Powyższe wydzierki (tytuł i zakończenie tekstu) pochodzą z mojego komentarza w „PB” nr 183 z 20 września, odnoszącego się do sytuacji na Węgrzech. Upłynęło kilka dni, a tu autorska wizja stała się rzeczywistością. Za sprawą kapitalnej zagrywki kolegów z TVN, od wtorkowego wieczoru Polska ma własne taśmy prawdy. Nie wywołały one takiego oburzenia społecznego, jak wypowiedzi premiera Ferenca Gyurcsánya na Węgrzech, ale finał tego skandalu na razie przekracza wyobraźnię autorów.
Zszokowani politycy PiS przez całą noc przygotowywali kontratak i przystąpili do niego wczoraj od rana. Ich wysiłki sprowadzały się do przemalowywania czarnego na białe. Psychologia zna pojęcie tzw. mentalności złodzieja, który żałuje nie tego, że dokonał przestępstwa, lecz tego, że go złapano. I w takim duchu reagowali liderzy Prawa i Sprawiedliwości, szukając... inspiratorów nagrania rozmów w hotelowym pokoju Renaty Beger. Lejtmotywem kontrataku było obniżanie rangi propozycji składanych posłance przez sekretarza stanu Adama Lipińskiego, prawą rękę Jarosława Kaczyńskiego. W zasadzie wypada się zgodzić, że wygłaszał on niedorzeczności — zwłaszcza w odniesieniu do wydawania publicznych pieniędzy na wykup weksli posłów Samoobrony — ale przecież propozycja Lwa Rywina złożona Adamowi Michnikowi była jeszcze bardziej niedorzeczna!
W jednym jesteśmy z politykami PiS zgodni — podobnie przebiegają partyjne negocjacje na całym świecie. Po prostu politycy są grupą zawodową tak przesiąkniętą zakłamaniem, że publicznie nie udałoby się im osiągnąć żadnego porozumienia — wystarczy przypomnieć pierwsze spotkanie koalicyjne PiS z PO sprzed roku. Dotychczas jednak bracia Kaczyńscy stwarzali miraże, że stworzona przez nich partia jest cudownym bytem, wolnym od przypadłości całej klasy politycznej. Taśmy prawdy obaliły mit Prawa i Sprawiedliwości oraz świetlanej IV Rzeczypospolitej. A największą kompromitacją moralistów z PiS było podjęcie rozmów akurat z Renatą Beger — skazaną (na razie w pierwszej instancji) za fałszerstwa wyborcze!
Z wieczornego orędzia premiera Jarosława Kaczyńskiego do społeczeństwa wynika, że PiS będzie się trzymało przy władzy do ostatniej kropli rządowego potu. I ze względów konstytucyjnych może się tak trzymać bardzo długo, tylko powinno sobie bardzo uczciwie odpowiedzieć — po co?