Każdy ma taką korupcję, na jaką sobie zasłużył

Kazimierz Krupa
29-07-2003, 00:00

To, jaki jest najstarszy zawód świata, wiedzą już nawet małoletnie dzieci — przede wszystkim dzięki telewizji. Z jego zdefiniowaniem są, co prawda, niejakie kłopoty prawne i każdy rozumie go na swój sposób, różnie do tego problemu podchodzi przede wszystkim ustawodawstwo, ale — generalnie — wiadomo o co chodzi. Mirosław Sekuła, prezes Najwyższej Izby Kontroli, podjął natomiast próbę zdefiniowana najstarszego obyczaju świata. I bez kłopotu wytypował korupcję. Samo określenie oczywiście ewoluowało i nazywało się różnie w różnych okresach czasowych i pod różnymi szerokościami geograficznymi, ale też wiadomo o co chodzi. Kopertówka, wyrazy i dowody wdzięczności, bakszysz — to najpopularniejsze określenia drogi na skróty.

Jakkolwiek by ją określić, korupcja istniała praktycznie od zawsze i wszędzie. Nie jest też czymś szczególnie oryginalnym w Polsce A.D. 2003. Kiedy jednak przestaje być wyjątkiem od reguły, a staje się regułą — jak stwierdził podczas debaty sejmowej Krzysztof Janik, minister spraw wewnętrznych i administracji — szybko spada tolerancja na jej istnienie, co zmusza służby państwowe do wzmożonego przeciwdziałania i zwalczania. Przedstawiona w Sejmie informacja rządu o przeciwdziałaniu właśnie i zwalczaniu korupcji nie napawa szczególnym optymizmem. „Walka z korupcją jest procesem długotrwałym, nie przynoszącym szybko efektownych zmian” — stwierdził minister Janik. Jeszcze bardziej pragmatyczny był prezes NIK, który stwierdził, że nie jest to pierwsza debata na ten temat, i z pewnością nie ostatnia.

Daleko bardziej interesujące jest porównanie korupcji made in Poland z tym zjawiskiem w innych krajach. Szczególnie chętnie porównujemy się do krajów rozwiniętych, więc i teraz pozostańmy przy tej grupie. Najpierw jeżeli chodzi o powszechność jej występowania. Wedle badań przeprowadzonych przez instytucje międzynarodowe, zjawisko korupcji utrzymuje się w Polsce już od kilku lat, na tym samym poziomie. Jednocześnie jednak, 12 lat temu, 70 proc. badanych dostrzegało w niej poważny problem, podczas gdy dwa lata temu już 90 proc. badanych. Poczucie zagrożenia korupcją jest w krajach rozwiniętych nawet kilkakrotnie niższe. Z czego to się bierze?

Jak się wydaje, przede wszystkim z charakteru korupcji. Policjantowi czy urzędnikowi magistrackiemu w Anglii czy Francji nijak nie opłaca się przyjęcie 100 euro łapówki za przymknięcie oka czy uchylenie drzwi. U nas właśnie na tych poziomach drobne łapówkarstwo jest najbardziej widoczne. To ono tworzy wrażenie o wszechobecności tego procederu. Ostatnio, jak zwykle dzięki prasie, dowiedzieliśmy się, że nawet przyjęcie dziecka do liceum może być okazją do wzięcia łapówki, że można i w takiej sprawie stworzyć swoisty cennik. I w tej dziedzinie zdecydowanie wyprzedzamy Europę.

W tyle jednak chyba pozostajemy w sprawie korupcji wielkiej. Wielu komentatorów międzynarodowych zgadza się, że Silvio Berlusconi, premier Włoch, gdyby dostał się w ręce sądów amerykańskich, mógłby z nich wyjść z wyrokiem około 1000 lat więzienia za przestępstwa skarbowe i łapówkarskie. A jest przecież premierem jednego z największych krajów w Europie. Na tych poziomach granica pomiędzy ryzykiem (kosztem) a korzyścią (przychodem) kształtuje się już zupełnie inaczej i więcej jest chętnych do podjęcia ryzyka. A wykrywalność, zapewne, mniejsza.

U nas, mimo pierwszych jaskółek, zwyczajnie tak wysokich łapówek, o jakich dopiero gotowi są rozmawiać najwięksi w biznesie europejskim, nikt nie chce wręczać. Bo i aż takich interesów, które by takie łapówki uzasadniały, nie da się w Polsce robić. A przynajmniej trudno. Ot, taką mamy korupcję, na jaką nas stać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Każdy ma taką korupcję, na jaką sobie zasłużył