Jeśli nie PPK, to co?

Krzysztof Kolany, Bankier.pl
opublikowano: 26-11-2018, 22:00

PPK nie są jedynym oferowanym przez państwo produktem emerytalnym. Chcąc zachęcić Polaków do budowy tzw. trzeciego filara emerytalnego, już od ładnych kilku lat istnieją systemowe zachęty do długoterminowego oszczędzania

IKE i IKZE zapewniają fundamentalną sprawę: zwolnienie z podatku. Oznacza to, że otrzymamy pełną wartość naliczonych odsetek (np. od lokat lub obligacji), pełną dywidendę i nie oddamy państwu 19 proc. od osiągniętych zysków kapitałowych. To w skali kilku dekad oszczędzania i inwestowania wymierna korzyść, liczona w dziesiątkach (albo i setkach) tysięcy złotych. IKZE ma jeszcze jedną zaletę (której nie ma IKE): ulgę w podatku dochodowym. Rozliczając corocznie PIT można odliczyć od przychodów wpłaty na IKZE w ramach corocznego limitu stanowiącego 1,2-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok (w roku 2018 wynosi on 5331,60 zł). Oznacza to, że państwo poprzez ulgę podatkową efektywnie finansuje 960 zł rocznie (jeśli rozliczamy się na zasadach ogólnych w pierwszym progu podatkowym). Dla porównania, państwowa dopłata do PPK wynosi tylko 240 zł rocznie. Można posiadać tylko jedno IKZE.

IKZE możemy założyć w banku (ale wtedy ograniczamy się tylko do lokat), w zakładzie ubezpieczeń, towarzystwie funduszy inwestycyjnych (ale wtedy mamy do wyboru tylko fundusze jednego TFI), powszechnym towarzystwie emerytalnym (PTE) lub w biurze maklerskim. I właśnie ten ostatni model jako jedyny jest wart polecenia. Wystarczy założyć rachunek maklerski IKZE i mamy nieopodatkowany dostęp do wszystkich instrumentów kasowych notowanych na GPW, NC i Catalyst. Czyli akcji, obligacji, certyfikatów strukturyzowanych i ETF-ów. Wpłaty na IKZE są dobrowolne, a ich wysokość zależy tylko od nas. Rzecz jasna kapitał zgromadzony w IKZE podlega dziedziczeniu.

Pod kontrolą

Rachunek IKZE w przynajmniej trzech domach maklerskich obecnie oferowany jest bezpłatnie — kosztują nas tylko standardowe prowizje maklerskie (zwykle 0,39 proc. od wartości transakcji). Kilka innych domów maklerskich pobiera opłaty w granicach 65 zł rocznie. Konto IKZE można przenieść do innej instytucji finansowej. Po 12 miesiącach od jego założenia operacja ta jest bezpłatna. Wcześniejsza przeprowadzka będzie skutkowała zapłaceniem dość wysokiej prowizji.

Mamy więc inwestycje emerytalne pod własną kontrolą, o bezwzględnie prywatnym charakterze, stosunkowo niskich kosztach i możemy swobodnie decydować o alokacji aktywów. Jeśli na GPW wreszcie rozwinie się sektor ETFów, to dostaniemy też tani i prosty dostęp do rynków zagranicznych (teraz mamy tylko ETF-y na DAX-a i SP500). W ramach IKZE niedostępne są instrumenty pochodne (kontrakty terminowe, opcje) oraz kredyt na zakup akcji i transakcje z odroczonym terminem płatności. Niezłym uzupełnieniem IKZE jest IKE-Obligacje, na którym bez podatku Belki możemy inwestować w obligacje detaliczne Skarbu Państwa — zwłaszcza te indeksowane wskaźnikiem CPI. Zasadniczo te dwa komponenty uzupełnione o solidny filar złota fizycznego w znacznym stopniu powinny zaspokoić potrzeby samodzielnego funduszu emerytalnego.

Nie ma róży bez ognia

Jeśli zdecydujemy się przetrzymać inwestycje do ukończenia 65. roku życia, to na koniec fiskus skasuje nas akceptowalną stawką 10 proc. od wypłaty. Uwzględniając wcześniejsze korzyści (brak podatku i ulga w PIT), to całkiem sensowna cena. Akurat pod tym względem lepiej wypada IKE, gdzie po pierwsze niższy jest limit wieku uprawniający do realizacji korzyści podatkowych(60 lat). A po drugie IKE umożliwia wypłatę części zgromadzonych oszczędności. W przypadku IKZE możemy wypłacić wszystko albo nic.

Gorzej, jeśli będziemy chcieli spieniężyć nasze IKZE przed ustawowym terminem. Wtedy od wypłaconej kwoty zapłacimy PIT według skali podatkowej. A że kwota wypłaty może być wysoka, jest dość prawdopodobne, że „wpadniemy” na próg 32 proc. i nas zaboli. Ale za to podatku Belki i tak nie zapłacimy. W przypadku rezygnacji z PPK otrzymamy 100 proc. składek po stronie pracownika i jeszcze 70 proc. tego, co dopłacił pracodawca. Stracimy za to wszystkie dopłaty otrzymane od podatników (roczne i powitalną). Od wypracowanych zysków potrącą nam też podatek Belki.

Dla osób lepiej zarabiających minusem jest stosunkowo niski limit wpłat na IKZE (przypomnijmy: 5331,60 zł w 2018 r.). Jednakże dla osób wyciągających w granicach tzw. średniej krajowej miesięczna wpłata w wysokości 444,30 zł to wcale nie jest tak mało. A z pewnością znacznie więcej niż ok. 187 zł miesięcznie, jaką (w wariancie minimum — 3,5 proc.) odprowadzi na PPK osoba zarabiająca tzw. średnią krajową (obecnie to 4770 zł brutto).

Trzeba też jasno powiedzieć, że IKZE w postaci rachunku maklerskiego nie jest produktem dla każdego. Gromadzenie w ten sposób własnego funduszu emerytalnego wymaga elementarnej wiedzy o rynku kapitałowym oraz samodzielności myślenia i zaangażowania czasu na dobór i kontrolę inwestycji. Wymaga także pewnej dawki apetytu na ryzyko i akceptacji strat, które od czasu do czasu będą się pojawiać. Dlatego jeśli ktoś nie czuje się na siłach, aby wziąć odpowiedzialność za emeryturę we własne ręce, to może zaryzykować i zaufać organizowanemu przez państwo PPK.

Sprawdź program warsztatu "Pracownicze Plany Kapitałowe", 11 grudnia 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Jeśli nie PPK, to co?