Polska GPW
Warszawski parkiet zaczął dzień sporym optymizmem. Indeks największych spółek zyskiwał 1,5 proc., a WIG rósł o prawie 1,1 proc. Znacznie gorzej radziły sobie wskaźniki małych i średnich spółek, ale od kilkunastu sesji to raczej norma. Nastroje jednak były dość chwiejne i około godziny 11.00 WIG20 oddał niemal cały początkowy wzrost.
Później nastąpiła mozolna wspinaczka w górę, ale żadnego entuzjazmu nie było w niej widać. Przez chwilę zwyżka nabrała przyspieszenia po publikacji nieco lepszych niż się spodziewano danych z amerykańskiego rynku pracy. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 521 tys., podczas gdy prognozowano, że sięgnie ona 540 tys. Ale werwy nie wystarczyło na zbyt długo.
W efekcie dzień kończy się nieco gorzej, niż zaczął. Indeks największych spółek zwiększył swoją wartość o nieco ponad 1 proc., WIG zyskał 0,78 proc., wskaźnik średnich firm poszedł w górę o 0,28 proc., a sWIG80 o 0,36 proc. Obroty wyniosły nieco ponad 1,4 mld zł. Od trzech dni utrzymują się one na podobnym, dość przeciętnym poziomie. Ale bardzo widoczna jest też spora koncentracja handlu na akcjach trzech spółek. Dziś przodowały KGHM, Pekao i PKO. Ta trójka zapewniła niemal dokładnie połowę wartości obrotów i przede wszystkim jej WIG20 zawdzięcza swoją dzisiejszą zwyżkę.
Giełdy zagraniczne
Powrót giełdowej huśtawki nastrojów i małych zmian wartości indeksów. Tyle
można powiedzieć o wczorajszej sesji na Wall Street. Plusy i minusy pojawiały
się niemal tak często, jak zmiana świateł na ruchliwym skrzyżowaniu. A wszystko
w zakresie zaledwie ośmiu punktów w przypadku S&P500, który skoczył w górę w
porównaniu do wtorku aż
o 0,27 proc. Dow Jones za to stoczył się w dół o
0,06 proc. Tak wygląda początek sezonu publikacji wyników finansowych za trzeci
kwartał amerykańskich korporacji. Alcoa pozytywnie zaskoczył, ale cóż z tego.
Rynek był na to przygotowany i zlekceważył wyniki debiutanta. Może z czasem
będzie ciekawiej.
Także w Azji zmiany wartości indeksów były niezbyt wielkie, ale przeważały
wzrosty. Japoński Nikkei zyskał jedynie 0,34 proc., liderem był Hang Seng,
zyskujący 1,18 proc. Spadek o 1,38 proc. zanotował indeks giełdy na
Tajwanie.
Europejskie parkiety niemal w komplecie zaczęły dzień od sporych
zwyżek. Indeks we Frankfurcie zyskiwał 1,52 proc., a w Paryżu rósł o 1,55 proc.
Jedynie FTSE nieco odstawał, zwyżkując jedynie o 0,6 proc. W ciągu dnia nie
tylko doszlusował do czołówki, ale nawet ją przegonił. Ale i sama czołówka
osłabła. Tuż przed godziną 16.00 DAX i CAC40 zyskiwały po około 1 proc., a w
Londynie zwyżka przekraczała 1,2 proc. Spośród giełd naszego regionu najlepiej
radziły sobie Bukareszt i Moskwa, gdzie wzrosty przewyższały
3 proc.
Znacznie gorzej było w Budapeszcie, Pradze i Sofii, gdzie zwyżka nie
przekraczała
1 proc.
Waluty
Na światowym rynku walutowym panował wczoraj względny spokój. Dolar stabilnie
zachowujący się wobec euro, zaczął się umacniać tuż po południu i trwał w tej
tendencji niemal do końca dnia. Hossa trwająca na rynku złota nie ma więc
prostego „walutowego” uzasadnienia, tym bardziej, że na dolarowy impuls
notowania ropy naftowej reagują sporym spadkiem. Dziś od rana „zielony” tracił
siłę, ale wahania nie były zbyt duże. Nie miały na nie wpływu decyzje Banku
Anglii i Europejskiego Banku Centralnego, które zgodnie z oczekiwaniami
pozostawiły stopy procentowe na niezmienionym poziomie.
W najgorszym dla
amerykańskiej waluty momencie za euro trzeba było płacić prawie 1,48 dolara.
Działo się to tuż przed godziną 16.00, czyli gdy handel na Wall Street już się
trochę rozkręcił. W ciągu kilku minut dolar odzyskał jednak siłę i euro
wyceniano już na nieco ponad 1,47 dolara.
Na naszym rynku walutowym było dość nerwowo. Złoty najpierw odrobił niemal
w całości straty po wczorajszej przecenie, która doprowadziła dolara do
poziomu prawie 2,89 zł. Po południu jednak znów stracił na wartości,
przekraczając 2,88 zł za dolara. Podobnie było w przypadku waluty europejskiej,
z tą różnicą, że zdrożałą ona o wiele mocniej. Pod koniec dnia płacono za nią
nawet 4,25 zł. Franka wyceniano na 2,8 zł, a więc tylko o niecałe 2 grosze
drożej niż w środę.
Podsumowanie
Na rynkach akcji nadal nie ma rozstrzygnięcia. Trwa oczekiwanie na bardziej
wyraźny impuls. Wszystko wskazuje na to, że to mityczna już „większa korekta”,
która wisi nad rynkiem, ale wciąż nie nadchodzi, trzymając obie strony rynku w
kleszczach niepewności. Jej pojawienie się wywarłoby prawdopodobnie ożywczy
wpływ. Na razie
o wiele ciekawsze rzeczy dzieją się na rynku walutowym i
surowców. Na tym ostatnim gwiazdą pierwszej wielkości jest oczywiście złoto,
którego notowania biją raz po raz historyczne rekordy. Ropa i miedź pozostają
nieco w cieniu, choć kontrakty terminowe
na tę ostatnią drożały dziś aż o
ponad 3 proc. Uniezależnienie się rynku walutowego
i surowcowego od sytuacji
na amerykańskiej giełdzie nieco odstaje od ostatnio obowiązującego schematu. Być
może więc szykuje się jakiś przełom.
Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance