby się na rozpoczęcie procedury nawet przed uzyskaniem wyłączności przez jednego inwestora, ale na pewno nie zaczną działać, dopóki w przetargu pozostają aż dwie firmy podlegające ich jurysdykcji — twierdzi anonimowy nasz rozmówca zbliżony do przetargu.
Mimo to procedura w Brukseli trwa formalnie tylko 25 dni roboczych, czyli krócej niż przed polskim regulatorem, o którego zgodę musi się postarać trzeci kandydat na nabywcę Enei, Kulczyk Investements. Powinna to być jednak tylko formalność, bo spółka najbogatszego Polaka, poza niewielką Polenergią, nie ma innych aktywów energetycznych.




