Kaczyński: siły polityczne, które nam się przeciwstawiają, chcą cofnąć Polaków do postkomunizmu

  • PAP
opublikowano: 13-09-2019, 05:54

Siły polityczne, które nam się przeciwstawiają, chcą cofnąć Polaków do postkomunizmu; to PiS przywrócił demokracji jej właściwy sens - mówił w czwartek prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas regionalnej konwencji w Słupsku.

Jarosław Kaczyńskii
Zobacz więcej

Jarosław Kaczyńskii fot. Marek Wiśniewski

Na początku swojego wystąpienia prezes PiS wspominał o pochodzącej z okręgu słupskiego zmarłej w ubiegłym roku posłance PiS Jolancie Szczypińskiej. W dalszej części przemówienia Kaczyński stwierdził, że każde wybory mają jakiś sens, a najbliższe wybory - jak przekonywał - zdecydują o przyszłości Polski.

"To jest sytuacja, w której możemy decyzją naszych rodaków, naszych obywateli pójść do przodu, mocno do przodu, ale możemy się też cofnąć. Jest tak, iż siły polityczne, które się nam przeciwstawiają, dzisiaj co prawda nie stanowią już jedności, jak w wyborach europejskich, tylko trzy komitety, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo, chcą po prostu nasz kraj, naszą ojczyznę, Polaków cofnąć do tego, co było przedtem, do systemu, który został ukształtowany po roku 1989 i który został nazwany później przez Jadwigę Staniszkis, tylko tę mamę, a nie córkę, nazwany postkomunizmem" - mówił prezes PiS.

Prezes PiS stwierdził, że postkomunizm miał dążyć ku "ostatecznej likwidacji demokracji". "Demokracja wymaga tego, żeby było kilka konkurencyjnych elit, które decyzją społeczeństwa są wysuwane do władzy albo też od niej odsuwane i zgadzają się na to, na ten mechanizm, przyjmują, że tak po prostu w demokracji jest. Natomiast robiono wszystko ku temu, by była jedna tylko elita, wszyscy inni, którzy aspirują do tego, żeby rządzić, byli traktowani jako coś, co jest poza systemem, co jest niedopuszczalne, co nie ma praw" - stwierdził Kaczyński.

"Te słynne moherowe berety Donalda Tuska to przecież było nic innego jak powiedzenie, że wasi wyborcy ówcześni to nie są obywatele tego kraju z pełnymi prawami. Oni was wybrali, ale nie mają prawa do tego, żeby wybierać władzę, a elita ma być jedna, a cała reszta to teatr, to coś, co nie ma znaczenia - puste procedury" - dodał (w 2005 roku Donald Tusk nazwał koalicję PiS-Samoobrona-LPR "moherową koalicją" - PAP).

Kaczyński stwierdził, że to PiS "przywrócił demokracji jej właściwy sens" w wymiarze politycznym i społecznym. "My naszymi działaniami, wielkimi programami społecznymi, ale także programem rozwoju naszej gospodarki, te sprawiedliwość przywracamy. Mamy już nie jedna, a dwie co najmniej konkurencyjne elity, a z drugiej strony mamy właśnie ten wymiar społeczny, sprawiedliwościowy, podnoszący społeczeństwo, także ku demokracji, ale przede wszystkim ku temu, by to codzienne życie mogło wyglądać inaczej, niż dotychczas. I to się dzieje w wymiarze ogólnokrajowym i w wymiarze lokalnym" – mówił prezes PiS.

Kaczyński podkreślał, że w czasie rządów PiS wdraża się wiele inwestycji i programów korzystnych dla regionu; wskazał na pieniądze przeznaczone dla gminy Słupsk, dla miasta i dla powiatu. Jak podkreślał, stanowią one szansę, by "wiele rzeczy tu załatwić", począwszy od kwestii dróg po rozwój przedszkoli i Akademii Pomorskiej po projekt stworzenia ośrodka stymulacji medycznej dla miejscowego wydziału pielęgniarskiego.

"Ja nie jestem lekarzem i sam dopiero dwa dni temu dowiedziałem się, że są takie urządzenia, które pokazują jak wygląda człowiek w środku i przyszłe pielęgniarki i pielęgniarze (...) się po prostu na tym uczą i coś takiego tu powstaje" - mówił. Przekonywał, że te inwestycje oraz szereg innych przedsięwzięć, które są tu wykonywane lub planowane, są ważne, bo "pokazują, że coś się tu dzieje".

"Idziemy tu wszędzie do przodu, ale nie w tym sensie jak w czasach komunistycznych, że się buduje fabryki. To się czasem zdarza, ale generalnie to jest tworzenie warunków dla szybkiego rozwoju gospodarczego, tworzenie warunków ku temu, by Polska mogła realizować w każdym miejscu (...) to wielkie przedsięwzięcie, które ma wyraźnie podnieść Polskę do góry. Chcemy w ciągu 14 lat (...) dogonić średnią w UE. (...) Potem dogonić średnią starej Unii, ona jest troszkę wyższa i wreszcie mamy tez Niemcy obok siebie. Nie są one wcale najbogatszym krajem w Europie, jak niektórzy sądzą, (...) ale to już jest bardzo wysoki poziom" - dodał Kaczyński.

Zaznaczył, że zdaniem uczonych ten poziom możemy osiągnąć w ciągu 20-21 lat. Jednocześnie podkreślał, że "mamy młodego, niezwykle energicznego i niezwykle uzdolnionego premiera i on mówi, że się da szybciej". "I musimy to zrobić szybciej" - powiedział.

Kaczyński podkreślił, że już obecnie "dobra zmiana" nie jest tylko hasłem, a "czymś realnym". "Ona będzie trwała, ale wymaga postępu gospodarczego" - mówił. Zaznaczył, że toczy się spór o to, "czy Polska ma pozostać takim postkolonialnym krajem taniej siły roboczej, czy ma iść do przodu".

Prezes PiS przekonywał, że siłą napędową gospodarki są zarówno mechanizmy tworzone przez państwo, jak i działania przedsiębiorców. Zaznaczył, że w Polsce mamy do czynienia obecnie z rynkiem pracownika, a nie pracodawcy.

"Mylą się ci, którzy sądzą, że my będziemy szukali tych pracowników gdzieś poza granicami naszego kraju. Jeśli poza granicami, to chodzi przede wszystkim o tych Polaków, którzy emigrowali i mają wrócić - chcemy, żeby wracali" - mówił.

Kaczyński zaznaczył, że PiS odrzuca koncepcję "społeczeństwa klasowego". Podkreślał przy tym, że nie ma na myśli "wymuszonego egalitaryzmu", ale "społeczną solidarność" różnych grup społecznych, które tworzą naród.

"Tego potrzebujemy, tak są skonstruowane nowoczesne społeczeństwa i my takim nowoczesnym społeczeństwem chcemy być, ale nie żeby przyjmować choroby, które szaleją w innych państwach, tylko w tym sensie, by to wszystko, co tam jest dobre, sprawiedliwe, przyzwoite czy nawet wesołe, żeby to wszystko było też w Polsce" - zapewniał.

W swoim wystąpieniu Kaczyński ocenił, że jego zdaniem nie ma symetrii między rozwojem, a "wprowadzaniem jakichś związków (partnerskich - PAP)". "To jedno z drugim nie ma kompletnie nic wspólnego" - powiedział.

"My chcemy Polski opartej o tradycyjną rodzinę. Mówię o tym, bo ktoś tam, jak wychodziłem z poprzedniego spotkania, krzyczał do mnie: +Jak ty śmiesz mówić, jak powinna wyglądać rodzina?+. Otóż śmiem. A jak powinna? To wiadomo. Stały związek kobiety i mężczyzny, no i dzieci. No i tyle, prosta sprawa" - powiedział.

Jak podkreślił, z "różnych względów" niektórym osobom przychodzi wychowywać dzieci samotnie. "My to w pełni szanujemy, my naprawdę pochylamy się z troską nad tymi wszystkimi, którzy znaleźli się w takiej sytuacji" - powiedział. Jak dodał, "w ogromnej większości są to panie".

"Ta próba wykorzystywania mojej wypowiedzi w ten sposób, że ja jestem przeciwko samotnym matkom, to jest po prostu coś haniebnego, odrażającego" - powiedział.

Zdaniem prezesa PiS, 13 października społeczeństwo będzie miało do wyboru z jednej strony "postęp i społeczny, i ekonomiczny, i normalność w naszym życiu", a z drugiej - powrót do tego, co było. "Byśmy wracali do postkomunizmu, do postkolonializmu i jednocześnie, żebyśmy przyjmowali te wszystkie wynalazki, o których tutaj też wspominałem" - powiedział.

Jak podkreślił, wybór należy do ludzi. "Ale ja wierzę, że jeżeli się zmobilizujemy, jeżeli do ostatniego dnia, do 11 października, późnego wieczora, do północy będziemy ciężko pracowali, to zwyciężymy" - powiedział prezes PiS.

Po zakończeniu przemówienia prezesa PiS zgromadzeni w Słupskim Inkubatorze Technologicznym zaczęli skandować: "Jarosław, Jarosław"!.

Po Kaczyńskim głos na konwencji zabrał poseł Marcin Horała "jedynka" na liście PiS do Sejmu w okręgu gdyńsko-słupskim. Mówił o ataku ideologicznym, który "jest importowany z innych krajów", "procesie takiej socjotechniki społecznej, na której końcu ma być człowiek bez właściwości, człowiek, który nie jest w niczym zakorzeniony, nie ma żadnej tożsamości".

Zdaniem Horały, dlatego atakuje się patriotyzm, przywiązanie do narodu, bo traktuje się to jako coś, czego należy się wstydzić.

"To jest atak na rodzinę. Twierdzenie, że rodzina jest siedliskiem patologii, że trzeba ją zwalczyć albo przynajmniej przemodelować. Nasza odpowiedź jest prosta - my nigdy nie będziemy się wstydzić Polski, jesteśmy z niej dumni. Nie będziemy się wstydzić wiary, chrześcijaństwo jest wpisane w istotę polskości. (...) Nie pozwolimy, by z ideologiczna agresją wdzierać się do rodzin, żeby ideologiczna agenda niszczyła polskie rodziny" – zaznaczył Horała.

Lider listy PiS w kręgu gdyńsko-słupskim mówił też o obowiązku wobec przyszłych pokoleń. "Mamy państwo bezpieczne, zrzuciliśmy z pleców garb złodziejstwa mafii, jesteśmy zabezpieczeni sojuszem z wielkim mocarstwem. (...) Teraz możemy zbudować przyszłość dla Polski na pokolenia. (...) Warunek podstawowy – musimy wygrać te wybory. (...) Jeżeli 13 października to zwycięstwo będzie, o czym jestem przekonany, jeżeli będzie kolejna kadencja PiS, to nie ma rzeczy, której jako Polska byśmy mogli nie osiągnąć" – powiedział Horała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu