Kartel z Cali, czyli jak rodziły się narko-fortuny

Materiał partnera
opublikowano: 30-08-2017, 09:44
aktualizacja: 30-08-2017, 09:53

Losy Pablo Escobara i jego kartelu z Medellin to najbardziej znana historia ze świata kolumbijskiego narkobiznesu, który zdominował to południowoamerykańskie państwo w latach 80. i 90. Król narkotyków działał z niesłychanym rozmachem, jednak równolegle w tym samym biznesie realizowali się bracia Orejuela. Po śmierci Escobara dowodzony przez nich kartel z Cali posiadł nieograniczoną swobodę działania. Poznaj prawdziwych Narcos – najbogatszą i prawdopodobnie najpotężniejszą organizację przestępczą w historii!

Umarł król, niech żyją królowie

Słynący z polityki plata o plomo, czyli srebro albo ołów, znajdujący się na siódmym miejscu w rankingu najbogatszych ludzi świata Pablo Escobar na zawsze zapisał się w historii, jak i w popkulturze. Brutalny król narkotyków ze względu na liczne anegdoty i wystawny styl życia był postacią niezwykle medialną. W końcu nie każdy przestępca pozwala sobie na spalenie 2 milionów dolarów w ognisku, by ogrzać swoją rodzinę, wydaje miesięcznie ponad tysiąc dolarów na gumki recepturki do spinania plików banknotów, a gdy dosięgnie go wymiar sprawiedliwości, buduje dla siebie prywatne luksusowe więzienie.

Myślenie, że śmierć Escobara zakończy narkotykowy proceder, który opanował całą Kolumbię, było naiwne. Produkcja i przemyt kokainy to zbyt dochodowe przedsięwzięcia. Na tyle dochodowe, by stworzyć najbogatszą i być może najbardziej wpływową organizację przestępczą w historii. Tego zaś dokonali bracia Gilberto i Miguel Rodríguez Orejuela. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że amerykańskie i kolumbijskie służby oddały przysługę kartelowi z Cali, likwidując jego największego konkurenta. Dzięki temu Narcos z południa Kolumbii mogli kontynuować swoją ekspansję.

Czas „dżentelmenów” i państwo na własność

Bracia z Cali zaczynali swój narkobiznes od handlu marihuaną, jednak szybko dostrzegli, że biały proszek, na który istnieje ogromne zapotrzebowanie w USA, stanowi znacznie bardziej dochodowy interes. Chociaż Orejuela byli w codziennych działaniach równie brutalni, co ich słynny konkurent z Medellin, to ich jednak nazywano „dżentelmenami”. Wszystko za sprawą udoskonalonej w odróżnieniu od Escobara strategii, polegającej również na korumpowaniu polityków i sędziów na niespotykaną wcześniej nawet w Kolumbii skalę.

Wystarczy wspomnieć choćby o wpłaceniu 6 milionów dolarów na kampanię wyborczą Ernesto Sampera, który dzięki temu został prezydentem kraju. Czy zdobycie przychylności prezydenta dzięki gotówce może wchodzić w grę? W tym przypadku okazało się to możliwe, wystarczył odpowiedni sposób perswazji, liczony w zielonych banknotach. Gdy w 2006 roku syn Miguela, William Rodriguez Orejuela, poszedł na układ z Amerykanami, wydał im listę ponad 60 posłów, urzędników najwyższego szczebla, sędziów, prokuratorów i oficerów policji, którzy znajdowali się w latach 80. i 90. na liście płac kartelu. Dzięki takim wpływom kartel z Cali mógł nawet bez przeszkód zmieniać kolumbijskie prawo, tak by chroniło interesy klanu. W 1991 roku kupiono w ten sposób na przykład ustawę zakazującą ekstradycji kolumbijskich obywateli do USA.

Najbogatsza organizacja przestępcza w historii

Kartel z Cali uważa się obecnie za najbogatszą organizację przestępczą w historii , chociaż majątek braci jest nieco trudniejszy do szacowania niż potwierdzone 30 mld dolarów, którymi swego czasu mógł poszczycić się Pablo Escobar. Warto przy okazji nadmienić, że niektórzy eksperci szacowali wręcz, że Pablo może dysponować „oszczędnościami” przekraczającymi 50 mld, czyli wyższymi niż łączna wartość majątków Billa Gatesa i Warrena Buffetta. Gilberto i Miguel mieli dodatkowo smykałkę do prania pieniędzy, przez co na nieświadomych osobach mogli robić wrażenie legalnie działających biznesmenów. Sposób ich działania był na tyle dopracowany, że biznes przetrwał nawet okres spędzony przez braci w więzieniu, w którym byli do 2004 roku, a o wpływach kartelu w Kolumbii mówi się także obecnie.

W jaki sposób bracia legalizowali fortunę w Kolumbii? Jak przystało na dżentelmenów interesów, należało dokonywać tego w banku. Kartel z Cali dysponował własnym – a przynajmniej znajdującym się na jego usługach. Banco de los Trabajadores to instytucja, w której członkowie kartelu zaciągali pożyczki. Bezzwrotne… Narkodolary wartkim strumieniem płynęły również do Panamy i innych państw, w których system bankowy był dość liberalny.

Do rodziny należało między innymi ponad 3200 biur, 1600 majątków ziemskich, 630 luksusowych mieszkań, 3500 sklepów oraz około 1000 barów i tyle samo parceli miejskich. Rodzina Rodríguez Orejuela oszczędności lokowała na rachunkach bankowych między innymi w Panamie i Wenezueli. Ciężko uwierzyć, że – podobnie jak w przypadku fortuny Escobara – banknoty nie były trzymane również w piwnicach i skrytkach, dlatego majątek kartelu z Cali jest trudny do oszacowania. Skoro w chwili największej świetności, według szacunków ekspertów, bracia kontrolowali około 80% rynku przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych, fortuna musiała być niewyobrażalna. O tym, jak powstała i była pomnażana, opowie wkrótce trzeci sezon kultowego już serialu „Narcos”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kartel z Cali, czyli jak rodziły się narko-fortuny