Euro uzyskało od ECB tylko cienkie wzmocnienie

Andrzej Sopoćko
opublikowano: 09-11-2000, 00:00

Andrzej Sopoćko: Euro uzyskało od ECB tylko cienkie wzmocnienie

Europejski Bank Centralny (ECB) zaczął wreszcie interweniować, wyciągając euro z kolejnego dna. Być może unijna waluta przestanie spadać, jednak odwrócenie dotychczasowego trendu wydaje się mało realne. Raczej należy oczekiwać stabilizacji w okolicach 0,9. Wpływ na tę sytuację ma kilka nietypowych czynników.

EURO słabe wobec dolara i jena mocno wspiera europejski eksport, a przez to produkcję i zatrudnienie. Ponadto w przypadku towarów europejskich cenowa elastyczność zagranicznego popytu jest dość wysoka, ponieważ znaczną część eksportu stanowią tzw. dobra luksusowe (francuskie koniaki, luksusowe niemieckie samochody, markowe stroje z Włoch itp.). Jeśli zdrożeją — można się wstrzymać z zakupem, a jeśli są tańsze — należy łapać okazję. Z kolei handel zagraniczny USA — choć drogi dolar nieco utrudnia eksport — nie balansuje przecież na czerwonej kresce. Deficyt obrotów bieżących utrzymuje się na poziomie 4 proc., natomiast mocny dolar wspomaga walkę z inflacją, która przekroczyła poziom 3 proc., uważany tam za niebezpieczny.

DECYZJE podejmowane w ECB wymagają uzgodnień z bankami centralnymi krajów członkowskich. Uzyskanie jednolitej opinii jest bardzo trudne, tym bardziej iż występują tu rozbieżne interesy. Kraje, które wcześniej weszły w fazę europejskiej koniunktury i osiągnęły już wysoki poziom wykorzystania potencjału wytwórczego, bardziej są zainteresowane potanieniem importu niż zwiększeniem eksportu. Te zaś, które dopiero wchodzą w fazę rozwoju — odwrotnie, przede wszystkim zainteresowane są utrzymywaniem warunków sprzyjających eksportowi. Przeciągające się dyskusje czynią interwencje na rynku walutowym spóźnionymi, a więc jako takie nie są one w ogóle podejmowane.

ZAUFANIE do waluty jest funkcją jej stabilności. Chodzi nie tylko o to, że kurs euro jest coraz niższy, ale również o to, że nie widać woli decydentów do jego stabilności. Wspomniane niezdecydowanie ECB sprzyja coraz mniejszej wierze w euro jako walutę, dającą szanse na długofalowe programowanie przedsięwzięć. Dealerzy coraz bardziej są przekonani, że kursy kształtowane są przez trudne do przewidzenia spekulacje, a nie świadomą politykę trzymania waluty w ryzach określonych potrzebami ekonomii.

DODATKOWYMI czynnikami kształtującymi popyt na walutę są potrzeby transakcyjne. Dolarami przyjęło się płacić za wiele dóbr podstawowych dla świata. W szczególności — za ropę. Mimo wyłamania się dwóch krajów OPEC z tej formy rozliczeń, żaden przełom nie nastąpił. W dodatku wzrost cen podniósł niepewność całego rynku. Inwestorzy, nie chcąc dodawać do istniejącego ryzyka cenowego niepewności dotyczącej kursu dolara, gromadzą amerykańską walutę zawczasu.

WSZYSTKIE te czynniki sprzyjają umacnianiu się dolara. Trudno natomiast znaleźć coś, co wspierałoby euro. Oczekiwania, że koniunktura w USA się załamie, nie potwierdzają się. Mamy raczej do czynienia z miękkim lądowaniem, czyli przechodzeniem na poziom wzrostu 3-3,5 proc. Uważa się, iż nagromadzony, a nie wykorzystany jeszcze potencjał ekonomiczny tego kraju jest wystarczająco duży, aby tempo takie utrzymać przez dłuższy czas. Jeśli zaś wzrost gospodarczy jest zbliżony do europejskiego, a pozostałe czynniki kształtujące kurs sprzyjają dolarowi — to perspektywy wzmocnienia euro są marne.

PRZEJŚCIOWO kondycja europejskiej waluty może się co prawda poprawić — z pewnością pojawienie się euro w postaci realnie istniejących banknotów i monet zwiększy zainteresowanie i wiarę w użyteczność wspólnego pieniądza, może nawet w ciągu paru miesięcy uzyskany zostanie parytet 1:1 — jednak wyższe notowania wydają się raczej fantazją.

Andrzej Sopoćko jest profesorem na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Sopoćko

Polecane