Lobbyści ruszą do ataku

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2006-09-06 00:00

Za miesiąc do Sejmu trafią zmiany w prawie telekomunikacyjnym. Znów będzie gorąco.

Ministerstwo Transportu kończy prace nad nowelizacją prawa telekomunikacyjnego. To kluczowa ustawa dla firm z branży, których łączne przychody przekraczają rocznie 50 mld zł.

— Najpóźniej w poniedziałek projekt ustawy pójdzie do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji środowiskowych — mówi Elżbieta Borkowska, zastępca dyrektora Departamentu Telekomunikacyjnego Ministerstwa Transportu.

Rada Ministrów powinna zająć się projektem w październiku i najwcześniej pod koniec tego miesiąca trafi on do Sejmu.

Staną na głowie

Projekt nowelizacji prawa telekomunikacyjnego wzbudził potężne emocje w Sejmie poprzedniej kadencji i prace nad nim trwały bardzo długo. Prasa ukuła nawet termin „partia TP SA”, określający grupę posłów, którzy próbowali wprowadzić do ustawy zapisy korzystne dla Telekomunikacji Polskiej (TP). Obecna nowelizacja również ma kilka kontrowersyjnych zapisów, m.in. wzmacnia kompetencje prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE). Dlatego również tym razem atmosfera debaty może być gorąca.

— Rynek telekomunikacyjny jest dość mocno regulowany. Na pewno operatorzy staną na głowie, by ostateczna wersja ustawy była dla nich jak najbardziej korzystna — twierdzi Dorota Puchlew, analityk Bankowego Domu Maklerskiego PKO BP.

Linia podziału dyskusji przebiega zwykle wzdłuż opcji: operatorzy o dominującej pozycji, czyli Telekomunikacja Polska, i operatorzy telefonii komórkowej kontra operatorzy alternatywni.

— Przy pracach nad ustawą zmierzą się różne grupy interesów — na pewno znajdą się operatorzy, którym nie spodobają się zapisy. Niekoniecznie będą to duże firmy, bo na przykład obowiązki na rzecz obronności mogą kontestować również mniejsi operatorzy — mówi Jaromir Łaciński, wiceprezes ds. regulacji GTS Energis.

Przypomnijmy, że podczas poprzedniej nowelizacji ustawy ostre kontrowersje wzbudził zapis o retencji danych — posłowie chcieli wydłużyć konieczność ich przechowywania przez operatorów do 10 lat.

Jak to policzą

W obecnym projekcie ustawy największe kontrowersje wzbudzi wzmocnienie kompetencji prezesa UKE.

— Unijny regulator, w przeciwieństwie do naszego, stara się zmniejszyć swoje wpływy. Ścieżka unijna nam się podoba, bo teraz jesteśmy uzależnieni od decyzji trzeciej strony, nie do końca ekonomicznie uzasadnionych. Jak firma ma ustalać sobie biznesplan, skoro w ciągu roku zmieniają jej stawki? — pyta Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Można się też spodziewać sporu dotyczącego sposobu ustalania stawek międzyoperatorskich. Nowelizacja ustawy zatwierdza ostatnią praktykę regulatora, który wylicza stawki na podstawie analizy porównawczej z innymi krajami europejskimi. Tego typu operacja była mocno kontestowana przez TP, która uważała, że stawki powinny być oparte na kosztach. Jednak problem leży w tym, że ostatni audyt Ernst & Young nie może być podstawą do wyliczania kosztów, a UKE twierdzi, że koszty wyliczane przez TP są zawyżone.

— Raport audytora pokazuje, że metoda kalkulacji kosztowej nie istnieje — mówi Eugeniusz Gaca z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Dorzucą trzy grosze

Co ciekawe — Antoni Mężydło, poseł Prawa i Sprawiedliwości, nie przewiduje większych kontrowersji.

— Nie ma już w Sejmie „partii TP SA”, a atmosfera dotycząca telekomunikacji jest dość korzystna, więc nie spodziewam się specjalnych opóźnień w pracach nad ustawą — przekonuje Antoni Mężydło.

Ale także on chce włożyć kij w mrowisko. Zapowiada bowiem zgłoszenie kontrowersyjnej poprawki nakazującej operatorom wpłacenie kary na specjalne konto natychmiast po nałożeniu jej przez UKE. Operatorzy, którzy teraz odwołują się od kar i odczuwają ich skutki finansowe dopiero po kilku latach, nie są zadowoleni z tego pomysłu.

Możesz zainteresować się również: