Enterprise Investors chce markety Dino

opublikowano: 20-03-2017, 22:00

Nawet 1,6 mld zł chce fundusz Enterprise Investors za 49 proc. akcji marketów Dino. Zapisy startują jutro

Takiej oferty publicznej na warszawskiej giełdzie już dawno nie było. W ciągu miesiąca na parkiecie ma pojawić się sieć marketów Dino, której mniejszościowy pakiet sprzedaje fundusz Enterprise Investors. W poniedziałek opublikowano prospekt emisyjny i cenę maksymalną akcji, ustaloną na 33,5 zł. To oznacza, że oferta będzie warta nawet 1,6 mld zł. Największe ubiegłoroczne IPO (Celon Pharma) była warte niespełna 0,25 mld zł, a ostatnie oferty na warszawskiej giełdzie, których wartość przekraczała 1 mld zł, to Energa i PKP Cargo pod koniec 2013 r.

— Jesteśmy najszybciej rozwijającą się siecią w segmencie proximity supermarketów, czyli formatu o sali sprzedaży wielkości 200-500 mkw. Dzięki formatowi nie potrzebujemy tak wysokiej jak np. dyskonty liczby ludności w najbliższej okolicy, by sklep mógł zarabiać na siebie — wystarcza nam 2,5-3 tys. osób. To sprawia, że możemy otwierać placówki w gminach wiejskich, dajemy sobie też radę w pobliżu silnych konkurentów — ponad 70 proc. naszych sklepów jest oddalonych o mniej niż 5 km od placówek największych sieci — mówi Szymon Piduch, prezes Dino. Po debiucie głównym akcjonariuszem Dino pozostanie Tomasz Biernacki, założyciel sieci. Spółka ma ustalić ostateczną cenę akcji 4 kwietnia.

Szybki rozwój

Dino miało na koniec ubiegłego roku 628 sklepów, przede wszystkim na południowym zachodzie kraju. Przychody wyniosły 3,37 mld zł, co oznacza wzrost o 30 proc., a sprzedaż LFL (bez uwzględnienia nowych sklepów) skoczyła o 11,3 proc. — Do końca 2020 r. chcemy mieć 1200 sklepów, będziemy dogęszczać sieć tam, gdzie już jesteśmy, i stopniowo wychodzić na północ i wschód kraju — zapowiada Szymon Piduch. Spółka w najbliższych latach zamierza zainwestować 110 mln zł na rozbudowę należącego do jej grupy zakładu mięsnego Agro Rydzyna i budowę drugiego, natomiast 140 mln zł ma pójść na nowe centra dystrybucyjne.

— Mamy obecnie trzy centra. Jedno nowe, które może obsłużyć 300-400 sklepów, to inwestycja rzędu 60 mln zł. Finansujemy się przede wszystkim z własnych pieniędzy, zamierzamy utrzymywać wskaźnik długu netto do EBITDA poniżej 2 — mówi Michał Krauze, członek zarządu i dyrektor finansowy Dino.

Dino wypracowało w 2016 r. 288 mln zł zysku EBITDA, poprawiając marżę na tym poziomiez 8,1 proc. do 8,6 proc. To oznacza, że przy maksymalnej cenie w IPO spółka będzie wyceniana na 11-krotność EBITDA. Dla porównania Emperia, prowadząca markety Stokrotka, jest wyceniana na 6,8 razy EBITDA, a Jeronimo Martins, właściciel m.in. Biedronki, na 11,7 razy EBITDA. Według źródeł rynkowych fundusz CVC przejął niedawno Żabkę za sumę zbliżoną do dziesięciokrotności EBITDA.

Marketowa posucha

Na warszawskiej giełdzie reprezentacja sieci spożywczych jest bardzo skromna — składa się na nią Emperia oraz częściowo Eurocash, który oprócz fundamentalnej dla spółki działalności hurtowej i luźno sprzymierzonych sieci franczyzowych ma też udziały w sieciach detalicznych, takich jak Delikatesy Centrum czy Eko. Ta ostatnia była notowana na GPW do 2013 r., gdy zdjął ją z giełdy fundusz Advent. Słabo skończyła się natomiast przygoda z rynkiem kapitałowym dla dwóch sieci delikatesowych i ich akcjonariuszy. Bomi upadło jeszcze w 2012 r., natomiast Alma jest właśnie w postępowaniu restrukturyzacyjnym, a z jej ogólnopolskiej sieci zostały pojedyncze placówki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu