Tworzą meble do własnego hotelu i na sprzedaż. Prezentowali je na targach sztuki w Paryżu. Mają artystyczne dusze i kreatywne osobowości.
Małgorzata i Wojciech Żółtowscy znają się od czasów liceum, małżeństwem są od kilkunastu lat. Najpierw prowadzili biuro tłumaczeń, a on własnoręcznie budował dom pod Olsztynem, na skraju lasu, z panoramą na pagórkowate łąki. Mieszkają w nim od dziesięciu lat. Wiosną i latem zapachy i odgłosy natury, jesienią cisza. Tam Wojciech zaczął robić to, o czym marzył — niekonwencjonalne, a jednocześnie praktyczne, nowoczesne w formie drewniane krzesła i stoły, kanapy i sofy. Dzieła sztuki do użytku codziennego, czyli po polsku sztuka użytkowa. Z żoną projektują wzory. Mają przygotowane zaplecze produkcyjne, tj. wypróbowane zakłady, które realizują ich zlecenia.
Jeżdżą też na targi meblarskie i na targi sztuki. Ich dzieła można kupić np. w Galerii Opera przy ul. Freta 14 w Warszawie.
Wszystko jest poezją
Teraz Małgorzata (ekonomistka) i Wojciech (absolwent Akademii Rolniczo-Technicznej), dzięki swej meblarsko-wnętrzarskiej pasji tworzą hotel, który klasyfikuje się do grupy hoteli butikowych.
— Do stworzenia hotelu butikowego potrzeba żelaznej konsekwencji. Największą porażką inwestora jest drastyczne obniżenie kosztów na finiszu, co zwykle odbywa się kosztem mebli. Pojawiają się rozpaczliwe kombinacje i kompleciki mebli z płyty wiórowej, w każdym pokoju ta sama nudna odhumanizowana rzeczywistość. Jedynie konieczność nakłania gościa do spędzenia nocy w takim miejscu. Tylko czy zechce powrócić? — wzrusza ramionami Małgorzata.
Ich hotel Galery 69 stoi nad Jeziorem Wulpińskim w Dorotowie, osiem kilometrów od Olsztyna, przy trasie na Warszawę i Gdańsk. Każdy pokój przestronny, z urzekającym widokiem na obramowane lasami Jezioro Wulpińskie i sześć wysp. Każdy wyposażony w rozbielone meble z litego drewna sosnowego, stojące na podłodze z bielonych desek dębowych. Wszystko to ich dzieło.
Sercem hotelu Galery 69 jest restauracja, a zarazem galeria sztuki. Wernisaże odbywają się kilka razy do roku. Natomiast stałymi eksponatami są krzesła, stoły i sofy autorstwa Żółtowskich. Urządzono tu także kącik internetowy.
Gospodarze przyznają, że lubią pewną surowość stylu, prostotę posiłków i wnętrz. Wykorzystując współczesny design, kreują tu nowoczesność.
Nie dla każdego
Kilka razy zjawiały się tutaj pary, które chciały pokój na godziny. Wytłumaczono im, że to nie to miejsce. Zdarzało się też, że przyjeżdżali młodzi, napakowani. Brali piwo i na pomoście posługiwali się taką odmianą polszczyzny, że właściciele hotelu grzecznie ich przekonywali, że to miejsce chyba dla nich nieodpowiednie. Przyjmowali argumentację i jechali gdzie indziej.
I Wojciech, i Małgorzata są zdania, że często lepiej jest wcześniej odmówić, niż później rozwiązywać nabrzmiały problem.
— Naszą ofertę hotelową zaadresowaliśmy do określonej grupy społecznej i kulturowej. To nasza recepta na sukces. Regulujemy to cenami, linią kulinarną, muzyką i estetyką. Palenie ograniczyliśmy do jednej sali klubowej, a zwierząt nie przyjmujemy — wyjaśnia Wojciech.
Autorzy i właściciele hotelu tworzą duet pod nazwą Studio 69. Nie są spółką, to działalność gospodarcza osób fizycznych. Wszystkie projekty realizuje ich manufaktura — też 69.
Z wiatrem i lodem w zawody
Oprócz plaży i kąpieliska z pięknym molo hotel Żółtowskich oferuje też niekonwencjonalne sposoby spędzania wolnego czasu. Przede wszystkim — dla aktywnych. Bo i oni są aktywni. Do uprawianych przez nich sportów (żeglarstwo, jazda na rowerze) doszło kilka miesięcy temu jeździectwo, gdyż kupili dwa konie na swój użytek. Przy hotelu zawsze stoi kilka jachtów. Na hotelowych gości czekają również łodzie wiosłowe i kajaki. Bardziej doświadczeni mogą popływać katamaranem.
Atrakcji przybywa, gdy mróz zetnie toń jeziora. Hotel na takie okazje trzyma łyżwy różnych rozmiarów. Można śmigać na nartach po zamarzniętym jeziorze na linie za quadem. Kto odważny, może też hotelowym bojerem zmierzyć się z wiatrem i lodem. Gospodarze zapewniają, że spotkają nas nieprawdopodobne wręcz doznania i satysfakcja. Podobnie jak podczas jazdy rowerem po zamarzniętym i zaśnieżonym akwenie.
Inną lodową atrakcją hotelu Galery 69 jest curling — zabawa wymyślona przez Szkotów. Przebywająca na szkoleniu grupa pracowników jednej firmy może w ten sposób zrelaksować się po kilkugodzinnym wysiłku intelektualnym. Zabawę można zacząć od wycięcia motorową piłą lodowych bloków, z których łatwo zbudować np. igloo albo bar lodowy i zrobić z nich użytek, organizując party na lodzie z ogniskiem i fondue z ryb i mięs.
Rób dobrze, a wygrasz
Swój autorski hotel Małgorzata i Wojciech Żółtowscy prowadzą cztery lata. Poprzedni rok był pierwszym, który przyniósł im wreszcie mały zysk. Wyszli z okresu inwestowania, za chwilę jednak znowu wejdą, bo zaczną rozbudowę. Przyznają, że ostatnią rzeczą, którą chcą zdobyć w życiu, to pieniądze.
— Dla nas najważniejsza jest satysfakcja z pracy. Jeżeli wszystko robisz najlepiej jak potrafisz, to zostaniesz doceniony — tłumaczy Małgorzata.
W tym roku na urlopie byli całe... cztery dni — w Łebie, na wydmach.
