Jak wam się podoba?

Anna Popek
opublikowano: 25-02-2005, 00:00

Wnętrza, przedmioty, ludzie, obyczaje i sytuacje — coś, co lubię, co czasem także lubią inni, co może się spodobać także Wam. Z modą i pod prąd. Co miesiąc w Business Class.

Magda S.

Magda Sancewicz znalazła złoty środek pomiędzy seryjnym szyciem konfekcji dla pań a designerskim, artystycznym podejściem do mody. W swoich sklepach sprzedaje to, co najbardziej lubią klientki: garsonki, spodniumy i suknie z gorsetem na wielki bal. Jednak na przygotowanym w lutym pokazie mody projektantka zaproponowała coś zgoła innego — barwne lata 70., swobodę stylu hippie, pathworki, wschodnią biżuterię. Jako że wraca styl kolonialny i safari — zainspirowany niegdyś filmem „Pożegnanie z Afryką” (z Robertem Redfordem i Meryl Streep), to i tutaj pojawiły się beże, khaki, rozmyte biele oraz bawełna, len i... kapelusze. Nie mogło też zabraknąć afrykańskich deseni. Na szczęście moda na minimalizm na razie nie powraca, więc kobiety mogą kusić koronkami wystającymi tu i ówdzie, nawet spod służbowej garsonki. Zdaniem Magdy Sancewicz, biurową, nudną czasem elegancję, można przełamać bardzo modną w tym sezonie bluzką wiązaną na kokardę, aplikacją lub koronką. Przebojem najbliższych miesięcy będą na pewno spódnice — kobiece, marszczone, z aplikacjami, haftami, koronkami, słowem — kwintesencja kobiecości. Do nich można założyć prostą bluzkę — i kreacja gotowa. Wczesną wiosną warto zadać szyku i założyć jedwabny płaszczyk na bawełnianej osnowie. Projektantka jest z wykształcenia konserwatorem zabytków, więc śmiało i umiejętnie sięga po inspiracje z różnych okresów historycznych i swobodnie wplata je we współczesność. Do kobiet podchodzi trochę jak do obrazów — dla każdej potrafi znaleźć właściwą ramę, która podkreśli jej piękno.

Sztuka aktywności

„Sztuka aktywności”, czyli jak zostać kobietą sukcesu Grażyny Białopiotrowicz — to książka z definicji dla pań. Pozycja niezbyt obszerna, napisana przystępnym językiem. Ciekawa o tyle, że już sama lektura zmusza do pewnej aktywności — na dołączonej do książki płycie znajdują się testy psychologiczne, które należy rozwiązywać przed przeczytaniem każdego rozdziału. Systematyczne poznawanie różnych aspektów własnej osobowości, wzbogacone poradami z książki, pozwala odkryć i lepiej wykorzystać swoje atuty. A o tym, że każdy je ma, autorka jest przekonana. O sukcesie — jej zdaniem — decydują jednakże nie wyłącznie nasze mocne strony — ale także, a nawet przede wszystkim, poczucie własnej skuteczności i wartości. Jest to prawda dość oczywista, ale jakże często nasze dobre o sobie mniemanie rozpływa się nagle po ostrej rozmowie z szefem czy krytyce klienta. Bycia skutecznym można się nauczyć — i to jest najbardziej optymistyczna myśl płynąca z tej książki. Są na to proste sposoby — można je podpatrzeć u rodziców i wejść z nimi w życie,

ale można też po prostu wyćwiczyć. I zawsze mieć w pamięci myśl Thomasa Edisona: „nie zniechęcam się, gdyż każda nieudana próba to kolejny krok naprzód”.

„Chinamen” w Sopocie

Pod koniec stycznia wybrałam się na kilka dni do Sopotu. Puste plaże, szum fal, gdzieniegdzie odważne morsy (nawet topless...). Na Monciaku spokój, molo, na którym brak sprzedawców pamiątek, odkrywa nieznane walory, a przy tym czynne jest wszystko, co umila czas w zimowe, długie wieczory: restauracje, kina, teatry. Wybrałam teatr Atelier położony zaraz obok hotelu Grand, gdzie swoją sztukę wystawiała grupa Maybe Theatre Company, założona przez studentów anglistyki Uniwersytetu Gdańskiego. Stowarzyszenie, które ma w swoim repertuarze musicale, komedie, dramaty, spektakle muzyczne, występuje w całej Polsce. Było pierwszą i przez długi czas jedyną w Polsce grupą z angielskojęzycznym repertuarem. Tym razem dowcipnie i z wdziękiem pokazano angielską komedię omyłek „Chinamen”. Dramaturgicznym punktem wyjścia było przyjęcie dla dobrych znajomych, na które omyłkowo zaproszony zostaje były mąż jednej z pań. Gospodarze robią wszystko, by eks-małżonkowie się nie spotkali (do czego w rezultacie oczywiście dochodzi), coraz bardziej pijani goście robią coraz więcej zamieszania. W finale już nie wiadomo kto z kim i dlaczego. Zabawne sytuacje zagrane są ze swadą, czasem z dużym przerysowaniem, ale nieodmiennie śmiesznie. Lekka rozrywka w sam raz na zimowe „plażowanie”.

Ewa Uryga i Love songs

Ewa Uryga to wokalistka o głosie wybitnym, z charakterem. Śpiewa przede wszystkim muzykę gospel, ale też soul, blues i jazz; jej znaki szczególne to mocny, doskonale wykształcony głos, ekspresja, radość życia. Utworom nadaje bardzo uduchowione i emocjonalne brzmienie. Na walentynki przygotowała najpiękniejsze love songs z repertuaru m.in. Whitney Houston, Roberty Flack, Arety Franklin, Raya Charlsa oraz nieśmiertelny standard jazzowy My Funny Valentine z towarzyszeniem orkiestry kameralnej. W Polsce często pytają, czy jest Amerykanką, a to za sprawą doskonale opanowanego języka angielskiego i takiegoż warsztatu muzycznego. Na dwóch płytach: „Ballads for Ella” i „The music touch my soul”, które nagrała w USA, jej głos brzmi zupełnie jak czarnej wokalistki. Ewa Uryga prowadzi warsztaty — ostatnio uczyła muzyki gospel w swoim rodzinnym mieście Bytomiu, ale sporo udziela się w całym kraju: koncertuje, wykłada, uczy. I pomyśleć, że długo nie była przekonana, co wybrać

— śpiew czy koszykówkę, która jest jej pasją do dziś.

Biżuteria Sycylijska

Sycylia nie kojarzy się z biżuterią, chyba że z zaręczynowym pierścionkiem, wręczanym wybrance przez któregoś z Corleonów. Wyspa, gdzie przecinały się wpływy greckie, arabskie i normańskie, hiszpańskie i francuskie, wykształciła swoisty styl biżuteryjny, pełen kamieni o mocnych kolorach i pereł. Anastazja Buttitta (na zdjęciu), która doktoryzuje się na Uniwersytecie Florenckim właśnie z sycylijskiej biżuterii, mówi, że fascynuje ją wyszukany sposób, w jaki łączy się tu to, co sakralne, z tym, co świeckie. Na przykład koral, będący symbolem morza i obfitości, jest zarazem symbolem krwi Chrystusa. Biżuteria ta zdobi, będąc jednocześnie demonstracją wiary. Sycylia wykształciła na tyle indywidualny styl — nie tylko zresztą w biżuterii, ale także w modzie — że sięgają po niego współcześni projektanci (w tym sezonie kolekcję zainspirowaną barokiem sycylijskim proponuje np. włoski projektant Antonio Bernardi). Dzisiejsze Sycylijki noszą przede wszystkim kolczyki z koralem — nieodłącznie kojarzonym z Sycylią, ale coraz częściej wybierają nowoczesne wzory. Zresztą produkcja biżuterii stała się bardziej masowa, a przez to i wzory prostsze. Jednak w Trapani, skąd zawsze pochodziły najpiękniejsze ozdoby, nadal można wyszukać prawdziwe dzieła sztuki do założenia na szyję, do uszu, na rękę. Coś, co my kobiety, bardzo lubimy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Popek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu