Idzie luty… sprzedaj akcje. Giełdowa statystyka jest bezlitosna

Krzysztof Kolany
opublikowano: 2026-01-22 13:30

Luty na rynku akcji nie cieszy się tak złą sławą jak wrzesień, lecz w ostatnich latach potrafił srogo poszczerbić portfele inwestorów. O ile strategia inwestycyjna nie powinna bazować tylko na statystycznej sezonowości, to jednak kilka ostatnich zim było ciężkich dla posiadaczy akcji.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jak luty wyróżnia się na tle innych miesięcy pod względem stóp zwrotu indeksu S&P 500

- jakie są główne teorie wyjaśniające słabe wyniki giełdowe w lutym

- które wydarzenia z ostatnich dziesięciu lat sprawiły, że luty był trudnym miesiącem dla inwestorów na Wall Street

- który miesiąc jest statystycznie gorszy od lutego dla posiadaczy portfeli akcyjnych

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Zacznijmy od tego, że w długim i bardzo długim terminie rynki akcji – rozumiane jako główne indeksy giełdowe świata – zwykle idą w górę. Przez poprzednie 69 lat na Wall Street więcej było miesięcy z dodatnią aniżeli z ujemną stopą zwrotu. W prawie 70-letniej historii indeksu S&P 500 tych pierwszych było 61 proc., a drugich 39 proc. Co więcej, istnieje tylko jeden miesiąc, który częściej przynosił spadki niż wzrost. I jest nim wrzesień, a nie luty.

Po drugie, statystycznie znajdujemy się obecnie w lepszej połówce roku. Chodzi o to, że miesięczne stopy zwrotu od listopada do kwietnia są średnio wyższe niż te notowane od maja do października (włącznie). Tyle tylko, że w tym statystycznie sprzyjającym akcjom okresie jest jedna czarna owca. Na imię jej luty. Jedynie w tym zimowym miesiącu średnia zmiana indeksu S&P 500 jest bliska zera, podczas gdy w pozostałych pięciu miesiącach tego okresu sięga przynajmniej 1 proc.

Luty cechuje się jeszcze jedną przykrą dla posiadaczy portfeli akcyjnych przypadłością. Otóż jest to drugi najbardziej spadkowy miesiąc w roku, ustępujący jedynie niesławnemu wrześniowi. Aż 47,1 proc. lutych z ostatnich 68 lat zakończyło się spadkiem indeksu S&P 500. Trzeci na tej liście czerwiec przynosił spadki w 44,9 proc przypadków, a wrzesień w 55,1 proc. Zatem grając pod lutową korektę nadal obstawiamy przeciwko statystyce, ale zakład ten jest zdecydowanie mniej szalony niż w przypadku dziesięciu innych miesięcy. Szanse wygranej to prawie 50 proc. - podobnie jak w ruletce.

Spokojnie, to tylko statystyka. Czy aby na pewno?

Oczywiście to wszystko tylko statystyka. Przeszłe zdarzenia nie mają większego znaczenia dla zdarzeń przyszłych. Zresztą nie każdy luty był taki zły. Dwa lata temu w drugim miesiącu roku S&P 500 zyskał aż 5,2 proc., kontynuując wzrostową passę także w marcu. W 2017 r. lutowa stopa zwrotu z S&P 500 wyniosła 3,7 proc., w 2015 aż 5,5 proc., a rok wcześniej 4,1 proc. Najlepszy giełdowy luty przydarzył się w roku 1986 (+7,1 proc.), a niewiele gorszy był ten z 1998 r. (+7,0 proc.).

Z dziesięciu ostatnich lutych większość (czyli sześć) indeks S&P 500 zakończył ze stratą. Co więcej, w połowie takich przypadków zniżkował także w marcu (i to czasami bardzo mocno), a lutowe spadki okazywały się tylko łagodnym preludiom do gwałtownej korekty.

Bywało jednak naprawdę nieprzyjemnie. Najgorzej w 2009 r., gdy luty przyniósł kumulację bessy w ramach globalnego kryzysu finansowego. Wtedy na skraju upadku stanęły Citigroup i Bank of America. 44 lata temu w lutym S&P 500 spadł o 6,1 proc. w wyniku powrotu recesji do USA. Był też luty 2001 r., gdy w ramach pointernetowego kaca miesięczna strata wyniosła 9,5 proc.

Ale nas interesuje historia nieco bardziej współczesna. A ta jest taka, że z dziesięciu ostatnich lutych większość (czyli sześć) indeks S&P 500 zakończył ze stratą. Co więcej, w połowie takich przypadków zniżkował także w marcu (i to czasami bardzo mocno), a lutowe spadki okazywały się tylko łagodnym preludium do gwałtownej korekty. Prześledźmy zatem wydarzenia z poprzednich dziesięciu lat.

Rok temu luty przyniósł odwrót z historycznego szczytu i stanowił zapowiedź potężnej przeceny z marca (-5,8 proc.) i początku kwietnia, gdy światem finansów wstrząsnęły drakońskie „cła wzajemne” prezydenta Donalda Trumpa. Stanęliśmy na krawędzi globalnej wojny handlowej, z której jednak amerykański lider szybko się wycofał. Jednak w międzyczasie S&P 500 zdążył spaść o 21 proc. na bazie śródsesyjnego szczytu i dna przejściowo wchodząc na terytorium bessy.

Luty 2023 r. przyniósł spadek o 2,6 proc., ale już w połowie marca S&P 500 powrócił do zwyżki. Maksymalne obsunięcie wyniosło wtedy 6,8 proc. Następnie mamy pamiętny luty 2022 r. i rosyjską agresję na Ukrainę. Na Wall Street nie wywołało to aż takiego szoku jak w Polsce, ale i tak S&P 500 stracił wtedy 3,1 proc. Po marcowym odbiciu Wall Street wróciło w tryb spadkowy. Luty sprzed czterech lat był początkiem trwającej aż do października bessy.

Jeszcze gorszy – i dla wielu jeszcze bardziej pamiętny – był luty 2020 r., w którym S&P 500 runął o 8,4 proc, a później nastąpił marcowy krach (-12,5 proc.) wywołany wybuchem pandemii, gdy władze na prawie całym świecie zarządziły zamknięcie gospodarki (lockdown), zabraniając ludziom wychodzić z domów. Covidowy krach na rynkach rozegrał się w ciągu czterech lutowych i marcowych tygodni, strącając S&P 500 w dół o 35 proc.

To jeszcze nie koniec. Następnie mamy nieco już zapomniane rynkowe tąpnięcie z… a jakże!... lutego 2018 r. Wtedy S&P 500 w lutym spadł o 3,9 proc., a w marcu oddał kolejne 2,7 proc. Łączne obsunięcie sięgnęło prawie 12 proc. i rozegrało się w niespełna dwa tygodnie, z marcową „dobitką” jedynie testującą lutowy dołek. Wówczas rynek akcji korygował się po fenomenalnie udanym roku 2017 (rok pierwszej kadencji Donalda Trumpa i hojnej obniżki CIT) oraz antycypował nadchodzące podwyżki stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.

I na koniec przypadek z roku 2016, gdy w lutym S&P 500 oddał skromne 0,4 proc. Wtedy była to kulminacja przeceny z jesieni roku poprzedniego wywołanej obawami o stan gospodarki Chin i kłopotami na amerykańskim rynku kredytowym spowodowanymi falą bankructw w sektorze naftowym. Dodatkowo był to nieśmiały początek podwyżek stóp procentowych w Fedzie, co wówczas napawało trwogą inwestorów przyzwyczajonych do reżimu zerowych stóp procentowych. Po tamtym lutym przyszło solidne marcowe odbicie, ale aż do jesieni 2016 r. amerykański rynek akcji pozostawał w marazmie, zszokowany brexitem i wyborem Donalda Trumpa na prezydenta USA.

Co jest nie tak z tym lutym?

Można tylko snuć przypuszczenia, dlaczego to akurat luty prezentuje się tak słabo i dlaczego działo się tak akurat w ostatnich dziesięciu latach. W wielu przypadkach rynek był po prostu wygrzany po silnych zwyżkach z poprzednich miesięcy i akurat zimą odsłużył korektę. Tak było choćby w latach 2018 i 2023. Natomiast w 2020, 2022 i 2025 rynek reagował na epokowe wydarzenia i można się tylko zastanawiać, czy wszystkie one akurat przypadkowo zadziały się w statystycznie najzimniejszym miesiącu roku na półkuli północnej.

Poza tym luty niczym szczególnym się nie wyróżnia. Może oprócz tego, że występuje po styczniu i grudniu, które z kolei są jednymi z najlepszych miesięcy giełdowego roku. Na Wall Street to także w lutym przypada kulminacja sezonu publikacji raportów za IV kwartał i tym samym za cały poprzedni rok. Może inwestorzy rewidują zbyt optymistyczne styczniowe zapatrywania w konfrontacji z twardymi danymi finansowymi? A może to postępujące zmęczenie jesienno-zimową aurą daje o sobie znać i skłania do nieco bardziej pesymistycznego spojrzenia na świat? W końcu to w tradycji chrześcijańskiej okres Wielkiego Postu i „postnych” stóp zwrotu z rynku akcji. A może wszystko po trochu? Bo o przypadku w obliczu niemal 60-letniej historii raczej trudno mówić.

Możesz zainteresować się również: