Europejskie akcje nie dogoniły amerykańskich

To nie tak miało być: tańsze akcje europejskie miały drożeć szybciej niż amerykańskie. Na razie szybciej tanieją

Zaawansowane poziomy wycen na rynkach rozwiniętych sprzyjają preferowaniu akcji głównie europejskich emitentów, gdzie gospodarka stymulowana jest zakupami aktywów przez EBC, a kraje Europy Południowej rozwijają się poniżej potencjału — mówiła na początku tego roku Agata Filipowicz-Rybicka, menedżer ds. strategii rynków finansowych Alior Banku.

Wyświetl galerię [1/2]

Fot. REUTERS-Kai Pfaffenbach

Wtórował jej Marek Przybylski, prezes Avivy Investors TFI.

— Powinien to być dobry rok dla rynku akcji, szczególnie europejskiego, i rynków wschodzących. W mniejszym stopniu będzie to dotyczyć Stanów Zjednoczonych ze względu na wysokie wyceny akcji — mówił szef towarzystwa, zarządzającego aktywami o wartości 14 mld zł.

Na razie jest jednak dokładnie odwrotnie. Od początku roku indeks Stoxx Europe 600 spadł o 6,3 proc., przy zniżce S&P500 o 2,2 proc. W przeliczeniu na zyski klientów funduszy inwestycyjnych różnica jest natomiast niewielka — choć w obu przypadkach są to straty. Mediana stóp zwrotu funduszy akcji europejskich rynków rozwiniętych to minus 3,8 proc., a akcji amerykańskich minus 4,1 proc. Wszystkiemu winne obawy o konsekwencje mocnego euro (zdrożało do dolara o 2,4 proc. od początku tego roku i o 14 proc. w rok), a także pojawienia się tematu wojen handlowych. Europejskie firmy mniej więcej połowę przychodów osiągają z eksportu, a według analityków Goldmana Sachsa, 10-procentowe umocnienie wspólnej waluty przekłada się na odjęcie 1,5 pkt. proc. od dynamiki zysków firm ze strefy euro.

— Bardzo mocne w ostatnich miesiącach euro spowodowało, że giełdy uropejskie radziły sobie relatywnie gorzej niż giełda amerykańska czy parkiety gospodarek wschodzących. W przeciwieństwie do np. amerykańskiego rynku akcji europejskie giełdy mają znaczną ekspozycję na branże tradycyjne. Trzon indeksów stanowią banki, eksporterzy i energetyka. To powoduje, że w takim otoczeniu makroekonomicznym, z jakim do tej pory mieliśmy do czynienia, wzrost nie do końca odzwierciedlał kondycję gospodarczą strefy euro, która się poprawiała — mówi Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej w Pekao TFI.

Europejski paradoks

Po tym jak indeks Stoxx Europe 600 zaliczył około 10-procentową korektę od szczytu z końca stycznia, wskaźnik cena do przyszłych zysków obniżył się do poziomu z czerwca 2016 r., a stopa oczekiwanej dywidendy wzrosła do 3,8 proc., około 330 pkt. baz. ponad rentowność 10-letnich obligacji niemieckich, zwraca uwagę agencja Bloomberg. Zdaniem analityków banku Morgan Stanley, akcje europejskie są atrakcyjne, a po wyprzedaży nadszedł dobry moment na okazyjne zakupy. Sylvain Goyon, strateg firmy Natixis, za paradoks uznaje sytuację, w której akcje ze starego kontynentu nie były w stanie dorównać stopą zwrotu amerykańskim, mimo pokaźnej dynamiki zysków spółek. Na dodatek ich wyceny w porównaniu z amerykańskimi są najniższe od 2009 r. To jednak odzwierciedlenie rosnących obaw o to, że w Europie gospodarka wcale nie będzie tak pędzić, jak oczekiwano. Obliczany przez Citigroup indeks niespodzianek ekonomicznych dla strefy euro zszedł poniżej granicy zera w tym roku, podczas gdy dla gospodarki Stanów Zjednoczonych wciąż utrzymuje się na plusie. Na dodatek wskaźnik klimatu dla biznesu w strefie euro spadł w marcu trzeci miesiąc z rzędu, po zanotowaniu szczytu na koniec ubiegłego roku. Kiedy poprzednio wskaźnik tak dynamicznie spadł w 2011 r., przez kolejne trzy miesiące indeks europejskich blue chipów spadł o ponad jedną piątą.

— Dodatkowo ostatnie odczyty wskaźników wyprzedzających koniunktury — takich jak PMI, IFO, ZEW — w Europie okazały się słabsze od oczekiwań. W rezultacie inwestorzy zaczęli się zastanawiać, czy w gospodarce Starego Kontynentu nie mamy do czynienia z poważniejszym ochłodzeniem. Poza tym europejskie spółki wypadają blado w porównaniu z amerykańskimi, jeżeli chodzi o perspektywy wzrostu zysków. Wskaźniki zysku na akcję w Stanach Zjednoczonych w tym roku wzrosną prawdopodobnie o około 20 proc., podczas gdy w Europie zaledwie o około 7 proc. — mówi Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz w NN Investment Partners TFI.

Podobieństwa i różnice

To niejedyne różnice, bo jak podkreśla Bartłomiej Chyłek, za tegorocznym lepszym zachowaniem amerykańskiego rynku akcji, w porównaniu z europejskim, stoją notowania spółek technologicznych.

— Ostatnia słabsza passa Facebooka czy Google’a nie przekreśla dokonań pozostałych przedstawicieli tego sektora, takich jak Amazon czy Netflix. Takiego komponentu technologicznego, jaki mają indeksy Nasdaq czy S&P500, próżno szukać na parkietach Starego Kontynentu — dodaje specjalista.

Jak jednak zaznacza, europejskie firmy i gospodarka mają swoje atuty.

— Po pierwsze, wskaźniki gospodarcze w Europie spadły z bardzo wysokich poziomów, a takie miary jak PMI wciąż potwierdzają silne otoczenie gospodarcze. Po drugie, wzrost zysków spółek Eurolandu, choć zdecydowanie skromniejszy niż firm amerykańskich, jest w pewnym sensie zdrowszy — opiera się na założeniu poprawy marż operacyjnych, a nie — tak jak w Stanach Zjednoczonych — na jednorazowym wydarzeniu, jakim jest obniżka CIT — mówi Bartłomiej Chyłek.

Z jego opinią zgadza się Piotr Szulec z Pekao TFI.

— Europejskie spółki cały czas mają pewien potencjał, bo gospodarka jest we wcześniejszej fazie cyklu niż amerykańska. Marże w spółkach są o połowę niższe niż przed ostatnim kryzysem, co daje duży potencjał do poprawienia rentowności. Europejskie firmy mają poza tym wysoki lewar operacyjny, co oznacza, że przy sprzyjających warunkach ich zyski mogą rosnąć szybciej niż przychody — mówi ekspert. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Europejskie akcje nie dogoniły amerykańskich