Kryzys zmusił nas do cięższej pracy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 25-11-2009, 00:00

Nasi pracodawcy najbardziej brutalnie z krajów UE obeszli się z pracownikami. Ale gospodarka korzysta.

Wydajność rośnie w Polsce najszybciej w Europie

Nasi pracodawcy najbardziej brutalnie z krajów UE obeszli się z pracownikami. Ale gospodarka korzysta.

Polska jest absolutnym liderem pod względem wzrostu wydajności pracy w Unii Europejskiej. Jak prognozuje Komisja Europejska, między 2009 a 2011 r. produktywność naszych pracowników wzrośnie o 8,1 proc. Porównywalny wynik ma tylko Hiszpania — 6,1 proc. Średnia unijna to zaledwie 1,4 proc. Z punktu widzenia gospodarki to jeszcze jeden przykład tego, jak wygrywamy na kryzysie.

Pogoń za peletonem

Wydajność pracy jest w pewnym sensie barometrem zaawansowania rozwoju gospodarek.

— To przede wszystkim stopień tzw. uzbrojenia miejsc pracy, czyli po prostu stopień innowacyjności maszyn, na których pracujemy. Ponadto wydajność jest miernikiem jakości kapitału ludzkiego. Im lepiej przygotowany do pracy jest pracownik, tym jest wydajniejszy —tłumaczy Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

Niestety, do niedawna z naszą wydajnością nie było najlepiej. Przed wybuchem kryzysu byliśmy regionalnym średniakiem. Zdecydowanie bardziej wydajni od nas byli Słowacy, Czesi i Węgrzy. Porównywalną produktywnością mogli pochwalić się Estończycy i Litwini. Do średniej unijnej było nam bardzo daleko — w 2008 r. nasza wydajność była o 37 proc. niższa niż w całej wspólnocie.

Kryzys jednak mocno przetasuje ten ranking. Jeśli sprawdzi się prognoza KE, w 2011 r. powinniśmy wyprzedzić Estończyków i Węgrów, a może nawet przeskoczyć Czechów i znacznie nadrobić dystans do Słowaków. Odległość do średniej UE powinna stopnieć do 30 proc.

— To przede wszystkim zasługa tego, że udało nam się uniknąć recesji, a inne kraje naszego regionu są w niej głęboko zanurzone — mówi Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.

Wydajność gospodarki jest bowiem liczona jako relacja PKB do zatrudnienia. Jeśli w Polsce PKB rośnie w 2009 r. o ponad 1 proc., a zatrudnienie spada o 2 proc., to wydajność pracy musi rosnąć. Na Słowacji PKB kurczy się o prawie 6 proc., a zatrudnienie tylko o 2 proc. — wydajność więc spada.

— We wszystkich krajach regionu oprócz Polski spadek PKB jest większy niż spadek zatrudnienia. Czyli do wykonania pewnej pracy zaangażowanych jest więcej osób niż przed kryzysem. Efektywność jednego pracownika jest coraz niższa — tłumaczy Jacek Wiśniewski.

Ostro, ale skutecznie

Polscy pracodawcy na tle kolegów z regionu reagują więc na kryzys dość brutalnie wobec pracowników. W skali makro —pozbywali się ich bardziej, niż wymagała tego sytuacja gospodarcza. Z punktu widzenia pracownika wzrost wydajności jest więc zjawiskiem przykrym, co zresztą objawia się rosnącym bezrobociem. Ekonomiści twierdzą jednak, że dla gospodarki wyższa produktywność to zastrzyk adrenaliny.

— Im większa wydajność polskich firm, tym większa ich konkurencyjność na świecie. Jeśli pracownik jest bardziej efektywny, to koszt wyprodukowania jakiegoś dobra jest niższy. To w dłuższym okresie pomoże nam dogonić bogatsze gospodarki Europy — tłumaczy Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Tym bardziej że mamy jeszcze spore rezerwy, aby dalej podnosić wydajność.

— Mamy jeszcze wiele firm do sprywatyzowania. Każde przejęcie przez prywatnego inwestora wiąże się z działaniami restrukturyzacyjnymi. Takiej rezerwy wiele krajów nie ma — mówi Jarosław Janecki.

Ponadto gonienie bogatszych to naturalne zjawisko w gospodarce.

— W dłuższym okresie konwergencja wewnątrz Unii musi postępować — zapewnia Jakub Borowski.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu