Firmy dają kosze
Paczki z wikliny podbijają rynek prezentów
By utrzymać dobre stosunki z kontrahentami, wiele firm wysyła do nich kosze upominkowe. Ich zawartość zależy przede wszystkim od ceny. A mogą się w nich znaleźć naprawdę ekskluzywne towary.
Upominek w formie kosza przywędrował do Polski z Zachodu. Tam od wielu lat zwyczaj ten z powodzeniem funkcjonuje wśród wszelkiego rodzaju przedsiębiorców. Od 3-4 lat również w naszym kraju kosze pełne prezentów wędrują do rąk prezesów, dyrektorów, jubilatów i solenizantów.
— Pomysł wziął się ze Stanów Zjednoczonych. Jeden z naszych szefów do tej pory otrzymuje stamtąd świąteczne kosze delikatesowe. Naszymi klientami są najczęściej banki, zamawiają bowiem świąteczne koszyki dla swoich kontrahentów — opowiada Renata Pelc, pełnomocnik zarządu ds. handlu w firmie INTERASTRA.
— Z kolei nasza koncepcja wywodzi się z Wysp Brytyjskich. Tam zwyczaj ten jest bardzo powszechny. Cztery lata temu pomyśleliśmy, że można by i u nas spróbować. Pomysł wypalił, dzisiaj mamy pełne ręce roboty. W końcu, ile razy można obdarowywać kogoś kalendarzami, piórami czy innymi gadżetami —mówi Barbara Kosmala, współwłaścielka firmy Vivat, zajmującej się sprzedażą i kompozycją koszy upominkowych.
Wzrost kultury i obrotów
Spółki zajmujące się produkcją i sprzedażą koszy upominkowych obserwują intensywny wzrost obrotów.
— W stosunku do ubiegłego roku, nasze obroty już wzrosły o blisko 50 proc. — stwierdza Renata Pelc.
— Obserwujemy stałą tendencję zwyżkową. W ubiegłym roku nasz zysk był wyższy o 40 proc. W tym roku, sądząc po ilości zamówień, będzie jeszcze większy — spekuluje Barbara Kosmala.
Za wzrostem obrotów kryje się nie tylko moda na nową formę prezentu.
— Wzrost zainteresowania koszami i w ogóle upominkami wiąże się również z rozwojem kulturowym polskiego rynku.
Gdy przychodzi potrzeba sympatycznego przypomnienia o swojej firmie, nasi biznesmeni coraz częściej sięgają po upominki. Ostatnio są to właśnie kosze delikatesowe — twierdzi współwłaścicielka spółki Vivat.
— Nasi klienci coraz rzadziej chcą, by w koszu znalazły się mocne alkohole. To też jest objaw wzrostu kultury — komentuje Renata Pelc z INTERASTRY.
Szkocki łosoś z imprtu
Same kosze na upominki pochodzą z Polski. Ich jakość jest bardzo dobra i znana nie tylko w naszym kraju.
— Bazujemy na polskiej wiklinie. Naprawdę jest ona bezkonkurencyjna i znana w całej Europie. Niekiedy sprowadzamy chińskie wyroby z trzciny i ratanu, ale tylko przy specyficznych zamówieniach — relacjonuje Barbara Kosmala.
Na tym się jednak kończy polska jakość. Praktycznie wszystkie produkty znajdujące się wewnątrz kosza pochodzą z importu.
— Klienci zamawiają m.in. dobrą whisky, kawior. Czasami jednak zdarzają się dość oryginalne zamówienia, np. bardzo egzotyczne przyprawy kuchenne. Wtedy musimy je specjalnie sprowadzać — dodaje Renata Pelc.
— Często zamawianym rarytasem, którego nie ma w polskich sklepach, jest szkocki łosoś. Sprowadzamy go oczywiście ze Szkocji. Cieszy się on szczególnym powodzeniem wśród polskich biznesmenów — stwierdza Barbara Kosmala.
JEDNAK ŚWIĘTA: Działamy przez przez cały rok, jednak 90 proc. naszych obrotów to okres przedświąteczny. Ale liczymy także na popyt imieninowy, jubileuszowy. Te proporcje z czasem będą się zmieniały — zapewniają Barbara Kosmala i Teresa Krasowska, właścicielki firmy Vivat, zajmującej się sprzedażą i kompozycją koszy upominkowych. fot. Grzegorz Kawecki