Giełda to wyzwanie - także intelektualne

opublikowano: 18-04-2019, 22:00

O idei, która przyświecała twórcom warszawskiej giełdy, jej obecnej kondycji i szansach opowiada Wiesław Rozłucki, prezes GPW w latach 1991–2006

„PB”: Nie pęka panu serce jako ojcu założycielowi, gdy patrzy na kondycję Giełdy Papierów Wartościowych? Wiesław Rozłucki, współzałożyciel i wieloletni prezes Giełdy Papierów Wartościowych: Może jest to nieco przesadzone sformułowanie, ale rzeczywiście nastrój mam czasem ponury — mimo bardzo dobrej koniunktury gospodarczej notowania nie rosną, brakuje optymizmu wśród inwestorów i emitentów…

Skoro spółki nie chcą na nią wchodzić, a inwestorzy niespecjalnie chcą akcjami obracać, to może czas sobie powiedzieć, że giełda nie jest już nam potrzebna? Co mieliśmy sprywatyzować, to sprywatyzowaliśmy. Otóż nie. Pan powtarza trochę taką powszechną tezę, że celem giełdy była prywatyzacja. Tak było w początkowych latach, ale jak przyjrzymy się dokładnie statystykom, to bodaj już od lat 1993-94 wśród debiutów dominowały spółki prywatne. Giełda pełniła więc swoje funkcje — umożliwiała zwiększanie kapitału czy też wyjście dotychczasowym właścicielom. Czy giełda jest nadal potrzebna? Uważam, że tak. Giełdy mają tradycję ponad 400-letnią. Te, które tak długo działają, miały w swojej historii bardzo bolesne okresy, nawet całkowitego odwrócenia się inwestorów, nacjonalizacje. Mimo to nadal funkcjonują, a warszawska giełda była założona ponad 200 lat temu i obecnie należy do najstarszych giełd na świecie.

Rozmawiamy w dniu, kiedy nasza giełda obchodzi rocznicę powstania, a pan był w gronie osób, które ją zakładały. Jaka przyświecała wam wówczas idea? Skąd pomysł, żeby stworzyć czy odbudować giełdę w Warszawie? To było dla wszystkich tak oczywiste, że nigdy nie zastanawiałem się nad tym — czy, tylko w jaki sposób i kiedy, a kiedy — to też była prosta odpowiedź — jak najszybciej. Wiele komentarzy po uruchomieniu giełdy było takich, że dopiero gdy ona zaczęła działać, to wiele osób zostało ostatecznie przekonanych, że skończył się komunizm. Nie było jakichkolwiek wątpliwości, czy warto zakładać giełdę, były natomiast spore dyskusje, jak powinien wyglądać rynek kapitałowy. Giełdy tradycyjnie były tworzone w sposób ewolucyjny, a my nagle mieliśmy sprywatyzować kilka tysięcy przedsiębiorstw, i to bardzoe szybko. Nasza giełda nie miała czasu, by powstawać w sposób ewolucyjny, trzeba było więc uruchomić inny mechanizm, który nigdzie na świecie nie był ćwiczony.

Jaki był najciekawszy czy najtrudniejszy moment w zakładaniu giełdy? Problemów było sto pięćdziesiąt. Ja zwykle odnoszę się może nie do samego obrotu giełdowego, ale do decyzji, która spowodowała, że od początku był na niej handel elektroniczny. Było to bardzo nowoczesne i bardziej ryzykowne — inwestorzy nie dostali przecież fizycznie istniejących akcji. Akcje kojarzyły im się — widzieli to na filmach czy reprodukcjach na ścianach — z pięknymi certyfikatami. My natomiast od samego początku przyjęliśmy nowoczesną koncepcję centralnego depozytu, w którym akcje, tytuły własności są tylko zarejestrowane, formę mają elektroniczną. Dzisiaj wydaje się to zupełnie oczywiste, a wtedy było ryzykowne: czy ludzie kupią akcje, których nie dostaną do ręki? Byliśmy przygotowani na różne scenariusze, również na konieczność wydrukowania akcji, z czym byłoby wiele kłopotów.

Gasimy już światło czy nasza giełda ma jeszcze szansę? O gaszeniu światła nie ma mowy. Giełda jest dla każdego, tylko w różnych proporcjach. Jak ktoś jest bardzo ostrożny, a gdy na giełdzie spada, to spać nie może, niech zainwestuje tylko parę procent swoich oszczędności. Są jednak osoby, które lubią ryzyko, i tych akurat w Polsce na szczęście jest sporo. Dla nich lokata bankowa na 1-2 proc. jest psychologicznie trudna do zaakceptowania, więc decydują się na inwestowanie na giełdzie. Podjęcie ryzyka, próba osiągnięcia wyższego dochodu to wyzwanie nie tylko finansowe, ale także intelektualne.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy