Groszowcy psują rynek

Maciej Zbiejcik, Adrian Boczkowski
opublikowano: 2008-06-10 07:50

Splity i tanie emisje sprawiły, że rynki wielu spółek stały się kasynami.

Mając jeden czy dwa grosze, można zostać inwestorem giełdowym. Ale czy warto, skoro na jednej sesji można stracić 50 proc.?

Na GPW przybywa spółek groszowych. Jeszcze w pierwszej połowie 2007 roku, gdy na rynku szalała hossa, na palcach jednej ręki można było policzyć firmy, których akcje kosztowały mniej niż złotówkę. W drugiej połowie ubiegłego roku ich liczba zaczęła rosnąć. Na początku 2008 r. groszowych spółek (z rynkową wyceną akcji poniżej 1 zł) było 14, teraz jest już 18. Akcje aż sześciu z nich są notowane poniżej 10 gr. To poważny problem. Im niższa wartość walorów, tym trudniej o realną wycenę spółki.

Teoretycznie, gdy rynek znajduje się w fazie przeceny, rosnąca liczba firm groszowych nie powinna dziwić. Problem w tym, że to nie jest tylko skutek słabej koniunktury, tylko splitów i tanich emisji z prawem poboru. Split to obniżenie wartości nominalnej akcji, przy jednoczesnym zwiększeniu liczby walorów, tak by kapitał akcyjny pozostał bez zmian. To zabieg czysto techniczny. Bardzo często potrzebny, by zwiększyć płynność akcji i zwrócić na siebie uwagę inwestorów. W ostatnich latach, gdy trwała hos- sa, splity pomagały podbić notowania. Dlatego wiele firm zdecydowało się na podział akcji.

Kolejną modą, która odbiła się na notowaniach, były tanie emisje z prawem poboru. Na nich też można było nieźle zarobić. Wiele spółek decydowało się i na split, i na tanią, groszową emisję.

CAŁY ARTYKUŁ WE WTORKOWYM WYDANIU "PULSU BIZNESU".

Możesz zainteresować się również: