Kropla drąży skałę. To wiadomo od wieków. Wczoraj okazało się, że i beton nie potrafi się jej oprzeć. Premier Leszek Miller zmienił zdanie i nie wyklucza wprowadzenia podatku liniowego. A jeszcze 19 grudnia, po posiedzeniu Rady Gabinetowej, w typowym dla siebie prześmiewczym tonie, uznał podatek liniowy za propozycję oryginalną — tak oryginalną, że w Europie niemal nieznaną... A zatem, czy te słowa należy traktować poważnie? Zaryzykujemy. Przede wszystkim dlatego, że od grudnia nawołujemy do wręcz rewolucyjnej zmiany systemu podatkowego, której zwieńczeniem miałby być właśnie podatek liniowy.
Opublikowaliśmy też setki opinii i głosów poparcia dla tej inicjatywy. Prowokowaliśmy nie tylko do debaty, ale także do czynu. Nasz trud nie poszedł na marne. Sprawą zajęły się autorytety ekonomiczne. Przełomem była niedawna deklaracja Marka Belki, poprzedniego wicepremiera i ministra finansów. Historyczny ruch wykonała Rada Przedsiębiorczości, która przedstawiła autorski projekt 18-proc. liniowej stawki podatkowej z jednoczesną likwidacją wszystkich ulg.
Zdajemy sobie jednocześnie sprawę, że od słów do czynów droga bywa długa. Do wyjaśnienia pozostaje też wiele kwestii technicznych. I tak na początek: co zrobić z obecnym wicepremierem i ministrem finansów, który powiedział wyraźnie: podatek liniowy nigdy nie zostanie w Polsce wprowadzony! Zakneblować czy zwolnić?
Panie Premierze, mam nadzieję, że tym razem nie mydli nam Pan oczu, po to tylko, by jeszcze przez kilka dni utrzymać się na stołku.