Jest marzenie, jest plan

Danuta Hernik/Dziennikarze.net
26-02-2010, 00:00

Nie zatrzymuje się, wciąż sięga po nowe doznania, uczy się. Wizjonerka i miłośniczka pięknego życia. Bożena Batycka twierdzi, że weszła w etap szczęśliwości i zamierza w nim zostać jakiś czas.

"Puls Biznesu": Do czego służy damska torebka?

Bożena Batycka: Hm... Najtrudniejsze są oczywiste pytania. Do różnych rzeczy — po pierwsze, do przenoszenia tysiąca niezbędnych kobiecie drobiazgów, ale też do zaspokajania innych potrzeb — próżności, ambicji... Wszystko zależy od pory i okoliczności — na wycieczkę w górach potrzebujemy funkcjonalnego plecaczka, na przyjęcie — cukiereczka: pięknego, wytwornego i mającego niewiele wspólnego z funkcjonalnością. Często torebka zastępuje biżuterię. Niektóre panie bardzo oszczędnie ją noszą, ale niezwykle starannie dobierają torebkę i ona jest zasadniczym elementem uzupełniającym kreację. Wolę tę koncepcję. Dlatego patrzę przede wszystkim na buty i torebkę. Podkreślają kobiecość i pokazują klasę. Sama też lubię trzymać piękną torebkę w czasie uroczystych spotkań.

Zatem torebka służy też afirmacji?

Wszystko, co nosimy, w pewien sposób służy afirmacji. Również torebka. Nasz codzienny poranny wybór jest przede wszystkim funkcjonalny, ale gdzieś w tle działa także nastrój dnia i ocena wyzwań: co mam do zrobienia, z kim będę się widzieć. Czy to, co mnie dziś czeka, jest tylko ważne czy bardzo ważne, trudne czy bardzo trudne. Rano idę na jogę — biorę dużą torbę, do której wrzucam m.in. ubranie do ćwiczeń. Mam dobre skojarzenia, bo idę robić to, co lubię. Na spotkanie biznesowe inaczej podejdę do rzeczy, które muszę mieć ze sobą, także do torebki. Muszę się dobrze przygotować.

Wiele zależy więc od charakteru, temperamentu.

Owszem, mówi się często, że charakter kobiety odzwierciedla jej torebka. Ale raczej patrzyłabym na to z innej strony — wielkości torebki i ewentualnego porządku lub bałaganu w niej. To symptomy osobistych preferencji i charakteru. Kobieta zapobiegliwa, potrzebująca mieć przy sobie wszyst-ko, z przysłowiową igłą i nitką, wybierze model większy, ale taki sam model wybierze pani, która tylko dorzuca do torby kolejne przedmioty i dźwiga je tylko dlatego, że nie dba o porządek w torebce. Więc do takich teorii podchodziłabym ostrożnie. Znaczenie ma cel i oczywiście gust.

A czemu służy joga?

Najogólniej budowaniu harmonii ciała, ocenie ważności tego, co robimy, i osiąganiu radości w życiu. Joga to porządkowanie chaosu. Mnie on bardzo przeszkadza, choć wiem, że sama też go tworzę. Lubię żyć w sposób uporządkowany, a to bardzo trudne, kiedy życie ciągle nas zaskakuje. Joga daje mi równowagę i harmonię. Jest moją pasją od lat

— najpierw się w nią wgłębiałam, teraz, mając już stopień nauczycielski, przekazuję swoje umiejętności innym.

A inne pasje?

Nauka chińskiego. Nie robię tego ze względów biznesowych, przyświeca mi osobisty cel. Wyciszam się — podobnie jak w medytacji. Skupiam się na tym i odpływa ode mnie gwar, ruch, pęd życia. To pasjonujące zajęcie — kiedy już usiądę do lekcji, nie mogę przestać. To nie tylko nauka języka, ale też zdobywanie wiedzy o ogromnej kulturze. Byłam miesiąc temu w Szanghaju, na wystawie "Polish Design", organizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą, gdzie pokazałam torebki z kolekcji bursztynowej. Miałam czas, żeby pozwiedzać. I przywiozłam kolejną porcję wiedzy, fascynacji, zauroczenia. Teraz myślę o wyjeździe na dłużej do Pekinu i na jedną z wysp na Morzu Południowochińskim. Jest marzenie, jest plan.

Jakim pani jest szefem?

Pogodnym, radosnym i inspirującym — tak siebie widzę. Ale generalnie jestem bardziej liderem, wizjonerem. Nie odpowiadam za codzienność, moją domeną jest tworzenie wizji.

Ale nie było tak od początku.

Na początku musiałam ogarniać wiele płaszczyzn związanych z działalnością firmy. Wyobraziłam sobie, jak ma wyglądać, czym się wyróżniać i zabrałam się ostro do pracy. Wiedziałam, że kiedy już znajdę miejsce dla siebie, to mogę przenosić góry, nic mnie nie zatrzyma. Był cel, był plan i ani śladu poczucia, że to ciężka praca. I tak przez 20 lat. Wychodzę z założenia, że kto kocha swoją pracę, ten nigdy nie pracuje. Ale nie lubię, nie chcę i nie mogę robić wszystkiego. Skupiam się na czymś i cała się tym staję. Nigdy, na szczęście, nie miałam problemów z delegowaniem uprawnień, oddaniem bieżącego zarządzania w inne ręce, wręcz przeciwnie — dało mi to poczucie wolności. Jestem przeświadczona, że moja firma jest tak zorganizowana, że poradzi sobie beze mnie. I uważam to za swój wielki sukces.

Ktoś w tekście na pani temat użył terminu królowa życia…

Nie mam nic przeciwko takiemu określeniu. Życie ciekawe, z pasją, to nic zdrożnego. Nigdy nie przestanę być aktywna. Ale nie wynika to z poczucia niepokoju ani potrzeby zdobywania rzeczy czy pieniędzy. Chcę ładnie żyć, realizować marzenia, żyć w zgodzie ze sobą. Zawsze tak żyłam. Nawet nazwy moich kolekcji "Boskie życie" czy "Kolorowy zawrót głowy" oddają tego ducha.

Lubię się uczyć od innych, uwielbiam ludzi, ale wspaniały jest również czas, który mogę poświęcić sobie. Niczego nie muszę, a mogę wszystko — uczyć się chińskiego, jechać dokądkolwiek. Medytować, czytać lub bawić się, spotykać się z ludźmi, pracować lub wypoczywać. Poznawać, zdobywać, zachwycać się światem. Jestem na takim etapie w życiu, że to wiem... I stać mnie na to.

Bursztyn. Kolejna pasja?

To piękna osobista przygoda i fascynacja, która stała się elementem biznesu. Bursztyn we wzornictwie się zmienia, również dzięki mnie. Pokazuję, że może być przedstawiony w sposób nowoczesny, że mogą go nosić młode, eleganckie kobiety, że wzory mogą być i proste, i piękne. Kiedy robię kolie, nie naruszam piękna bursztynu oprawą z innych surowców. On sam jest materią skończoną. Kropelka bursztynu na moich torebkach to znak firmowy — naturalny z powodu miejsca, gdzie żyję — Gdańska, i mojej fascynacji bursztynem, choć wymyślony z punktu widzenia biznesowego. A koroną moich kolekcji jest bursztynowa, z dużymi, prostymi formami.

Ale w Polsce nastąpiła deprecjacja bursztynu. Potworki, zalewane plastikiem okruszki, gipsowe ramki wyklejone bursztynowym pyłem... Każdy mieni się artystą bursztynu.

Bursztyn pozostaje naszym skarbem narodowym. Wszyscy mają do niego prawo. Wśród bursztynników są przedstawiciele różnych szkół i gustów. Niektórzy odnoszą sukcesy i cieszę się, że mogłam stać się częścią tego świata. Ale widzę też horrendalny kicz i martwi mnie to. Jednak — powtarzam — choć nie wszystko mi się podoba, bursztyn należy do nas wszystkich. Wiem, co mówię, bo wiem, jak bursztyn uzależnia. Nie zawłaszczam go, chociaż kiedyś też się od niego uzależniłam i chciałam tylko dla siebie. Bursztyn przywiązuje, każda bryłka budzi emocje, nie chce się jej oddawać. Kolie, torebki — wstyd się przyznać, ale najchętniej wszystkie zostawiłabym sobie. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Danuta Hernik/Dziennikarze.net

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Jest marzenie, jest plan