„Korona nie będzie drugim frankiem”

opublikowano: 30-03-2017, 22:09
aktualizacja: 30-03-2017, 22:11

Przed ryzykiem związanym z kupowaniem czeskiej korony ostrzega tamtejszy bank centralny oraz zarządzający funduszami hedgingowymi George Papamarkakis.

W czwartek korona czeska osłabiła się do euro o 0,4 proc., do 27,15 CZK za wspólną walutę. Choć na pierwszy rzut oka to niewielkie drgnięcie, to jednak przy obowiązywaniu nad Wełtawą minimalnego kursu wymiany euro i tak było ono największe od półtora roku. Stał za nim prezes banku centralnego Jiri Rusnok. Na konferencji po zakończonym w czwartek posiedzeniu zapewnił, że parytet pozostanie, jednak nie powiedział do kiedy (było to ostatnie posiedzenie przed upłynięciem terminu, do którego wcześniej bank formalnie zobowiązał się go utrzymywać). To oznacza znaczną niepewność dla inwestorów, którzy pamiętając jak rezygnacja z parytetu do euro wpłynęła na szwajcarskiego franka, ulokowali w czeskich aktywach rekordowe 50-60 mld EUR.

- Jest jasne, że parytet zostanie wkrótce zniesiony. Od jakiegoś czasu zapowiadaliśmy, że stanie się to na majowym posiedzeniu banku centralnego i powoli staje się to przeważającym na rynku poglądem – oceniał w nocie analitycznej Liam Carson, ekonomista ośrodka Capital Economics na rynki wschodzące Europy.

Aby nie pozwolić koronie na umocnienie większe, niż wynika z parytetu, bank Czech w cztery lata skupił w ramach interwencji 48 mld EUR. Choć główna przyczyna interwencji, czyli deflacja, ustąpiła (w lutym inflacja konsumentów wzrosła do 2,5 proc., najwięcej od czterech lat i powyżej celu), to jednak Jiri Rusnok zapowiedział, że bank jest nadal gotowy na nieograniczone interwencje. Prezes instytucji ostrzegł także obstawiających koniec powiązania korony z euro inwestorów przed ryzykiem związanym z łączną wielkością tych zwróconych w jedną stronę pozycji. Nawet w przypadku rychłej rezygnacji przez bank Czech z parytetu korona może nie powtórzyć 20-procentowego skoku franka z 15 stycznia 2015 r., ostrzega George Papamarkakis z towarzystwa North Asset Management.

- Ludzie porównują koronę do franka, ale to nie jest właściwy przykład. Prawdopodobieństwo gwałtownego umocnienia jest bardzo niewielkie. Pytaniem, jakie każdy powinien sobie zadać, jest to, jak zamknie tą pozycję, skoro realna gospodarka jest zbyt mała, by zapewnić drugą stronę transakcji – zauważał w rozmowie z Bloombergiem główny zarządzający North AM.

Czeska gospodarka jest czterokrotnie mniejsza od szwajcarskiej, a dodatkowo Szwajcaria dysponuje rynkiem akcji o 60-krotnie większej kapitalizacji oraz ogromnym sektorem finansowym. Między innymi z tego powodu Nomura Holdings oczekuje do końca roku zaledwie 3,3-procentowego umocnienia korony do euro (bardziej odważny jest Commerzbank, który zapowiada 8-procentową zwyżkę). Jednak już rynek terminowy zakłada jedynie 1,1-procentowe umocnienie korony w horyzoncie 12-miesięcznym.

- Nie widzę nikogo, kto mógłby kupować koronę i odebrać tak wielką podaż, jak wynika z wielkości długich pozycji spekulacyjnych – ostrzegał George Papamarkakis.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski, Bloomberg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy