Jak wam się podoba?

Anna Popek
31-03-2006, 00:00

Wnętrza, przedmioty, ludzie, obyczaje i sytuacje — coś, co lubię, co czasem także lubią inni, co może się spodobać również wam. Z modą i pod prąd. Co miesiąc w Business Class.

Szkoła przetrwania

Szanowni Panowie, wielu z was zapewne pracuje w biznesie, ma stanowiska w poważnych firmach. Ale zdarzyć się przecież może, że to wam przypadnie rola gospodyni domowej. Część mężczyzn po okresie buntu i lekkiej depresji (znam to z uważnych obserwacji) z trudem, ale wdraża się w nowe, egzotyczne obowiązki. Dla pozostałych kwestie szorowania przypalonej patelni i swoistej logiki prania (czarne do czarnych, białe do białych) są nieodgadnione. Jest jeszcze spora rzesza kawalerów, którzy także zmierzyć się powinni z kwestią prowadzenia domu. Dla nich jest ta książka. Autorzy, kierując się męską, żelazną logiką, wykładają, co, kiedy, w jakiej kolejności, w jaki sposób i dlaczego. Na początek książki, wydanej nakładem Muzy, test, a w nim podchwytliwe pytania: jak często powinno się czyścić wannę? Dlaczego trzeba regularnie ścierać kurz? Czy twój pies jest bardziej higieniczny od ciebie? Potem tabela niezbędnych prac wraz z częstotliwością ich wykonywania. Znajdziemy tutaj wskazówki, jak zmywać naczynia, co powinno znajdować się w lodówce, jak wywabiać plamy (te z curry mieszanką gliceryny i wody, szminkę — olejkiem eukaliptusowym), jak ułożyć kwiatową kompozycję. Sporo rad dotyczy usuwania niepotrzebnych rzeczy, a zwłaszcza stert starych gazet. Najbardziej spodobał mi się rozdział pt. „Zwyczaje domowego świętego po godzinach”. Są w nim takie oto rady: 18 — powrót do domu. Powitaj miłym uśmiechem ukochaną, psa, kota i rybki. Przygotuj chłodne wino albo coś ciepłego dla partnerki, potem dla siebie. Zapytaj ją, jak minął dzień w pracy, a potem szybko udaj się do sypialni.... Dużo konkretnych, ale i przyjemnych informacji, np. jak zorganizować w domu spa. Podręcznik obowiązkowy dla każdego żonkosia. Gdyby panowie (panie też) stosowali podane w nim zasady, rozwodów byłoby na pewno znacznie mniej...

Złota Gęś

Wracając pewnego zimowego wieczoru z nart, zatrzymałam się na kolację w zajeździe Złota Gęś w Siewierzu, tuż przy trasie na Warszawę. Lokal widać z drogi, ale trzeba czujnie jechać, żeby go nie przegapić. Urządzony inaczej niż wszystkie „góralskie” karczmy, jakich ostatnio pełno, również z daleka od gór. Zamiast przaśnej swojskości — secesja. Kuta balustrada przy schodach wejściowych pięknie eksponuje charakterystyczne krzywizny, witraże w drzwiach to oczywiście nawiązanie do mistrzów gatunku Klimta i Muchy. W środku schludnie, bez nadmiaru ozdób. Karta zachwyca spójnością i pomysłami (np. filet z indyka w orzechach laskowych). Każdy z nas — a przy stole zasiadło z 10 osób — zamówił co innego. Przebojem była oczywiście tytułowa gęś, co prawda nie złota, lecz w sosie brunatnym. Podawana z najprawdziwszymi kluskami śląskimi i z modrą albo zasmażaną kapustą. Gęsina wypieczona była znakomicie, mięso soczyste i smakowite, kluski chłonęły sos — słowem, pychota. Doskonałe były też pstrągi — świeżutkie i chrupiące. Dodatków dużo, i to ładnie podanych. Zupy zjedzone przez nas wcześniej także zostawiły miłe wspomnienia — domowy rosół, grzybowa i pomidorowa. Właściciele mają jeszcze drugi lokal, inny w charakterze, położony także przy trasie, nieco przed Siewierzem. To bar, w którym kupić można proste dania oraz domowe przetwory, marynaty i inne specjały, przygotowywane ze znajomością rzeczy i smakiem.

Fabryka na Pradze

Fabryka Trzciny przy ul. Otwockiej istnieje na warszawskiej Pradze od kilku lat, a dopiero teraz zaczyna znajdować naśladowców. Moda na nieco chropawy styl, sprzeciw wobec wymuskanych wnętrz drogich hoteli nie jest co prawda niczym nowym, ale w Polsce przebija się z trudem. Fabryka Trzciny swoich zwolenników zyskała od razu i od razu też stała się modnym miejscem, klubem i sceną. Właściciel, Wojtek Trzciński, nie chciał jeszcze jednej bankietowni, jeszcze jednego modnego klubu. Chciał natomiast stworzyć centrum artystyczne. Okazało się, że fabryczne budynki z 1916 roku, które wcześniej były składem tytoniu, a przed wojną produkowano tu tenisówki zwane pepegami (skrót od Polskiego Przemysłu Gumowego) idealnie się do tego nadają. Organizowane tu imprezy stanowią awangardę tego, co potem przeniesione będzie na bardziej uładzone sceny. Oprócz eventów doskonale sprawdzają się wydarzenia artystyczne, premiery, monodramy i pokazy. Od niedawna działa Teatr Nowy Praga, gdzie pokazywane są świetna „Miasto-mania” Marii Peszek i „Samotny Zachód” z udziałem Michała Żebrowskiego i Tomasza Kota. Niedawno otwarto też restauracje z „postindustrialnym” menu. Miejsce to przyciąga ludzi z duszą artystyczną, bohemę, która jednocześnie trzyma się nieco z boku „lansującego się” towarzystwa. Fabryka, choć jedna z pierwszych, nie jest na Pradze wyjątkiem. Pięknie odnawiana jest ulica Ząbkowska, pojawiają się stylowe witryny sklepów, restauracje i kluby. Powoli Praga zaczyna świecić blaskiem prawdziwego starego miasta, którego od czasów powojennych w Warszawie nie było...

Kałuża

Piotrek Kałuża to zdolny młody człowiek, o którym obecnie można powiedzieć, że jest projektantem. Obecnie, bo wcześniej był fotografem, makijażystą, stylistą, studiował malarstwo. Wszystkie te zainteresowania łączy w sobie profesja, którą zajmuje się dziś — stwarzanie wizerunku kobiet. Spokojny, wyciszony, nienachalny, najpierw przygląda się kobiecie, patrzy na to, czym się zajmuje, jak się zachowuje, jak wygląda w różnym świetle. Wie, czego jakiej twarzy potrzeba, co będzie stanowić piękną ramę, a co pozwoli uwypuklić jej urodę. Co ważne, dobierając stroje, doradza też makijaż, kolorystykę, dodatki. Jego zdjęcia zauważyła jedna z nowojorskich agencji i zaproponowała mu prezentacje swoich strojów przed wybrednymi mieszkankami Wielkiego Miasta. Kałuża ceni kobiecość, podkreśla ją za pomocą tkanin i wykończeń — jego suknie spływają jedwabiem, mienią się kolorami i kwiatami, bluzki zdobione są ręcznie robionymi bawełnianymi koronkami. Miłośniczki minimalizmu i nowoczesności nie znajdą u niego wielu rzeczy dla siebie, za to ci, którzy lubią podkreślić strojem charakter uroczystości czy wagę spotkania, na pewno mogą się tu ubrać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Popek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Jak wam się podoba?