Inwestorzy nie wiedzieli, że spółka upadła

  • Marek Muszyński
opublikowano: 15-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Niemal 100 osób zainwestowało w Nowe Technologie Budowlane na platformie crowdfundingowej Beesfund. Firma złożyła wniosek o upadłość w kwietniu 2021 r., ale informacja ta nie dotarła do wszystkich inwestorów.

Jeden z czytelników „Pulsu Biznesu” (dane znane redakcji), będąc inwestorem NTB o upadłości dowiedział się dopiero niedawno, ponad rok po fakcie.

„Jestem inwestorem na tego rodzaju platformach i oczywiście nie wszystkie przedsięwzięcia okazują się sukcesem. Jednakże w przypadku innych spółek i inicjatyw mam jako inwestor (nawet drobny) obraz sytuacji. Spółki komunikują się z inwestorami, wskazują co idzie, a co nie i jakie są perspektywy. Robią tak nawet jeżeli założeń biznesowych nie udaje się zrealizować. W przypadku NTB całkowita cisza mimo wcześniejszego dużego marketingu” – napisał czytelnik.

Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Maciej Stańczuk, który stał na czele NTB.

– Była komunikacja. Prowadziliśmy grupy dla zainteresowanych akcjonariuszy w social mediach (facebook), gdzie informowaliśmy o trudnościach. Z częścią bardziej aktywnych rozmawialiśmy także mailowo i telefonicznie. Trudno mi uwierzyć, że drobni inwestorzy czują się tak bardzo poszkodowani, kiedy zainwestowali po 100-200 zł - przecież na każdym etapie procesu byli informowani o innowacyjnym charakterze projektu i oczywistym ryzyku związanym z inwestycją tego typu – mówi Maciej Stańczuk.

Przyznaje jednak, że spółka sama nie poinformowała wszystkich akcjonariuszy o upadłości.

– Beesfund został poinformowany przez nas, że spółka została zmuszona złożyć wniosek o upadłość. Wychodziliśmy z założenia, że oni skontaktują się i poinformują inwestorów indywidualnych, bo za to biorą pieniądze. Skupiliśmy się na bezpośrednim kontakcie z kilkoma największymi inwestorami – mówi Maciej Stańczuk.

Wygląda na to jednak, że szwankowała także komunikacja spółki z portalem crowdfundingowym.

– To bzdury. Nie ma takiego rozwiązania prawnego, abyśmy my mogli w imieniu spółki kontaktować z najmniejszymi inwestorami. Nie jesteśmy stroną, ale tablicą ogłoszeń. Tak naprawdę te usługi, które oferujemy, to są reklama i IT – mówi Arkadiusz Regiec, szef Beesfunda.

Jak dodaje, przedstawiciele platformy próbowali się jednak kontaktowć z NTB.

– Dzwoniliśmy, aby dowiedzieć się, dlaczego firma nie robi elementarnych rzeczy. Natomiast nie mając możliwości bycia stroną, nasze działania i wywieranie nacisku było raczej nieoficjalne – dodaje Arkadiusz Regiec.

– To jest właśnie cały czar portali crowdfundingowych. Do momentu podpisania umowy robią wszystko, mają tysiąc pomysłów, a potem zostawiają spółkę samą sobie – mówi Maciej Sobieski, były wiceprezes NTB.

Duże ryzyko i nieudana emisja

NTB chciało pozyskać od inwestorów 4 mln zł, ale ostatecznie 97 osób wpłaciło tylko 178 tys. zł, z czego 100 tys. zł pochodziło od jednej osoby. Była to kwota niewiele większa od kosztów emisji.

– Musieliśmy uzupełnić ten kapitał z innych źródeł – udało mi się pozyskać go od inwestorów z Niemiec, ale tam doszło do jakichś nieporozumień, które spowodowały, że nie udało się zapewnić normalnego funkcjonowania, bo ci inwestorzy wywiązali się tylko z części zobowiązań – mówi Maciej Stańczuk.

Pomysł NTB polegał na stworzeniu bloczka z sylikatów do budowy ścian, który łączyłby w sobie warstwę konstrukcyjną i dociepleniową. Zamiast stawiać gołą betonową ścianę i potem docieplać, można było mieć wszystko w jednym. Powstało kilka wariantów produktu, który tworzy gotową ścianę dla potrzeb budynków deweloperskich, energooszczędnych lub pasywnych. Ściana ta wypełniała współczynniki ciepła na poziomach mniejszych od 0,1, przewyższające znacznie wymagania norm europejskich.

– Nas po prostu zabił Covid-19 – uważa Maciej Sobieski.

NTB uzyskało dopuszczenie produktu do obrotu po dwóch latach pracy. Postawiono nową halę, zbudowano własne maszyny i kupiono te do produkcji styropianu. Kampania crowdfundingowa ruszyła w lutym 2020 r., a materiały zostały dopuszczone do sprzedaży w marcu. Wtedy wybuchła pandemia.

– Rynek umarł z dnia na dzień. Powoli zaczynaliśmy się odbijać, ale za bardzo się wykrwawiliśmy. Odzew od klientów był bardzo dobry, ale inwestor niemiecki zażądał zwrotu pożyczki i tym samym sprawa skończyła się upadłością w kwietniu zeszłego roku – mówi Maciej Sobieski.

Według informacji od syndyka praktycznie nie ma już szans na odzyskanie jakichkolwiek pieniędzy przez akcjonariuszy – roszczenia wierzycieli przekroczyły już 12 mln zł, podczas gdy majątek spółki jest wyceniany na 11 mln zł, a jeszcze trzeba pokryć koszty postępowania upadłościowego.

– Ja w ten projekt wierzyłem i straciłem na nim dużo własnych pieniędzy. Walczyłem do samego końca - do momentu, aż żona nie powiedziała: „weź się opanuj”. Nie mogłem ponosić samodzielnie całego ryzyka związanego z funkcjonowaniem spółki – mówi Maciej Stańczuk.

Regulacje wkrótce odmienią branżę

Nowe przepisy regulujące rynek crowdfundingowy wprowadziła niedawno ustawa o finansowaniu społecznościowym, do której rząd dorzucił zapisy o wakacjach kredytowych. Będą one stopniowo wchodzić w życie – do listopada 2023 r. będą obowiązywały obecne regulacje, a jednocześnie ruszy proces przyznawania licencji dla portali crowdfundingowych.

– Po zdobyciu licencji będą spoczywać na nas obowiązki, podobne jak dzisiaj spoczywają na biurze maklerskim. Będziemy wtedy współodpowiedzialni za oferowany towar. Pierwsze licencje mogą zostać przyznane w marcu przyszłego roku – mówi Arkadiusz Regiec.

Pojawi się także test inwestora, co ograniczy możliwość oferowania akcji wszystkim zainteresowanym, a dodatkowo każdy będzie miał 30 dni na wycofanie się inwestycji. Zmiany cieszą także byłego prezesa NTB.

– Spodziewam się, że po zmianach rynek crowdfundingowy będzie dużo ciekawszy, a emisji więcej, chociażby dlatego, że maksymalna kwota emisji wzrośnie pięciokrotnie. Byłoby dobrze, gdyby platformy były zobligowane do wykonywania obowiązków informacyjnych w imieniu emitentów, bo to są małe spółki z jakimś pomysłem, dla których komunikacja z akcjonariuszami jest dodatkowym obciążeniem – mówi Maciej Stańczuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane