Firmy ograniczają dostęp do sieci
Pracownicy tracą nawet 60 proc. czasu na zabawy Internetem
OSZCZĘDZIĆ NA WYDATKACH: W sieciach użytkowanych przez firmy należy ograniczać przepływ zbędnych informacji. W ten sposób przedsiębiorstwa chronią się przed spadkiem wydajności pracowników i ograniczają potrzeby inwestowania w nowy sprzęt — twierdzi Andrzej Kontkiewicz z firmy informatycznej Symantec Polska. fot. Małgorzata Pstrągowska
Wiele firm ma poważne problemy z nadmiernym obciążeniem swoich sieci komputerowych. Wiąże się to, przede wszystkim, z użytkowaniem systemów informatycznych nie związanym bezpośrednio z działalnością na rzecz firmy. Pracownicy nagminnie ściągając z sieci zdjęcia, gry czy filmy do zabawy, a także szafując prywatną korespondencją, powodują zapychanie się łączy.
Przedsiębiorstwa starają się z tym walczyć wprowadzając specjalne programy blokujące nadmierną i niepotrzebną eksploatację systemów.
— Na Zachodzie już kilka lat temu zarządy doszły do wniosku, że pracownicy za często używają sieci do rozrywki. Zajmuje im to nawet do 60 proc. czasu przeznaczonego na pracę. Wiele sieci blokowało się nawet z powodu zwykłych listów elektronicznych, przesyłanych w nadmiernej ilości jednocześnie przez wielu pracowników — mówi Andrzej Kontkiewicz z firmy Symantec Polska, specjalizującej się w produkcji oprogramowania zabezpieczającego pracę komputerów.
Czas i bezpieczeństwo
W Polsce również pojawiły się rozwiązania zapobiegające nadużywaniu sieci przez pracowników. Pierwsze wprowadzały je oddziały międzynarodowych korporacji.
— Wszystkie filie naszej spółki łączą się przez centralę w Amsterdamie. W sumie dostęp do sieci ma 80 tys. pracowników. Ograniczanie przesyłania nadmiaru plików jest rzeczą niezbędną. Przez system nie przechodzą pliki większe niż 10 kilobajtów. Na przesyłanie i ściąganie większych plików należy mieć specjalne pozwolenie — twierdzi Piotr Kamiński, z firmy ING.
Takie ograniczenia wprowadza się również, by uniemożliwić przechodzenie plików zawierających wirusy.
— Ograniczenia przesyłania plików większych niż 10 kilobajtów wprowadziliśmy, aby zabezpieczyć się przed wirusem „I love you”, który miał objętość 11 kilobajtów — dodaje Piotr Kamiński.
Wiele firm prowadzi również stały monitoring przesyłanych zbiorów. W stosunku do osób korzystających z sieci w celach prywatnych wyciągane są konsekwencje.
— U nas ograniczenia są bezwzględnie przestrzegane. Oczywiście nikt nie zabrania przesyłania krótkich pozdrowień do przyjaciół. Wysyłanie dużych tekstów jest jednak surowo zabronione. Osoby odpowiedzialne za sieć mają obowiązek wyłapywać takie przypadki — twierdzi pragnący zachować anonimowość pracownik dużej korporacji.
Problem filtrowania przesyłanych informacji dotyczy zarówno stron WWW, poczty elektronicznej, jak i uczestnictwa w grupach dyskusyjnych.
— Wbrew pozorom największe ilości bitów ściągane są z grup dyskusyjnych. Generują one największy ruch w sieci, niepożądany z punktu widzenia przedsiębiorstwa — twierdzi Tomasz Ramsza z firmy CC zajmującej się instalacją i obsługą sieci komputerowych.
Dwie metody
Informacje można filtrować na dwa sposoby — przez eliminację wybranych adresów lub przeglądanie zawartości przychodzących plików. W pierwszym przypadku należy tworzyć bazy danych niechcianych adresów. W drugim, wprowadza się słowa klucze, a program eliminuje pliki, które je zawierają. W ten sposób można również cenzurować przychodzące grafiki.
— Filtrowanie informacji jest jednak kosztowne, wymaga specjalnego oprogramowania i sprzętu. Powoduje również nadmierne obciążanie systemu, co w końcu i tak prowadzi do jego zapychania — twierdzi Tomasz Ramsza.
Przeglądanie plików pod względem kluczowych słów jest również ważne ze względu na bezpieczeństwo firmy. Pozwala kontrolować, czy jakiś nieuczciwy pracownik nie przesyła ważnych informacji poza system przedsiębiorstwa.
— Filtry stosuje się również do odsiewania nadsyłanych reklam — dodaje Andrzej Kontkiewicz.
Umiarkowany koszt
Rozwiązania ograniczające dostęp zarówno do sieci wewnętrznych przedsiębiorstwa jak i Internetu, upowszechniają się w firmach.
Koszt systemu kształtuje się w granicach od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wszystko zależne jest od ilości obsługiwanych stanowisk.
— Nie są to kwoty horrendalne. Cena oprogramowania dla firmy, w której dostęp do sieci ma około 1000 pracowników wynosi około 20 tys. złotych — twierdzi Andrzej Kontkiewicz.
— Niestety zazwyczaj trzeba zakupić również dodatkowy sprzęt, który byłby w stanie obsługiwać program filtrujący, i nie powodował dodatkowego obciążenia dla działającego w firmie systemu firmy — dodaje Tomasz Ramsza.