Spece od marketingu nie od dziś wiedzą, że nic tak nie działa na klienta jak dobre emocje. Od kilku lat hotele kuszą gości nietypowymi pokojami, np. szklanym igloo z widokiem na zorzę polarną, domkiem na drzewie, apartamentem pod wodą albo wyrzeźbionym w lodzie czy łóżkiem w rurze kanalizacyjnej nad Dunajem. Sébastien Bazin, prezes AccorHotels, połączył obie rzeczy.




— Niech nasi pracownicy zaaranżują pokoje według własnego pomysłu — rzucił w ubiegłym roku. Projekt nazwany My Room spodobał się polskiemu zarządowi Orbisu, giełdowej spółce, która na początku 2015 r. kupiła od AccorHotels sieć 38 hoteli w Europie Środkowej i Wschodniej i podpisała umowę licencyjną na wyłączność marek hotelowych tej firmy w 16 krajach regionu.
— Na aranżację przeznaczamy 1000 zł i zakładamy, że nie można zmieniać mebli. Dzień po ogłoszeniu decyzji nasi pracownicy zaczęli zgłaszać pomysły. Było ich kilkadziesiąt. W głosowaniu wszystkich zatrudnionych w hotelu wybraliśmy najciekawsze — opowiada Ewa Bluhm, szefowa Mercure Grand Warszawa.
To drugi hotel Orbisu, oprócz Novotelu Warszawa Airport, w którym wprowadzono projekt My Room. W hotelu przy Kruczej są trzy niesamowite pokoje: jazzowy, zaprojektowany przez Zbigniewa Miętka, szefa kuchni, herbaciany, którego autorką jest Edyta Żeberek, zastępca kierownika gastronomii, i historyczny (Grand Room) — dzieło Gawła Diksa, zastępcy kierownika recepcji. W jazzowym oprócz płyt do słuchania w ramkach wiszą winyle, a na stoliku leżą rozrzucone numery Jazz Forum. W herbacianym można przyrządzić kilka gatunków najlepszej herbaty, a do idealnego zaparzenia jest specjalny termometr. W historycznym wisi zdjęcie starego hotelu Grand, stoi telefon z tarczą obrotową, a na ścianie jest tabliczka „klient w krawacie jest mniej awanturujący się”.
— Nasi pracownicy wiedzą, kto mieszka w ich pokoju, i np. szef kuchni często podchodzi do stolika gościa podczas posiłku, aby zamienić z nim kilka słów. Już mieliśmy gościa, który ponownie chciał mieszkać właśnie w pokoju jazzowym — mówi Ewa Bluhm. Sébastien Bazin jest bardzo zadowolony.
— I o to chodzi. W ten sposób pracownicy hotelu nawiązują bliższy kontakt z gośćmi, którzy do nas wracają — uważa prezes AccorHotels.
