Inwestycyjne realia są mało pociągające

Jacek Zalewski
19-08-2003, 00:00

Statystyczny Japończyk najpóźniej w trzecim dniu urlopowej lub — co nie daj Boże — chorobowej nieobecności w pracy wpada w głęboki stres. No bo skoro firma tyle czasu daje sobie bez niego radę, to być może jego stanowisko pracy w ogóle jest zbędne... Takie rozterki oczywiście nie są udziałem premiera Junichiro Koizumiego, który akurat przebywa poza swoim urzędem — ale w delegacji służbowej. Na szlaku jego objazdu po kilku państwach Unii Europejskiej — obecnej i przyszłej — dzisiaj znalazła się Polska.

Jak na drugą potęgę gospodarczą świata, Japonia sytuuje się dosyć nisko w klasyfikacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Polsce — otwiera dopiero trzecią dziesiątkę państw (patrz diagram obok). Japończyków próżno także szukać w trzydziestce największych firm obecnych na polskim rynku. Ich wielkie koncerny samochodowe wybierają naszych partnerów z Grupy Wyszehradzkiej, a zarazem rywali w przejmowaniu BIZ — Czechy, Słowację i Węgry. Potężne japońskie banki omijają zaś obszar Europy z założenia. Jeśli odpadają dwie tak kluczowe gałęzie, to pozostaje nam kapitałowa drobnica. Notabene — od ogarniętej recesją japońskiej gospodarki trudno dzisiaj wymagać ekspansji. Lata dziewięćdziesiąte XX wieku celnie określa się w Japonii mianem straconej dekady.

W związku z wymienionymi okolicznościami, w najbliższej przyszłości trudno się spodziewać awansu Japonii z 21 miejsca w polskiej klasyfikacji BIZ. Zresztą sam premier Koizumi nie pozostawia co do tego złudzeń. W jego bagażu nie znalazły się konkretne projekty inwestycyjne, a jedynie ogólne deklaracje na przyszłość. Wizyta w Polsce ma dla niego przede wszystkim cel polityczny — chodzi o uzyskanie naszego poparcia dla japońskiej obecności w Iraku, w tym również o charakterze militarnym. Dzisiaj podpisana zostanie wspólna deklaracja obu państw.

Pustka inwestycyjna nie oznacza, iż z punktu widzenia gospodarczego polsko-japońskie rozmowy będą bezowocne. Ich wartością może stać się uzmysłowienie naszym decydentom kolejny raz konieczności radykalnego poprawienia warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Może wskazywanie tego zagranicznym palcem okaże się bardziej skuteczne niż krajowe argumenty Rady Przedsiębiorczości. Podczas lutowej wizyty w Stanach Zjednoczonych premier Leszek Miller na spotkaniu z biznesem w Dolinie Krzemowej — gdy na sali siedziało 200 mld dolarów — zebrał wiele krytycznych uwag na temat prowadzenia interesów w Polsce. I niemal na poczekaniu wymyślił wówczas instytucję rzecznika praw inwestorów zagranicznych, czyli ombudsmana, mającego czuwać, niczym zespół interwencyjny. Został nim podsekretarz stanu w MGPiPS Andrzej Szejna.

Czy wraz z jego powołaniem inwestorzy zagraniczni odczuli jakąkolwiek poprawę — to pytanie retoryczne. Natomiast pytanie wciąż aktualne, które należy zadawać przy każdej sposobności — również z okazji wizyty premiera Japonii — brzmi: kiedy rząd wreszcie potraktuje po partnersku WSZYSTKICH inwestorów na polskim rynku, bez względu na pochodzenie ich kapitału?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestycyjne realia są mało pociągające