Skłóceni właściciele PZU wznowili rozmowy. Mają o czym, bo ewentualne odszkodowanie może wynieść 2,2 mld EUR.
Jesienią ma się rozpocząć druga faza sądu arbitrażowego w sprawie konfliktu o PZU. Sąd ma orzec o wysokości odszkodowania dla Eureko i warunkach dokupienia spornego pakietu 21 proc. udziałów w PZU. W pierwszej fazie Polska przegrała. Nie czekając na wyrok, skarb państwa i Eureko wznowiły negocjacje.
— Do tej pory strony komunikowały się za pośrednictwem mediów. Teraz z polskim rządem rozmawiamy bezpośrednio, z czego bardzo się cieszymy. Wierzymy, że porozumienie jest możliwe — mówi Marten Dijkshoorn, prezes Eureko.
Nie wiadomo, jak kompromis mógłby wyglądać. Eureko nie chce wycofać się z inwestycji w PZU, a skarb państwa twardo zapowiada, że nie odda kontroli nad spółką, nawet jeśli nakaże mu to wyrok sądu arbitrażowego. Wiadomo natomiast, że warto rozmawiać — według najnowszych wyliczeń Eureko szacuje szkody na 2,2 mld EUR.
— Jest pole do kompromisu, ale nie chcę mówić, jakie, bo to właśnie jest tematem rozmów — mówi Ernst Jansen, wiceprezes Eureko odpowiedzialny za inwestycję w Polsce.
Z jego słów można wyczytać pewne wskazówki.
— Naszym priorytetem było i jest notowanie PZU na giełdzie. Nie wykluczamy rezygnacji z odszkodowania, ale tylko wówczas, jeśli porozumiemy się w kwestii dokupienia 21 proc. udziałów. Nie zapominajmy, że to my wygraliśmy pierwszą fazę arbitrażu — mówi Ernst Jansen.
Nie należy natomiast oczekiwać rychłego powrotu przedstawicieli Eureko do zarządów spółek PZU. Eureko wycofało ich w październiku w proteście przeciw działaniom przedstawicieli skarbu państwa.
Eureko pochwaliło się też wynikami z 2006 r. Dzięki zakończeniu fuzji Achmea i Interpolis przypis składki brutto wzrósł w 2005 r. z 6,58 mld do 14,30 mld EUR (117 proc.), a zysk netto z 706 mln do 895 mln EUR (40 proc.).