Pod koniec ubiegłego roku media obiegła informacja, że Ursus, słynny niegdyś producent ciągników rolniczych, trafił w ręce spółki M.I. Crow, należącej do Olega Krota, współwłaściciela ukraińskiego holdingu Techiia. Do podpisania ostatecznej umowy sprzedaży doszło jednak dopiero 22 stycznia 2025 r. Ta data rozpoczyna nowy rozdział w historii firmy.
Nowy właściciel deklaruje, że chce reaktywować legendarną markę ciągników.
- Planujemy kontynuację produkcji maszyn rolniczych i rozszerzenie asortymentu produktów, koncentrując się na współczesnych potrzebach sektora rolnego. Do firmy spływają już zamówienia z Polski, Czech oraz Ukrainy – stwierdził Oleg Krot w rozmowie z PB jesienią ubiegłego roku.
Łatwo nie będzie, bo sytuacja na rynku jest niesprzyjająca (patrz ramka), zadanie ułatwił mu jednak Paweł Głodek, syndyk Ursusa, który zamiast wyprzedać majątek bankruta, de facto przeprowadził jego restrukturyzację, co pozwoliło utrzymać produkcję.
Kolejka komorników
Polski producent maszyn rolniczych długo zmagał się z problemami finansowymi. Dwa przyspieszone postępowania układowe i uproszczona restrukturyzacja (tzw. covidówka) zakończyły się jednak fiaskiem. W marcu 2021 r. firma złożyła wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego, ale warszawski sąd oddalił wniosek i ogłosił upadłość Ursusa. Wnioskowali o to wierzyciele firmy, m.in. Getin Noble Bank i PKO BP. Zarząd nie złożył broni, odwołał się, ale bez sukcesu.
- Od listopada 2018 r. toczyły się w zasadzie nieprzerwanie postępowania restrukturyzacyjne. Ursus miał ponad dwa lata, na wypracowanie układu, nie był jednak w stanie ani poprawić swojej sytuacji w stopniu umożliwiającym jego wykonanie, ani regulować bieżących zobowiązań – wyjaśnia Paweł Głodek, syndyk masy upadłości Ursusa, powołując się na uzasadnienie postanowienia sądu.
Podkreśla, że w stosunku do firmy toczyło się ponadto ponad 150 postępowań egzekucyjnych, a przedstawiciele zarządu nie potrafili przekonać swoich wierzycieli, aby dać jej kolejną szansę.
Pusta kasa
Paweł Głodek przypomina, że w chwili ogłoszenia upadłości sytuacja była bardzo trudna. Zadłużenie spółki wynosiło ponad 300 mln zł. Ursus w zasadzie nie miał pieniędzy (w kasie było około 20 tys. zł), a to, co było na rachunkach bankowych - podobnie jak inne składniki majątku, stanowiące zabezpieczenia - zajęli komornicy i skarbówka.
Miesięczne koszty prowadzenia przedsiębiorstwa, w tym wynagrodzenia pracowników zatrudnionych w zakładach w Dobrym Mieście i Lublinie, wynosiły około 1,4 mln zł;
- Spółka miała także zaległości związane z opłatami za energię elektryczną. Dostawcy mediów wymagali przedpłat, grożąc zatrzymaniem dostaw prądu, bez czego nie byłaby możliwa dalsza produkcja – zaznacza syndyk.
W ten sytuacji syndyk wraz ze swoimi pełnomocnikami, od początku postępowania upadłościowego dążył do pozyskania środków finansowych, co pozwoliłoby utrzymać funkcjonowanie zakładów Ursusa w Lublinie i Dobrym Mieście.
Żeby zdobyć pieniądze na kontynuację działalności, syndyk zdecydował się rozwiązać nierentowne umowy. Przyjrzał się też prowadzonym przez firmę inwestycjom, zwłaszcza pod kątem zawartych i niewykonanych kontraktów.
Syndyk - menedżer
W trakcie tych czynności wyszło na jaw, że ceny produktów Ursusa nie były aktualizowane, choć rynkowe stawki rosły. Syndyk postanowił się tym zająć. Uznał też, że firma ma w magazynie zasoby umożliwiające dokończenie prac rozpoczętych przed ogłoszeniem upadłości. Spotkał się więc z kluczowymi kontrahentami i uzgodnił przedpłaty na poczet realizacji złożonych wcześniej zamówień. Zaczął też szukać nowych zleceń.
- Dzięki wsparciu dyrektorów zakładów Ursusa w Dobrym Mieście i Lublinie, Doroty Pokorskiej-Saran i Andrzeja Grzywacza, a także wierzycieli, udało nam utrzymać się przedsiębiorstwo w ruchu do czasu jego sprzedaży – podkreśla Paweł Głodek.
Szansa na odrodzenie
To nie koniec problemów Ursusa. W toku postępowania upadłościowego wierzyciele zgłosili się po 300 mln zł, okazuje się jednak, że nie zgłosili się wszyscy.
- Lista wierzytelności będzie podlegała korektom stosownie do rozstrzygnięć wydawanych przez sędziego komisarza i sąd upadłościowy w sprawie sprzeciwów – wyjaśnia Paweł Głodek.
Planów nowego właściciela syndyk nie komentuje.
Z informacji przekazanych przez syndyka wynika z kolei, że szczegółowy plan dla Ursusa będzie przedstawiony przez nowego właściciela dopiero po ostatecznym sfinalizowaniu transakcji sprzedaży.
Podjęcie przez syndyka produkcji w upadłym zakładzie to dość rzadka sytuacja. Syndyk ma oczywiście uprawnienia do zarządzania zarówno majątkiem, jak i działalnością gospodarczą upadłego. Z reguły jednak skupia się na zakończeniu jego bytu prawnego.
W tym wypadku można by powiedzieć, że syndyk w praktyce przeprowadził skuteczne postępowanie restrukturyzacyjne. Można więc przypuszczać, że odebranie poprzedniemu zarządowi spółki możliwości zarządzania przedsiębiorstwem i przekazanie takiej możliwości sprawnemu menadżerowi, mogłoby oznaczać, że właściwe postępowanie restrukturyzacyjne byłoby skuteczne. Niestety wejście na drogę postępowania upadłościowego, jest nakierowane na likwidację majątku i zakończenia bytu upadłej spółki. To jest w praktyce droga jednokierunkowa.
Niestety sądy, które nie prowadzą działalności gospodarczej, podejmują decyzje o upadłości firmy, nie zawsze rozumiejąc biznesową specyfikę. Upadłość zaś to zazwyczaj droga jednokierunkowa.
To nie pierwsza próba reanimacji działającego od 1893 r. Ursusa. Ponadstuletnia firma zaczynała od armatury dla przemysłu spożywczego, potem produkowała m.in. silniki, motocykle, a nawet wozy opancerzone, zaś w czasach PRL najbardziej znana była z ciągników rolniczych. Niespełna dekadę temu dawną świetność chciał jej przywrócić Pol-Mot Holding. Oprócz ciągników z fabryk Ursusa miały wyjeżdżać elektryczne autobusy, skończyło się to jednak bankructwem ratownika, a ostatecznie także ratowanego.
Tym razem też nie będzie łatwo, bo sektor maszyn rolniczych przeżywa załamanie. Według danych Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) w 2024 r. rolnicy kupili o 18 proc. mniej ciągników i o ponad 16 proc. mniej przyczep niż rok wcześniej. Potencjalni klienci Ursusa przyszłość widzą raczej w czarnych barwach - aż 67,4 proc. ocenia obecną sytuację jako niesprzyjającą i narzeka na pogarszającą się rentowność.
Światełkiem w tunelu mogą być pieniądze z KPO. W 2025 r. rolnicy będą mogli uzyskać dotacje maszyn rolniczych w wysokości co najmniej 200 tys. zł. Nabór wniosków planowany jest w okresie od 19 czerwca 2025 do 2 września 2025 r.
