Gry i zabawy

Kazimierz Krupa
29-09-2004, 00:00

Szybko, setkę proszę — woła gość do barmana — zanim się zacznie. Za chwilę znowu, i jeszcze raz. I znowu. Wreszcie zaintrygowany barman pyta; panie, a kto za to wszystko zapłaci. No właśnie — zasępił się gość — już się zaczęło.

To podobnie, bardzo podobnie, jak z naszym budżetem państwa: już się zaczęło. Rada Ministrów przyjęła ostateczną wersję ustawy budżetowej na rok 2005. W ostatniej chwili przypomniano sobie, że trzeba zlikwidować niektóre środki specjalne, z czym wiązało się wpisanie wydatków na te zadania do budżetu i zwiększenie wydatków o blisko 1 mld zł. No problem — po stronie dochodów dopisano 1 mld zł. I deficyt pozostał na tym samym, poziomie. 30 września budżet trafi do Sejmu. Posłowie nie mają prawa powiększania deficytu, co nie znaczy, że nie mogą dokonywać cudów. Potrzebny im miliard na coś — ich zdaniem — niezbędnego: podwyższa się dochody (np. wyższa ściągalność podatków) i już ten miliard (którego nie ma — ale to drobiazg) można wydać. Dochód jest wirtualny — wydatek realny.

Ale cóż to przy fakcie, że czeka nas debata, jak zakwalifikować fundusze transferowane do OFE (w razie niekorzystnej dla nas decyzji deficyt zwiększy się o 1,5 pkt. proc.), mniej więcej tyle samo ukryte jest w wydatkach nie kwalifikowanych przez rząd jako wydatki budżetu... Jaki więc naprawdę będzie deficyt budżetu 2005? Dowiemy się za rok.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Gry i zabawy