Laluś ma sposób na stopę zwrotu

Nie trzeba mieć wypielęgnowanych dłoni, żeby przebierać w damskich torebkach — również w tych, które drożeją 14,2 proc. rocznie

W skórze strusia i w odcieniu pudrowego różu za 36 tys. USD (152 tys. zł), czarna w lakierowanej skórze nilowego krokodyla za 53,5 tys. USD (225 tys. zł), a jak ma być turkus na wysoki połysk i krokodyl różańcowy — to już 75 tys. USD (316 tys. zł). Żadna nie jest nowa, a czarna ma nawet ponad dekadę — trudno, inwestorów interesuje bardziej to, że płacąc wymienione stawki w domu aukcyjnym, nie muszą figurować latami na liście oczekujących u producenta. Nie mają cierpliwości, bo birkin — po prostu model torebki ze słabo widocznym logo Hermès — potrafi drożeć kilkanaście procent rocznie.

KAPITAŁ W TORBIE:
Zobacz więcej

KAPITAŁ W TORBIE:

Model Birkin jest pojemny pod wieloma względami, bo w przykładowej wersji z lakierowanej skóry nilowego krokodyla można ulokować nawet 53,5 tys. USD (225 tys. zł).

Torbą w spółki

Przykładowe modele ze strusiej i krokodylej skóry to tylko jedne z wielu takich aktywów sprzedawanych regularnie inwestorom obu płci przez Christie’s — w różnych stopniach połysku i kolorach od stonowanych po radośnie cukierkowe. Na niektóre z nich wystarczy kilka tysięcy dolarów, ale na aukcjach trafiają się też takie wersje, jak chociażby ta z matowej skóry gatunku przypominającego salamandrę z zapięciem z białego złota i diamentów, za które płaci się nawet powyżej 300 tys. USD (1,26 mln zł). Zgodnie z obliczeniami, na które powołuje się „The Guardian”, warto, bo najgorszy roczny wynik w latach 1980-2005 wyniósł dla torebek birkin 2,1 proc., a dla S&P 500 prawie minus 37 proc. Mając to na uwadze, można się spodziewać, że cena za nową musi być nieprawdopodobniewysoka, tymczasem średnio podaje się próg 60 tys. USD (253 tys. zł), bo Hermès dawno już wymierzył w nabywców dosyć nietypową strategię. Analizy Exane BNP Paribas wskazują, że średni koszt wyprodukowania podstawowej wersji modelu to 800 USD (3,4 tys. zł), natomiast z wyników aukcji wyraźnie wynika, że producent mógłby sobie pozwolić na podwyżkę, i to w niektórych przypadkach znaczącą. Na podstawie tych danych „The Economist” wysnuwa stwierdzenie, że torebka birkin jest więc typowym dobrem Velbena (na które popyt rośnie wraz ze wzrostem ceny) właściwie tylko po to, żeby zaraz się z tego wycofać. Teoria o tzw. konsumpcji na pokaz zakładałaby przecież i podwyższenie ceny przez producenta, i możliwość popisania się przed resztą społeczeństwa markowym, z daleka widocznym logo. Elegantka z torbą, na której lśnią wielkie litery Gucci, osiągnie ten efekt, ale kto rozpozna jakiś nierzucający się w oczy model, który w dodatku coraz częściej kupuje się wyłącznie po to, żeby go ze sobą nie nosić?

Aktywa klasy H

Wraz z katalogami damskich akcesoriów dom aukcyjny Christie’s publikuje mnóstwo porad dotyczących przechowywania świeżo nabytego dobra — w kupowaniu torebek nie chodzi przecież o to, żeby upychać w nich dokumenty i wiecznie rozlewające się kosmetyki, tylko żeby zachowywać je w jak najdoskonalszym stanie do następnej odsprzedaży. Popyt jest wiecznie niezaspokojony, a w związku z koniecznością oczekiwania w kolejce u producenta inwestorzy nie martwią się też o nagły wzrost podaży. Hermès postawił na strategię, która nie jest pozbawiona sensu, bo ograniczając dostępność nie ceną, ale ilością, zapewnia sobie stałą sprzedaż również w warunkach popytu nadszarpniętego jakimś ciężkim gospodarczym kryzysem. „The Economist” wskazuje, że głównym źródłem dochodu firmy nie są jednak inwestycyjne torebki, dlatego że w związku z ich rozsławioną niedostępnością klienci zaspokajają głód emblematu z literą H, lokując kapitał w zupełnie nieinwestycyjnych portfelach, paskach, bransoletkach czy plażowych ręcznikach. Na parterze, gdzie sprzedawane są drogie, ale dostępne od razu akcesoria, może być nawet niewielki tłok, ale na piętrze wisieć ma w powietrzu historia, w której Jane Birkin wsiada w Paryżu do samolotu, którym lecieć ma też dyrektor Hermèsa. Z niedopasowanej jeszcze torebki ma jej się wszystko wysypać, a zdarzenie ma w przedstawicielu firmy zaszczepić myśl o stworzeniu bardziej pojemnego modelu — do tak nieskazitelnej sceny nie pasuje przecież agresywne zawyżanie ceny. Taka sprytnie przemyślana skromność jest pod wieloma względami również w interesie inwestora, bo gdyby Hermès podwyższył stawkę, zyskałby w krótkim terminie, ale w długim podobno straciłaby zainteresowanie szykownych paryżanek. A wraz z nim, popyt wszystkich kobiet, które chcą być do nich podobne — a na samym końcu też inwestorów, których ani historia Jane Birkin, ani pudrowy róż prawdopodobnie nie obchodzą, choć tego akurat nigdy do końca nie wiadomo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Laluś ma sposób na stopę zwrotu