Łapanie noży to sztuka dla giełdowych wyjadaczy

Wykorzystywanie przeceny do zakupów to recepta na sukces, ale częściej gotowy przepis na bankructwo. Jak uniknąć pułapek?

Inwestorzy często odczytują nagłe załamanie kursu akcji jako świetną okazję do tanich zakupów. Pomyśl dwa razy, zanim pójdziesz tą drogą. Jeżeli nadzieje na odbicie nie są poparte solidną analizą, to taka strategia może być początkiem poważnych tarapatów. Przypominają o tym wyniki giełdowych spółek z ostatnich miesięcy. Od szczytu hossy na szerokim rynku (czyli nie tylko w gronie największych spółek) 104 emitentów straciło ponad połowę wartości. Za każdą z tych przecen stoją dotkliwe straty dziesiątek inwestorów, którzy nieskutecznie próbowali łapać dno spadków.

Ta gra nie popłaca

Jeden z mogących służyć za przestrogę przykładów to akcje Bomi. Po wynikach za trzeci kwartał 2010 r. pięć dni wystarczyło, by kurs załamał się o 42 proc. Choć spółka zapowiedziała, że na koniec roku zamiast zysku będzie miała 102 mln zł straty, na inwestorskich forach zaroiło się od uspokajających komentarzy. Chętni do „łapania spadającego noża” znaleźli się błyskawicznie.

— Nie rozumiem tej paniki, spółka nie bankrutuje, zawiązuje rezerwy, przeprowadza restrukturyzację — komentował jeden z drobnych akcjonariuszy. Inwestorzy i analitycy zaczęli w fatalnych informacjach dostrzegać wręcz pozytywne strony.

— Inwestorzy mogą zacząć grać pod ogłoszenie strategii, która pozwoliłaby spółce wyjść z problemów — komentowała wtedy na łamach „PB” Renata Miś, analityk AmerBrokers. Tak też się stało. Po pięciodniowej przecenie kurs w jeden dzień skoczył aż o 19 proc. Odrobienie niemal całości strat potrwało niespełna dwa miesiące. Jak się jednak okazało po kilkunastu miesiącach, wcale nie była to niepowtarzalna okazja, by kupić tanio, ale raczej ostatnia szansa, by sprzedać drogo. Od szczytu odbicia z pierwszych sesji 2011 r. wartość akcji spadła o 90 proc. Równie dużych strat nie przyniosły papiery żadnej innej spółki należącej w całym tym okresie do WIG. Czy to oznacza, że strategia łapania spadających noży musi oznaczać niechybne straty? Niekoniecznie. Postanowiliśmy sprawdzić, co do powiedzenia na ten tematmają światowej klasy specjaliści od wyceny spółek. Zajrzeliśmy na bloga guru amerykańskich inwestorów, profesora nowojorskiego uniwersytetu Aswatha Damodarana. Lekcja jest jedna: aby się nie pokaleczyć, trzeba wiedzieć, które noże łapać, a którym pozwolić spadać dalej.

— Rzadko akcje pojedynczej spółki lecą na łeb na szyję zupełnie bez powodu. Jeżeli przecena odzwierciedla długoterminowe problemy przedsiębiorstwa, to jego sytuacja może być bez wyjścia — pisze Aswath Damodaran.

Gdzie szukać szansy

Szanse na odbicie mają nawet spółki borykające się z poważnymi problemami strukturalnymi lub operacyjnymi. Przykładom spółek, których notowania od miesięcy nieprzerwanie idą w dół, towarzyszą przykłady spektakularnych odbić. W tym roku na wyraźnych plusach są notowania wielkich przegranych 2011 r.: Intersportu, Foty czy Yawalu. Za wcześnie jednak mówić, że to trwała tendencja. Dlaczego? — Podstawowym warunkiem jest, by zarząd nie zaprzeczał, że firma jest w trudnej sytuacji. Musi powstać realistyczny plan restrukturyzacji przedsiębiorstwa — ocenia Aswath Damodaran. Przykład? Odmienić los chylącego się ku upadkowi przedsiębiorstwa udało się Steve’owi Jobsowi, charyzmatycznemu prezesowi Apple’a. Na GPW w ostatnich latach przykładem sukcesu był Relpol. Dzięki odchudzeniu grupy kapitałowej w ubiegłym roku emitent wyszedł na plus. Mimo giełdowych spadków notowania producenta przekaźników są o 26 proc. wyżej niż rok temu.

Strategia to podstawa

W jakich okolicznościach możemy liczyć, że szczęście się odwróci? To zależy przede wszystkim od tego, czy problem spółki jest jednorazowy (opcje walutowe sprzed trzech lat), czy wręcz przeciwnie — stale powraca (słaby marketing wielu mniejszych giełdowych spółek odzieżowych). O ile w pierwszej sytuacji szanse wyjścia na prostą są duże, to w drugim może to być o wiele trudniejsze. Niestety, niewiele wskazuje, by drobne firmy odzieżowe miały szanse przeciwstawić się konkurentom dysponującym korzyściami skali. To, czy znalezienie rozwiązania problemu będzie możliwe, często zależy od tego, czy jest on związany z czynnikiem zewnętrznym, czy wewnętrznym. To stawia w trudnej sytuacji giełdowych deweloperów. Ich problemem są wysokie stopy, utrudniające klientom kupno nieruchomości. Niestety, od samych spółek niewiele zależy. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na zarządzie. Jeżeli mamy wrażenie, że władze spółki nie mają spójnego planu, lepiej od takich akcji trzymać się z daleka.

Z większym sceptycyzmem należy podchodzić do emitentów zmagających się z problemami, których rozwiązanie zwykle wymaga czasu. O ile spółka, która ma za duży balast zadłużenia, może szybko przejść restrukturyzację, o tyle niedostosowanie oferty produktów do potrzeb konsumentów może okazać się przeszkodą nie do przeskoczenia. Czas na działania naprawcze może by się znalazł w czasach dobrej koniunktury. W czasie kryzysu często się jednak okazuje, że kredytodawcy czekać nie chcą.

Zanim zdecydujemy się na kupowanie akcji przecenionych spółek, lepiej być pewnym, że ich sytuacja nie zmierza w niekorzystną stronę. To ważne, bo szanse są przeciwko nam. Papiery emitentów przecenionych w ubiegłym roku o przynajmniej 50 proc. przyniosły w ciągu pierwszych niespełna sześciu miesięcy tego roku zyski sięgające przeciętnie 1,8 proc. W tym samym czasie akcje przedsiębiorstw, które 2011 r. zamknęły na plusie, dały zarobić blisko czterokrotnie więcej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Łapanie noży to sztuka dla giełdowych wyjadaczy