Jazzowe, herbaciane i historyczne sny w... Orbisie

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2016-05-03 22:00

1000 zł wystarczy, by standardowy double-room zamienić w przytulną sypialnię. Sprawdzony w Warszawie pomysł wprowadzi AccorHotels

Spece od marketingu nie od dziś wiedzą, że nic tak nie działa na klienta jak dobre emocje. Od kilku lat hotele kuszą gości nietypowymi pokojami, np. szklanym igloo z widokiem na zorzę polarną, domkiem na drzewie, apartamentem pod wodą albo wyrzeźbionym w lodzie czy łóżkiem w rurze kanalizacyjnej nad Dunajem. Sébastien Bazin, prezes AccorHotels, połączył obie rzeczy.

— Niech nasi pracownicy zaaranżują pokoje według własnego pomysłu — rzucił w ubiegłym roku. Projekt nazwany My Room spodobał się polskiemu zarządowi Orbisu, giełdowej spółce, która na początku 2015 r. kupiła od AccorHotels sieć 38 hoteli w Europie Środkowej i Wschodniej i podpisała umowę licencyjną na wyłączność marek hotelowych tej firmy w 16 krajach regionu.

— Na aranżację przeznaczamy 1000 zł i zakładamy, że nie można zmieniać mebli. Dzień po ogłoszeniu decyzji nasi pracownicy zaczęli zgłaszać pomysły. Było ich kilkadziesiąt. W głosowaniu wszystkich zatrudnionych w hotelu wybraliśmy najciekawsze — opowiada Ewa Bluhm, szefowa Mercure Grand Warszawa.

To drugi hotel Orbisu, oprócz Novotelu Warszawa Airport, w którym wprowadzono projekt My Room. W hotelu przy Kruczej są trzy niesamowite pokoje: jazzowy, zaprojektowany przez Zbigniewa Miętka, szefa kuchni, herbaciany, którego autorką jest Edyta Żeberek, zastępca kierownika gastronomii, i historyczny (Grand Room) — dzieło Gawła Diksa, zastępcy kierownika recepcji. W jazzowym oprócz płyt do słuchania w ramkach wiszą winyle, a na stoliku leżą rozrzucone numery Jazz Forum. W herbacianym można przyrządzić kilka gatunków najlepszej herbaty, a do idealnego zaparzenia jest specjalny termometr. W historycznym wisi zdjęcie starego hotelu Grand, stoi telefon z tarczą obrotową, a na ścianie jest tabliczka „klient w krawacie jest mniej awanturujący się”.

— Nasi pracownicy wiedzą, kto mieszka w ich pokoju, i np. szef kuchni często podchodzi do stolika gościa podczas posiłku, aby zamienić z nim kilka słów. Już mieliśmy gościa, który ponownie chciał mieszkać właśnie w pokoju jazzowym — mówi Ewa Bluhm. Sébastien Bazin jest bardzo zadowolony.

— I o to chodzi. W ten sposób pracownicy hotelu nawiązują bliższy kontakt z gośćmi, którzy do nas wracają — uważa prezes AccorHotels.