Karpiński w roli sapera

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2013-08-22 00:00

Był LOT, memorandum gazowe, Opole. A teraz jest terminal LNG. Minister skarbu wie już jednak, jak rozwiązać problem

Tyka bomba, której wybuch znów postawiłby pod znakiem zapytania zdolność rządu do skutecznego nadzorowania kluczowych państwowych inwestycji. Są nią opóźnienia w budowie terminalu LNG w Świnoujściu. Urzędujący od kwietnia minister skarbu Włodzimierz Karpiński postanowił ją zdetonować. I zamówił w firmie konsultingowej E&Y specjalny audyt.

Minister Włodzimierz Karpiński (FOT. MW)
Minister Włodzimierz Karpiński (FOT. MW)
None
None

— Pan minister zamówił bilans otwarcia tuż po objęciu stanowiska. Audyt trafił na jego biurko i jest w tej chwili analizowany — potwierdza Magdalena Kobos z Ministerstwa Skarbu Państwa.

Plan od zawsze nierealny

Wyników audytu resort skarbu nie ujawnia. Nam udało się poznać najważniejsze tezy.

— Nie da się ukryć, że zaprzepaszczono pierwsze miesiące prac. Panował chaos organizacyjny i myślenie „jakoś to będzie”, albo „do 2014 r. jeszcze daleko”. Wygląda na to, że pierwotny termin uruchomienia terminalu, czyli 30 czerwca 2014 r., od początku był nierealny — mówi nasz informator chcący zachować anonimowość. To nowość, bo poprzedni ministrowie bagatelizowali kwestię opóźnień. Co zrobi minister? Nasz informator wskazuje, że zmianę harmonogramu może zatwierdzić tylko on. Biuro prasowe sugeruje, choć nie wprost, że właśnie do tego dojdzie.

— Trwanie przy nierealnym harmonogramie może zaszkodzić każdej inwestycji. A jeśli terminarz zostanie w porę zmieniony, wtedy można zadbać o powiązane z nim inwestycje i kontrakty. Decyzja o ewentualnych zmianach zapadnie w najbliższych tygodniach i na podstawie audytu — komentuje Magdalena Kobos. Słowa „w porę” są ponoć dla Włodzimierza Karpińskiego kluczowe. Chce uniknąć strat finansowych.

— Między konsorcjum realizującym inwestycję a Polskim LNG narasta spirala wzajemnych roszczeń finansowych. Ponadto PGNiG zakontraktowało już w 2009 r. gaz z Kataru w formule „take or pay” [bierz lub płać — red.], co w skrajnym przypadku — jeśli budowa się przeciągnie — oznacza konieczność zapłacenia za gaz, bez możliwości odebrania go, chociaż wiemy, jak uniknąć czarnego scenariusza — mówi nasz informator.

— Na rozładowanie pierwszej dostawy z Kataru jest czas do końca 2014 r. Mamy też zapewnioną pewną elastyczność powyżej tej daty — mówi Joanna Zakrzewska, rzeczniczka PGNiG.

Winni budujący czy zarząd?

Terminal buduje państwowa spółka Polskie LNG. Inwestycja o wartości 2 mld zł (wydano już połowę) ruszyła w marcu 2011 r., a wmurowaniu kamienia węgielnegotowarzyszyły fanfary — na uroczystość przyjechał Donald Tusk. O tym, że premier uważa ten projekt za flagowy, świadczy też fakt, że wymienił go w swoim exposé. Taka presja harmonogramowi nie pomogła.

O opóźnieniach mówi się niemal od samego początku. Pod koniec zeszłego roku wyciekł do mediów tajny raport Atkinsa (firmy konsultingowej nadzorującej budowę terminalu), w którym opóźnienia oszacowano nawet na 11 miesięcy. Polskie LNG jednak konsekwentnie to bagatelizowało, szacując średnie opóźnienie na ledwie 2-4 miesiące.

Skąd opóźnienia? Początkowo wynikły z błędów organizacyjnych, za które stanowiskiem zapłacił w lutym 2012 r. prezes Polskiego LNG Zbigniew Rapciak. Potem problemy pogłębiło — jak wskazują nasi rozmówcy — tąpnięcie na rynku budowlanym wiosną 2012 r. — Konsorcjum wykonawcze popadło w tarapaty. Upadek Hydrobudowy i upadłość układowa PBG w praktyce oznaczały, że ciężar budowy przejęła włoska firma Saipem, która boryka się z kłopotami na własnym podwórku — przekonuje nasz rozmówca. Nie zgadza się z nim Jacek Balcer, rzecznik PBG.

— Tzw. kłopoty branży budowlanej stały się wygodnym usprawiedliwieniem. Tymczasem prace wykonywane przez naszą grupę i tak nie były kluczowe z punktu widzenia całej inwestycji — wyjaśnia Jacek Balcer.

Głowy (nie) polecą

Z naszych informacji wynika, że Włodzimierz Karpiński zamierza wkrótce ogłosić wyniki audytu. Czy poleje się krew, podobnie jak w niedawnej aferze związanej z memorandum gazowym (stanowisko straciła prezes PGNiG i poprzedni minister skarbu) albo jak w przypadku LOT (pracę stracił prezes firmy)?

 

Nadzorcze wpadki

LOT

Zeszłoroczna wpadka nadzorcza w PLL LOT kosztowała głowę prezesa lotniczej firmy. Marcin Piróg stracił stanowisko, bo minister skarbu uznał, że ten nie radzi sobie ze spółką. Jeszcze we wrześniu 2012 r. Piróg w uspokajającym tonie mówił o kondycji finansowej spółki, a grudniu wystąpił do ministra skarbu o przyznanie pomocy finansowej w wysokości 1 mld zł. Na cenzurowanym znalazł się też ówczesny minister skarbu Mikołaj Budzanowski. — Dotychczasowe działania ministra Budzanowskiego w sprawie LOT mnie nie satysfakcjonują — komentował Donald Tusk. Minister utrzymał stanowisko, ale tylko do czasu afery z memorandum.

Memorandum jamalskie

Zamieszanie wywołane memorandum podpisanym 4 kwietnia między EuRoPol Gazem (po 48 proc. mają w nim PGNiG i Gazprom) i GazpromExport okazało się krwawe w skutkach. I biznesowych, i politycznych.

W skrócie: memorandum przewiduje analizę ewentualnej budowy gazociągu biegnącego z Rosji przez Białoruś i Polskę na Słowację. Tego, że zostało podpisane, nie był świadomy ani ówczesny minister skarbu Mikołaj Budzanowski, ani premier Donald Tusk. Efekt: ministra odwołano za nieskuteczny nadzór nad gazową spółką, a Grażynę Piotrowską-Oliwę, wtedy prezes PGNiG, w związku z „utratą zaufania”.

Za wcześnie na spekulacje. W grę mogłaby wchodzić dymisja Rafała Wardzińskiego, szefa Polskiego LNG, lub Jana Chadama, szefa rady nadzorczej firmy. Nasz rozmówca podkreśla jednak, że minister mimo wszystko docenia tempo, w jakim Polskie LNG nadgania opóźnienia.

— Ten rok był rekordowy pod względem postępu prac, ale nie udało sie nadrobić wszystkiego. Obciążeniem jest stary harmonogram i kontrakt, który zakłada ceny z 2010 r. Tymczasem po upadku Hydrobudowy trzeba było znaleźć nowych podwykonawców, oferując im ceny z 2012 r. — tłumaczy nasz rozmówca.

Opole

Do projektu budowy przez PGE dwóch bloków węglowych w Opolu, po 900 MW każdy, i wartych 11 mld zł, premier Donald Tusk od początku był mocno przywiązany. Nic dziwnego — mówił o tej inwestycji w exposé.

Tymczasem projekt miał i wciąż ma pod górkę. Najpierw blokowali go ekolodzy, potem okoniem stanął zarząd PGE. Nieopłacalna, jego zdaniem, inwestycja na początku kwietnia została odstawiona na półkę. I zaczęła się burza. Teraz inwestycja ma ruszać, dzięki dołączeniu do niej kolejnych partnerów i zmianie modelu biznesowego. Kiedy? Kolejne terminy się dezaktualizują. Najnowszy to grudzień.