Interesy moralne i materialne

opublikowano: 25-04-2019, 22:00

Żeby istnieć długo — trzeba być mądrym, żeby być mądrym — trzeba istnieć długo.

Autorem zacytowanego przesłania był Antoni Marianowicz, poeta, prozaik, dramaturg, tłumacz i satyryk. Ma ono charakter uniwersalny, ale autor odnosił je przede wszystkim do dziejów Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, któremu w latach 1996-2003 przewodniczył. Ta szczególna instytucja rozpoczęła swoje drugie stulecie, zatem bardzo pasuje do naszego wspomnieniowego cyklu „Było, nie minęło”.

Związek wyprzedził niepodległość

Dniem odzyskania przez Polskę niepodległości tradycja narodowa uznała 11 listopada 1918 r., gdy Rada Regencyjna przekazała władzę wojskową brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu. W następnych miesiącach powstawało wiele instytucji i firm, które w 2019 r. dumnie obchodzą 100. urodziny. Polskość odżywała jednak stopniowo, także przed przełomowym 11 listopada.

Do podmiotów nieco starszych od odrodzonej Rzeczypospolitej należy właśnie ZAiKS. 18 marca 1918 r. w warszawskiej kawiarni Udziałowa grupa twórców teatralnych i kabaretowych podjęła inicjatywę zorganizowania się w celu przejęcia choćby części uciekających im dochodów. Owa artystyczna kawiarnia mieściła się na rogu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu, gdzie obecnie znajduje się popularny Empik. Owocem debaty stał się Związek Autorów Kabaretowych (ZAK). Po odzyskaniu niepodległości środowisko uznało jednak, że wizerunkowe wybijanie podkasanej muzy brzmi zbyt frywolnie i 26 września 1919 r. nazwa spoważniała w wersję Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych — czyli ZAiKS. Współczesne stowarzyszenie obchodziło zatem 101. urodziny, zbliża się zaś 100. rocznica przyjęcia stabilnej nazwy. Pierwszy statut ZAK/ZAiKS sformułował jego główny cel: „Stanie na straży interesów moralnych i materialnych autorów i kompozytorów, zasilających swoimi utworami repertuar teatrzyków literackich, estrad i scen kabaretowych”.

Przez lata rozrastała się lista podmiotów, doszli przede wszystkim odtwórcy utworów i ról, chociaż powstał branżowy Związek Artystów Scen Polskich — ZASP. Pojawiały się nieznane wcześniej nośniki treści, przede wszystkim film. Podwójny wymiar interesów twórców, przeniesiony do tytułu tego tekstu, okazał się jednak ponadczasowym lejtmotywem działalności ZAiKS-u. Drugim filarem jest od wieku inżynieria finansowa — związek walczy o pieniądze dla objętych jego opieką artystów, pobierając z uzyskanych kwot procentową prowizję. To zasada znana z innych dziedzin, podobnie ustalane są np. wynagrodzenia prawników za wygrane sprawy majątkowe.

Z prawem autorskim nie zadzieraj

Na początku działalności ZAK/ZAiKS podstawowym problemem był brak podstaw prawnych do pobierania od teatrów, organizatorów koncertów etc. opłat dla twórców. Ale już w 1919 r., czyli bardzo szybko, rząd Polski przystąpił do konwencji berneńskiej. Decydujące znaczenie miała okoliczność, że premierem był Ignacy Jan Paderewski — wybitny pianista i kompozytor, znający temat ochrony dzieł literackich i artystycznych od podszewki. Regulująca tę problematykę konwencja podpisana została w Bernie w 1886 r., a później kilka razy weryfikowana i uzupełniana: w 1896, 1908, 1914 i 1928 r. Notabene po wojnie również kilka razy — w 1948, 1967, 1971 i 1979 r. Ratyfikowana w czasach II RP obowiązywała przez całą PRL i obowiązuje w III RP. Jej kolejne nowelizacje związane były z pojawianiem się nowych nośników. Wartością konwencji jest przepis zezwalający na bezpłatne korzystanie z dorobku twórców po 50 latach od ich śmierci. Sama konwencja była jednak narzędziem głównie teoretycznym.

ZAiKS w pierwszych latach mógł działać jedynie perswazją, starając się przeciwdziałać unikaniu płacenia tantiem. Przełomem stało się uchwalenie w 1926 r., ale jeszcze przed zamachem majowym, pierwszej polskiej ustawy o prawie autorskim. Wprowadziła ona dotkliwe przepisy karne: „Kto wbrew przepisom niniejszej ustawy umyślnie wkracza w wyłączne prawa twórcy lub jego następcy prawnego, ulega karze grzywny do 10 tys. złotych, lub aresztu od tygodnia do sześciu miesięcy, albo obu tym karom łącznie”. Przy takiej sankcji sytuacja zmieniła się radykalnie — ZAiKS stał się potęgą w relacjach z podmiotami prowadzącymi komercyjną działalność w branży artystycznej. Dodatkowo uzyskał silną legitymację międzynarodową, reprezentując polskich twórców za granicą oraz obcych w Polsce. Postrzegany był jako specyficzna służba fiskalna, tropiąca nie tyle unikanie płacenia podatków, lecz tantiem i licencji. ZAiKS wszczynał i wygrywał wiele spraw sądowych. Mimo nowelizowania przepisów już w czasach II RP występował problem nienadążania prawa autorskiego za rozwojem nośników treści. Nie uwzględniało ono specyfiki takich rozwijających się form, jak film dźwiękowy, fotografika czy płyty gramofonowe.

Druga wojna światowa była w Polsce tragedią dla każdej dziedziny życia, w tym dla kultury i działalności artystycznej. Po likwidacji naszego państwa i utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa okupant zagarnął pieniądze ulokowane na kontach ZAiKS-u. Dzięki opanowaniu agend Międzynarodowej Konfederacji Związków Autorów i Kompozytorów Niemcy doprowadzili do skreślenia ZAiKS-u z listy organizacji członkowskich. Skoro zagarnęli i zniszczyli kraj, to uznali za zbędne istnienie stowarzyszenia działającego na podstawie polskiego prawa.

Trudno zrozumieć, jak się uchowało

Powojenna reaktywacja stowarzyszenia ZAiKS nastąpiła dość szybko. Zebranie członków dawnego zarządu w zrujnowanej Warszawie odbyło się 18 maja 1945 r. Ze względów ideologicznych związek bardzo nie podobał się nowej władzy, ponieważ jako dbający w II RP o pieniądze otrzymał miano pomiotu burżuazyjnego. Planowano zastąpienie go jakimś biurem przy ministerstwie, jednak udało się utrzymać ZAiKS po przeprowadzeniu obowiązkowej akcji weryfikacyjnej — chodziło o ewentualną współpracę z niemieckim okupantem. Kurs polityczny zdecydowanie zaostrzony został w 1948 r., jednak władza nie miała koncepcji, czym zastąpić ZAiKS. Podczas realizacji planu sześcioletniego 1950-55 pojawił się projekt utworzenia Państwowego Biura Ochrony Praw Autorskich, ale z niego zrezygnowano. Zdecydowanie poluzowane zostało natomiast przestrzeganie owych praw. ZAiKS nie zamierzał jednak ustępować np. Państwowej Organizacji Imprez Artystycznych, która nie regulowała należności i nie respektowała stawek.

Z perspektywy czasu trudno pojąć, czemu w okresie stalinowskim władze PRL nie znacjonalizowały kapitalistycznej oazy. Sytuacja ZAiKS-u poprawiła się dopiero od 1956 r. po październikowej odwilży politycznej. Z tym okresem wiąże się wielka inwestycja — odbudowanie Domu pod Królami jako stałej, godnej siedziby stowarzyszenia. Budynek w otulinie warszawskiego Starego Miasta powstał w XVII w. jako rezydencja magnacka, później mieścił m.in. szkołę, bibliotekę, drukarnię, żeński klasztor, a nawet obserwatorium astronomiczne. Po Powstaniu Warszawskim został jesienią 1944 r. spalony przez Niemców. W 1958 r. ZAiKS otrzymał od władz stolicy działkę ze zniszczonym gmachem, ale bez szans na jakąkolwiek dotację. Odbudowa została sfinansowana bardzo nietypowo. Otóż na kontach ZAiKS-u znajdowały się zamrożone honoraria dla autorów zagranicznych za polskie wykonania i wydania, ale prawo dewizowe PRL wykluczało przekazywanie tych pieniędzy za granicę. Po analizie sytuacji partnerzy ZAiKS-u machnęli ręką i podarowali należne im pieniądze na odbudowę siedziby stowarzyszenia polskiego. Imponujący budynek zawdzięcza swoją nazwę umieszczonym na elewacji płaskorzeźbom polskich władców, które można porównywać z malarską wizją Jana Matejki.

Dom pod Królami przez sześć dekad był świadkiem wielu historycznych wydarzeń. W działalności ZAiKS-u odbijały się jak w soczewce kryzysy i przemiany ustrojowe, jako że ich aktywnymi uczestnikami byli twórcy i artyści. Do końca epoki PRL wielkim osiągnięciem ZAiKS-u było utrzymywanie balansu między niezależnością promowanej wartościowej kultury i sztuki a serwitutami wobec władzy. Ponowne odzyskanie przez Polskę niepodległości przyniosło autorom pełną wolność wyboru, ale stowarzyszenie zderzyło się z bezwzględnymi wyzwaniami wolnego rynku. Dyskusja z aktywnym udziałem ZAiKS-u nad nowym prawem autorskim, uchwalonym w 1994 r., przerodziła się w starcie lobby producentów z twórcami. Obie strony zarzucały sobie wzajemnie zbytnie uprzywilejowanie w systemie rozliczeń, przekładające się bardzo wymiernie na pieniądze. Postępowała też dywersyfikacja w branży organizacji zajmujących się ochroną praw autorskich. ZAiKS zaczął odczuwać parcie innych podmiotów, oferujących twórcom konkurencyjne warunki finansowe.

Kalendarzowym zbiegiem okoliczności wejście stowarzyszenia ZAiKS w jego drugie stulecie zbiegło się z istotną zmianą otoczenia prawnego. Akurat w okresie urodzinowego jubileuszu procedowano, a 15 czerwca 2018 r. uchwalono nową ustawę o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i pokrewnymi. W ten sposób została implementowana do polskiego porządku prawnego dyrektywa unijna z 2014 r. Ustawa uregulowała sytuację tzw. organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi, działających na podstawie zezwolenia i pod nadzorem ministra kultury. ZAiKS jest taką organizacją, powszechnie uznawaną nestorką rynku, ale już dawno nie jedyną. Branża naturalnie się rozwinęła wraz z pojawianiem się nowych form masowej eksploatacji twórczości, takich jak nadawanie, reemisja, kopiowanie, digitalizacja i udostępnianie w internecie.

Drugi ważny akt prawny to głośna, niedawno ukończona przez Parlament Europejski i Radę UE dyrektywa o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Stowarzyszenie mocno jej kibicowało, uznając uchwalenie za wielkie zwycięstwo twórców i całego środowiska kultury, od lat zabiegającego o zmianę niesprawiedliwego modelu udostępniania utworów online. ZAiKS podkreśla, że silne lobby internetowych monopolistów wykreowało wiele fałszywych informacji, łącznie z bezzasadnym nazywaniem dyrektywy ACTA 2. Teraz przygotowuje się do konsultacyjnego udziału w implementacji, na co parlament ma dwa lata. Jeśli unijny akt zostanie prawidłowo przełożony na przepisy krajowej ustawy, to również do budżetu państwa wpłynie więcej pieniędzy. Przede wszystkim należą się one jednak twórcom, zgodnie z dewizą zapisaną w tytule tego odcinka cyklu „Było, nie minęło”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu