"Hitler mnie nie znieważył. To Roosevelt mnie znieważył!" - historia olimpijskiego kłamstwa

Wielu z nas słyszało opowieść o tym, jakoby nazistowski przywódca III Rzeszy odmówił złożenia gratulacji czarnoskóremu reprezentantowi USA w lekkiej atletyce na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie w 1936 r. Okazuje się jednak, że do takiej sytuacji nigdy nie doszło, a sam czterokrotny złoty medalista Jesse Owens miał pretensje nie do Hitlera, lecz do własnego prezydenta.

James Cleveland Owens miał zaledwie 23 lata, gdy reprezentował Stany Zjednoczone na berlińskich Igrzyskach. Był niewątpliwym triumfatorem zawodów zdobywając aż cztery złote medale: za bieg na 100 i 200 metrów, sztafetę 4 razy 100 metrów oraz skok w dal. Do Berlina jechał już z opinią wybitnego sportowca - rok wcześniej podczas zawodów w Ann Arbor ustanowił w ciągu 45 minut 6 rekordów świata z których jeden nie został pobity przez ćwierć wieku!

Jesse Owens w trakcie zwycięskiego skoku w dal.
Zobacz więcej

Jesse Owens w trakcie zwycięskiego skoku w dal.

Rząd III Rzeszy kierował się ideologią rasistowską. Według niej, ludzie czarnoskórzy byli mniej wartościowi od tych z jasnym odcieniem i zasługiwali na ograniczenie praw. Igrzyska Olimpijskie w Berlinie miały jednak charakter wybitnie propagandowy. Przywódcom nazistowskim zależało na ukazaniu potęgi odrodzonych po przegranej wojnie Niemiec i oddaleniu oskarżeń o dyskryminacje polityczne czy etnicznie. Te zarzuty stawiane były coraz częściej zwłaszcza po wprowadzeniu w poprzednim (1935) roku surowych ustaw norymberskich ściśle regulujących kwestie rasowe w III Rzeszy.

Być może dlatego faktyczne zachowanie Hitlera po zwycięstwie Owena dalece odbiega od opowieści, którą słyszało wielu z nas. Jak wspominał w 1970 r. sportowiec:

Hitler mnie nie znieważył - to Franklin Delano Roosevelt mnie znieważył. Prezydent nie wysłał mi nawet telegramu.

W rzeczywistości bowiem przywódca III Rzeszy nie tylko uczestniczył w dekoracji medalowej Amerykanina ale również podarował mu pamiątkową fotografię z autografem (sic!) a na życzliwy ukłon głowy sportowca odpowiedział nazistowskim salutem. 

Hitler miał potem w gronie współpracowników zaznaczyć, że na kolejne Igrzyska nie powinni być kwalifikowani sportowcy "niższych" niż aryjska ras. Miał na myśli zawody, które planował organizować w nowym, zdominowanym przez triumfującą III Rzeszę świecie. 

Marzenia nazistowskiego dyktatora były mrzonkami, których nigdy nie dane mu było zrealizować. Dużo bardziej bolesne było jednak zachowanie ówczesnych polityków spętanych prawami obowiązującej segregacji rasowej. Okazuje się bowiem, że oprócz braku oficjalnych gratulacji ze strony urzędującego prezydenta i jego wiceprezydenta, rządzący nigdy nie zaprosili Owensa na zwyczajowe spotkanie z olimpijczykami w Białym Domu. Być może wyrzuty sumienia tym spowodowane zmusiły administrację waszyngtońską do stworzenia legendy wydarzenia, które nigdy nie miało miejsca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / "Hitler mnie nie znieważył. To Roosevelt mnie znieważył!" - historia olimpijskiego kłamstwa