Konieczne są reformy finansów publicznych

Tomasz Furman
13-08-2001, 00:00

Konieczne są reformy finansów publicznych

Nie dość, że kondycja krajowej gospodarki jest bardzo zła, to pojawiają się kolejne symptomy świadczące o jej pogorszeniu. Dynamika wzrostu gospodarczego drastycznie spada. Rząd nie uporał się jeszcze z kryzysem finansów publicznych w tym roku, a już wiadomo, że sytuacja przyszłorocznego budżetu może być jeszcze gorsza. Nastroje na rynku pogarszają wyniki finansowe za pierwsze półrocze, które w większości spółek okazały się po prostu słabe.

Efektem tego są oczywiście ciągle spadające kursy akcji i indeksów. Na dodatek widać już kolejne zagrożenia dla rozwijającego się rynku kapitałowego. Ogromny deficyt budżetowy w tym i w przyszłym roku trzeba będzie sfinansować. Przy braku sukcesów w prywatyzacji rząd zmuszony zostanie do znacznego zwiększenia emisji papierów skarbowych. By sprzedać wszystkie bony i obligacje, trzeba zapewnić dobrą stopę zwrotu. Inwestorzy więc zamiast lokować pieniądze na giełdzie, wybiorą bezpieczny i pewny zysk z papierów skarbowych.

— Gdyby była perspektywa na poprawę sytuacji makroekonomicznej, to w myśl zasady o dyskontowaniu przyszłości już dziś na warszawskiej giełdzie mielibyśmy wzrosty. Stan gospodarki jest jednak kiepski i wiele wskazuje na to, że szybko się nie poprawi — uważa Sławomir Gajewski, doradca inwestycyjny z Credit Suisse Asset Management (Polska).

Wśród wielu czynników decydujących obecnie o nie najlepszym postrzeganiu krajowej gospodarki są przede wszystkim te związane z finansami publicznymi i budżetem centralnym. Konsekwencją tego są dziś wysokie stopy procentowe. To z kolei oznacza, że pieniądz jest drogi. W gospodarce tworzą się zatory płatnicze.

— W przedsiębiorstwach wzrastają należności i zobowiązania. Prawie nikt nikomu nie płaci na czas. W związku z tym w wielu firmach rośnie ryzyko utraty płynności — twierdzi Sławomir Gajewski.

Jego zdaniem, odbija się to na jakości portfela kredytowego banków. W efekcie pojawiają się dodatkowe problemy dla całej gospodarki.

Fatalny stan finansów publicznych zmusza Radę Polityki Pieniężnej do utrzymywania wysokich stóp procentowych. Dlatego też potrzebne są dość radykalne reformy ograniczające skalę obecnych wydatków budżetowych. Te jednak stale rosną, do czego przyczyniła się niewątpliwie ostatnia powódź.

— Analitycy już kilka lat temu ostrzegali kolejne ekipy rządzące, że przychody z prywatyzacji kiedyś muszą się skończyć. Wtedy dzięki nim finansowano dużą część wydatków budżetowych. Teraz dochodów ze sprzedaży majątku państwowego nie ma lub bardzo trudno je uzyskać — mówi doradca inwestycyjny z Credit Suisse Asset Management (Polska).

Prywatyzacji nie sprzyja zresztą koniunktura panująca na rynkach światowych. Spadające ciągle kursy akcji na głównych giełdach zagranicznych uniemożliwiają zawieranie transakcji po cenach satysfakcjonujących Skarb Państwa. Z drugiej strony, zapisane w budżecie wydatki nie do końca są sprecyzowane.

— Około 20 proc. wydatków zapisanych jest w kategorii „różne”. Trudno zatem powiedzieć, na co są one przeznaczone i czy aby na pewno są konieczne — dodaje Sławomir Gajewski. W jego opinii zapewne można zmniejszyć również część tzw. wydatków sztywnych. Konieczna jest jednak reforma finansów publicznych. Bez niej polska gospodarka może znaleźć się w poważnych tarapatach.

Rządowi nie pomaga także spowolnienie wzrostu PKB. Co gorsza, nie widać przesłanek do zmiany tego trendu, głównie z powodu warunków zewnętrznych. Analitycy oczekują pogorszenia sytuacji na świecie, przede wszystkim za sprawą gospodarki Stanów Zjednoczonych.

— W USA decydujący wpływ na wzrost gospodarczy mają konsumenci. To właśnie dzięki nim i popytowi wewnętrznemu dokonują się zmiany w gospodarce. Tymczasem dziesięć lat życia na kredyt, przy coraz bardziej prawdopodobnym wzroście bezrobocia, musi mieć bardzo zły wpływ na PKB — uważa specjalista Credit Suisse Asset Management (Polska).

Trudno także liczyć na ożywienie w gospodarce Eurolandu. Problemy wewnętrzne, jakie przeżywa dziś Unia, jeszcze długo mogą hamować wzrost w regionie, a w konsekwencji również i w Polsce. Recesja na rynkach zewnętrznych niewątpliwie nie pomoże przedsiębiorcom więcej eksportować, co przy problemach ze zbytem na rynku wewnętrznym może oznaczać także recesję w kraju.

Odzwierciedleniem złej kondycji gospodarki polskiej są nie najlepsze wyniki finansowe za drugi kwartał 2001 roku publikowane przez spółki. Ze względu na brak przesłanek na ożywienie w następnych okresach sprawozdawczych będą one zapewne jeszcze gorsze. W tej sytuacji dla przedsiębiorstw najważniejszą kwestią staje się przetrwanie na rynku.

— Spółki, które skutecznie przeprowadziły trudny proces restrukturyzacji, mają większe szanse na przetrwanie recesji. Pozostałe, zwłaszcza źle zarządzane i nieefektywne, prawdopodobnie upadną — twierdzi Sławomir Gajewski.

Nagromadzenie się wielu negatywnych czynników zarówno tych o charakterze makroekonomicznym, jak i dotyczących poszczególnych branż czy nawet spółek, nie może zachęcać inwestorów do kupowania akcji na warszawskiej giełdzie.

— Generalnie, ze względu na wiele zagrożeń i znaczne ryzyko poniesienia straty, inwestorzy powinni bardzo ostrożnie podchodzić do nabywania akcji na GPW. Są tu oczywiście wyjątki, zwłaszcza związane z pojedynczymi spółkami, na których sygnały do kupna może dać analiza fundamentalna, techniczna czy też psychologiczna — mówi specjalista z CS AM.

Ostatnia z wymienionych analiz może nawet sugerować, że koniec bessy jest bliski. Pesymizm inwestorów, zniechęcenie do giełdy, brak dobrych informacji i nagromadzenie się złych, to sygnały mogące świadczyć o tym, że dno jest już blisko. Po jego osiągnięciu kursy papierów wartościowych powinny być już tylko wyższe. Na razie jednak zdecydowana większość czynników przemawia za dalszymi przecenami.

— Co najmniej do końca 2001 roku na warszawskiej giełdzie może być kontynuowany trend spadkowy, chociaż z drugiej strony jego skala nie powinna być już tak duża. Wydaje się, że większość spółek wycenianych jest już na bardzo niskich poziomach i wiele negatywnych informacji zostało zdyskontowanych — uważa Sławomir Gajewski.

Nie wyklucza to jednak dużych wahań kursów w skali kilku sesji. Sytuacje takie będą miały miejsce zwłaszcza przed samymi wyborami i zaraz po nich, gdy będzie formowany nowy rząd i pojawią się zapowiedzi polityki gospodarczej. Do większej aktywności mogą zachęcać inwestorów także czynniki o charakterze niefundamentalnym. Chodzi tu m.in. o zapowiadane od dawna duże prywatyzacje, a dotyczące takich spółek, jak: Telekomunikacja Polska, PKN Orlen czy PZU.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Furman

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Konieczne są reformy finansów publicznych