Facebook tani jak... Google

Dzisiejsi potentaci technologiczni, wchodzącna giełdę, wyceniali swoje akcje nawet wyżej niż społecznościowy gigant

Emisja publiczna akcji Facebooka rozpala emocje, jakich od dawna nie widzieliśmy na nowojorskiej giełdzie. Na pierwszy rzut oka wstępna wycena akcji spółki pracującej nad ofertą publiczną wydaje się skrajnie wysoka i przesadzona. Może to być jednak świetna inwestycja. Warunek jest jeden: społecznościowy portal musi pozostać częścią stylu życia milionów ludzi na całym świecie.

Mówią: to nie Apple

Za papiery spółki, która w zeszłym roku przy przychodach 3,7 mld USD osiągnęła 1 mld USD zysku, trzeba będzie zapłacić nawet 100 mld USD. Każdego z 845 milionów aktywnych użytkowników portalu wyceniono więc aż na około 100 USD. To kwota nie do przełknięcia dla większości inwestorów.

— Wielu klientów dzwoniło do nas z pytaniami o emisję Facebooka, ale kiedy zapoznawaliśmy ich z wyceną spółki, było to dla nich jak lodowaty prysznic. Wskaźnik cena/zysk sięgający 100 to o wiele za dużo, gdy większością innych akcji handluje się w okolicach 12-krotności zysków — komentuje Scott Schermerhorn, główny zarządzający Granite Investment Advisors ze stanu New Hampshire.

— Cała działalność firmy jest w internecie. To nie Apple, które sprzedaje na całym świecie 100 mln iPhone’ów — dodaje Barry Ritholz, szef FusionIQ, nowojorskiego think-tanku.

Dobre spółki się cenią

Jeżeli jednak Facebooka porównamy z dzisiejszymi gigantami nowych technologii, w momencie gdy wchodzili na giełdę, to przewidywana wycena wcale nie musi szokować. Gdy do kieszeni inwestorów po pieniądze na rozwój po raz pierwszy sięgały Apple’a, Google’a czy Amazon. com, za akcje tych spółek trzeba było płacić przynajmniej równie słono.

Mimo to sukces, jaki odniosły te raczkujące wówczas biznesy, z nawiązką zadośćuczynił inwestorom. Akcje Apple’a, które w emisji publicznej sprzedawano przy wskaźniku cena/zysk sięgającym 102, podrożały w ciągu następnych 30 lat ponad 100-krotnie.

Na sprzedawanych po 218-krotności zysków papierach Google’a w ciągu następnych 7,5 roku dało się zarobić 435 proc. Skoro były takie drogie, to dlaczego stały się dla swoich akcjonariuszy kurami znoszącymi złote jaja?

Wszystkim udało się uzyskać dominującą pozycję na szybko rosnących rynkach. Jeżeli ich śladem Facebook umocni swoją pozycję największego portalu społecznościowego na świecie, to — nawet mimo astronomicznej wyceny — inwestycja w jego papiery również może się okazać strzałem w dziesiątkę.

Największe aktywa

Wszystko dzięki setkom milionów użytkowników, którzy identyfikują się z logo w postaci literki „f” i codziennie logują do serwisu. To oni są najbardziej wartościowymi aktywami Facebooka i źródłem jego przewagi nad innymi tego typu portalami. Spółka zdołała zdystansować setki podobnych firm, zostając niekwestionowanym liderem rynku.

Było to możliwe dzięki przygotowaniu produktu, który najlepiej spełniał oczekiwania użytkowników. Facebookowi udało się przy tym uniknąć takiego błędu, jaki przytrafił się Friends Reunited.

Brytyjski odpowiednik portalu zaczął we wczesnych stadiach rozwoju pobierać od swoich użytkowników opłaty. Chciał jak najszybciej wyjść na plus, ale to oznaczało zatrzymanie napływu użytkowników i ostatecznie skazało portal na marginalizację. Teraz przed rynkowym dominatorem stoi kolejne kluczowe wyzwanie.

— Facebook musi skupić się na tym, jak swój sukces przekuć w prawdziwe pieniądze. Osobiście nie mam najmniejszych wątpliwości, że mu się to uda — uważa Jeff Clavier, założyciel SoftTech, funduszu venture capital.

Jak zacząć zarabiać?

Największą część przychodów Facebook uzyskuje z zamieszczanych w serwisie bannerów reklamowych. W samych USA tylko w tym roku rynek ten osiągnie wartość 15 mld USD.

Dziecko Marka Zuckerberga będzie miało w nim większy udział niż takie giganty Wall Street, jak America Online, Google, czy Microsoft z Yahoo. Coraz bardziej perspektywicznie przedstawia się także rynek reklam na telefony komórkowe. Facebook rozpocznie walkę o tę niszę rynkową już w marcu, ale nikt nie mówi, że będzie łatwo.

Rękawicę rzuconą przez Marka Zuckerberga podejmą bowiem Google i Apple, rynkowi liderzy w tej dziedzinie. W zawrotnym tempie rozwija się rynek gier online. Jeszcze w 2009 r. wart był zaledwie 39 mln USD. W ciągu dwóch lat urósł… 12-krotnie!

Największym na świecie dostawcą takich aplikacji jest Zynga. Gros użytkowników gra jednak za pośrednictwem Facebooka. Z każdego dolara opłat, jakie pobiera Zynga, portal społecznościowy dostaje aż 30 centów, i to właściwie za darmo.

Prawdziwą żyłą złota w przyszłości ma szansę stać się jednak jeszcze coś innego. To f-commerce, czyli zakupy przez społecznościową sieć. Jak szacuje firma konsultingowa Booz Allen, rynek sprzedaży przez tego typu serwisy jest obecnie wart 1 mld USD. Za trzy lata jego wartość wzrośnie jednak 15-krotnie. To wszystko znakomicie pokazuje, jaką wielką szansę ma wchodząca właśnie na giełdę spółka.

— Facebook jeszcze niedawno był jednym z wielu elementów współczesnego świata, dzisiaj jest już jego nieodzowną częścią. Nie widzę nikogo, kto w najbliższym czasie mógłby mu zagrozić — przypomina Doug Richard, założyciel firmy konsultingowej Szkoła Start-upów.

Jak podkreśla, największym wyzwaniem dla spółki jest nie to, że nadal będzie musiała być innowacyjna, ale… presja na zaprzestanie innowacji. Tego właśnie mogą chcieć inwestorzy, skupiający się na osiągnięciu wyników tu i teraz.

Oby więc wejście na giełdę nie oznaczało końca dalekowzrocznej strategii, która jest źródłem sukcesu Facebooka.

100 USD Na tyle wyceniono każdego z 845 milionów aktywnych użytkowników Facebooka.


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Facebook tani jak... Google