Coraz więcej firm dzieli się zyskiem z akcjonariuszami, a przy obecnych cenach nietrudno znaleźć zarówno małe, jak i duże podmioty, dla których stopa dywidendy przekracza 5 proc. Nie dziwi więc, że fundusze chętnie sięgają po tego rodzaju walory. W czasie hossy spółki dywidendowe mogą, co prawda, rosnąć wolniej niż pozostałe firmy, ale na rynku niedźwiedzia traktowane są jako bezpieczniejsze, dlatego przeważnie tracą relatywnie mniej.
Wypłacana regularnie dywidenda pełni więc rolę premii w momentach zwyżek na giełdzie oraz pocieszyciela podczas spadków. Dotychczas jednak pozyskana w ten sposób gotówka była przez fundusze reinwestowana. KBC Beta Dywidendowy poszedł o krok dalej i ma zamiar wypłacać klientom co roku do 100 proc. dochodów osiągniętych od spółek w formie dywidendy, bez potrzeby umarzania jednostek uczestnictwa.
— O relatywnej sile spółek dywidendowych świadczy indeks WIG-Div, który od momentu powstania okazał się znacznie lepszy niż WIG. Trend ten powinien być zachowany. Poziom wycen polskich firm dywidendowych jest zbliżony do poziomu wycen największych spółek, ale wypłacane przez nie dywidendy są około 0,5 pkt. proc. wyższe — przekonuje Jarosław Antonik, członek zarządu KBC TFI.
KBC Beta Dywidendowy nie ma benchmarku (tzw. portfel wzorcowy), a dobór spółek będzie zależał od częstotliwości i wysokości wypłacanej dywidendy, płynności walorów, a także oczekiwanej stopy zwrotu. W portfelu znajdzie się miejsce zarówno na polskie firmy, jak i te notowane na rynku europejskim i amerykańskim. Minimalna kwota inwestycji to 10 tys. zł.