Łowcy foreksowych jeleni

Nowe prawo — i to już uchwalone, i to dopiero proponowane — ma zakończyć złotą erę nielegalnie działających w Polsce brokerów foreksowych. Taką nadzieję ma Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), która przestrzegała przed szemranymi firmami inwestycyjnymi już w 2013 r. Do dziś nie zmieniło się nic.

Rzecznik Finansowy napisał poradnik dla pokrzywdzonych klientów, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) czeka na ich zawiadomienia. Wtedy zajmie się sprawą, choć te, które ma w agendzie, raczej nie zakończą się po myśli pokrzywdzonych. Kilka tygodni temu prokuratura aresztowała jednego z właścicieli firmy foreksowej, napiętnowanej wcześniej przez KNF. W chwili jego zatrzymania pokrzywdzonych było 100 klientów na kwotę 4 mln zł. Dziś jest ich 113, a kwota urosła o 350 tys. zł. Sprawa jest rozwojowa. Mecenas Patryk Przeździecki, który wyspecjalizował się w pomocy prawnej osobom, które zostały oszukane na foreksie, szacuje, że firma miała 1000 klientów, którzy zainwestowali 12 mln zł. Ile pieniędzy wyłudzili nielegalni brokerzy przez 10 lat trwania tego procederu? Ilu ich jest? To wiedzą tylko „ogoleni frajerzy”, czyli klienci, którzy dali się wciągnąć w nieczystą grę. My wiemy, jak działają. To wystarczy, żeby się przed nimi ustrzec.

— Znalazłabyś chwilę. Chciałbym ci coś opowiedzieć — głos znajomego w telefonie nie brzmiał wesoło. — Co się stało? — Oszukali mnie. — Kto? — Diler, broker, nie wiem. Wszystko ci opowiem. Straciłem wszystkie oszczędności.

— Dzień dobry, Panie Marcinie. Jak się pan ma? — wesoły głos zagadywał w słuchawce.

— Znakomicie, a kto pyta?

— Chciałbym zaproponować panu inwestycje. Bardzo dobre, opłacalne. Warto. Wszystko panu wytłumaczę. Zna pan trochę foreks? — optymistyczny ton przebijał się przez gwar w biurze mojego rozmówcy.

— Dziękuję, nie jestem zainteresowany.

— Nie rozumiem pana, przecież to okazja. Forex nie jest trudny, każdy mój klient zarabia — ostatnio na debiucie akcji spółki XYZ. Nie jakieś wielkie pieniądze, ale 10 proc. miesięcznie mogę zagwarantować. Bazujemy na świetnych rekomendacjach. Wchodzimy tylko w pewne transakcje. Tak, są takie. Nie musi pan przecież inwestować wielkich kwot. Proszę spróbować.

— Dziękuję…

— Porozmawiajmy. Jakie są pana marzenia? Nie chciałby pan zmienić samochodu? Pojechać na wakacje? — …

Miłe złego początki

Obie rozmowy dzielił zaledwie jeden dzień. Przypadek. Pierwsza zdaje się też być najczęstszą konsekwencją kontynuowania drugiej. Sprawa szemranej, choć z pozoru bardzo profesjonalnej, działalności firm podających się za inwestycyjne nie jest nowa. W ubiegłym roku sposób ich funkcjonowania znakomicie opisał dziennikarz money.pl, który na krótko zatrudnił się w jednej z nich. Wówczas powstało znamienne określenie „frajerów”, czyli osób, które nic nie wiedząc o inwestycjach, decydują się skorzystać z takich usług. Proceder trwa już 10 lat, najpierw na niewielką skalę. Dziś o szacunki nikt nie chce się pokusić. Najczęściej zamiast liczb rozmówcy używają jednego słowa: plaga.

— Przecież w sieci łatwo znaleźć ostrzeżenia internautów przed konkretnymi firmami. Ostrzeżeń nie brakuje, wystarczy poczytać w internecie, zajrzeć na stronę KNF z ostrzeżeniami albo po prostu — pomyśleć. — Tak, tak, teraz to już wszystko wiem. Poszperałem w necie, poczytałem, porozmawiałem i wiem. Wierz mi jednak, że jestem modelowym przykładem osoby wciągniętej w ten proceder. To trwa, cały czas. Mimo, że wszystko jest w sieci — mówi znajomy.

Po pierwszym telefonie najczęściej po kilku dniach jest drugi, a potem kolejny. Oszuści korzystają z profilowanych baz danych. Skąd je mają — nie wiadomo. Kuszą obietnicą profesjonalnej pomocy, zyskami, może nie ogromnymi, ale znacząco większymi od lokat bankowych. Wyraźna odmowa skorzystania z ich usług nie przeszkadza w kolejnych telefonach. Zablokowanie numeru nie pomaga, dzwonią z innego. W sieci bez problemu można znaleźć numery telefonów firm uznanych za podejrzane. Po którymś telefonie nagabywana „ofiara” pęka i zakłada rachunek. Wpłaca pieniądze.

— Dzwoni opiekun i mówi: kup złoto, kup jeny, kup coś tam. Sprzedaj, kup i tak w kółko. Czasami dzwoni rano i śmiejąc się, pyta: jak można spać, kiedy rynek się kręci i można już zarabiać, pobudka! Zaczyna cię wciągać. Nie zarabiasz na każdej transakcji, ale zarabiasz. Dostajesz rekomendacje, czasami profesjonalne opracowania poważnych instytucji, raporty. Ufasz. Wpłacasz coraz więcej pieniędzy — mówi mój rozmówca.

— Chciwość.

— Wpłacasz coraz więcej pieniędzy i nagle zaczyna się sypać. Doradca zaczyna mylić się częściej niż wcześniej. Zaczynasz tracić, a ponieważ korzystasz z ogromnego lewaru wszystko dzieje się błyskawicznie. Jak depozyt się kurczy, pojawiają się telefony o dopłatę. Dopłacasz, bo nie chcesz stracić wszystkiego. Koło się zamyka. Znowu tracisz. Wszystko — mówi.

— Klienci łowców frajerów skazani są na przegraną. Wszyscy. Tak to po prostu działa — mówi mecenas Patryk Przeździecki.

Przez pierwsze tygodnie, miesiące doradca koncentruje się na pomocy. Zachęca, przeprowadza zyskowne transakcje. Zdarzają się m.in. okresowe promocje — dopłaty do rachunku za wpłatę konkretnej kwoty. Sięgają nawet 50 proc. Kiedy doradca uzna, że nie ma szans na więcej pieniędzy, przystępuje do operacji odwrotnej.

— Zwalasz odpowiedzialność na „doradcę”. Nie ty jesteś winien, tylko on. — Jak się okazało, firma, w której miałem rachunek, była tak zwanym „market makerem”, czyli grałem z nimi, a nie z rynkiem. Moja strata to ich zysk. Tego nikt mi nigdy nie powiedział. W takiej sytuacji ich doradzanie jest z gruntu fałszywe. W ich interesie jest moja strata — mówi mój rozmówca.

Zysk, czyli strata

Operacja pod hasłem „golenie frajera” (terminologia zaczerpnięta z branżowego slangu) może składać się z kilku elementów. Najłatwiej zachęcić klienta do zawarcia dużej liczby transakcji, aby maksymalnie zwiększyć lewar i zwiększyć podatność portfela na zmiany cen. Operację ułatwia fakt, że wszystkie transakcje zawierane są z ogromnym lewarem.

— To tak zwane „załadowanie klienta pod korek”, jak się mówi w tym środowisku. Najpopularniejsze rozwiązanie. Jedno wahnięcie i pieniędzy nie ma. Statystycznie rzecz ujmując, to pewne, że konto klienta zostanie wyzerowane. Ale to nie wszystko, można tę operację przyspieszyć. Powołując się na mętny regulamin, broker może bez informowania pozbawić klienta przyznanych wcześniej bonusów. Wtedy już niewielka zmiana ceny w niepożądaną stronę kasuje pieniądze inwestora. Zdarzają się przypadki, kiedy pomimo zawartych transakcji broker obniża depozyt, wprowadzając dodatkowe opłaty. Jeśli klient nadal jednak zarabia, to fałszuje się ceny. Spotkaliśmy się z takim przypadkiem — kursy na platformie inwestycyjnej były inne, oczywiście niekorzystne dla klienta, niż w rzeczywistości na rynku. Z takim rynkiem nie da się wygrać. Wygrać może tylko broker — tłumaczy Patryk Przeździecki.

Nielegalni brokerzy nie zabezpieczają swoich transakcji. Klienci grają z nimi, nie z rynkiem. Dlatego ich strata to czysty zysk brokera.

— Tym się też różnią legalni brokerzy od nielegalnych. Ci pierwsi zabezpieczają koło 35 proc. pozycji, ci drudzy wcale — mówi Patryk Przeździecki.

— Co cię podkusiło?

— Nie obiecywali ogromnych zysków. Zachęcali dopłatą do wpłaconych pieniędzy. Pierwsze zyski były przeplatane stratami. Łącznie jednak operacje były znacznie lepsze od lokaty bankowej, które są bardzo nisko oprocentowane. Miałem doradcę, opiekuna, z którym każdego dnia rozmawiałem. Wciągnęło mnie. Takich jak ja są tysiące. Wierz mi — twierdzi mój znajomy.

Profilu „frajera” nikt nie chce zrobić.

— Przekrój różnych grup społecznych. Prezesi, naukowcy, dziennikarze, drobni przedsiębiorcy, nauczyciele, lekarze, czasami osoby publicznie doskonale znane — tłumaczy adwokat. Po stracie pieniędzy broker najczęściej tłumaczy klientowi, że doszło do „nieprzewidywalnego zdarzenia”. Coś po prostu poszło nie tak. Ponownie zachęca do wpłacenia pieniędzy.

— Znam przypadki osób, które decydują się na takie rozwiązanie. Koszty takich inwestycji to nie tylko pieniądze, to często wszystkie oszczędności. Niektórzy kończą, lecząc się psychiatrycznie. Kłopoty rodzinne są powszechne, rozwody również. Ofierze łowców frajerów trudno pogodzić się z faktem, że takimi frajerami właśnie są. Dlatego też niechętnie o tym rozmawiają, wstydzą się. Nie warto jednak chować głowy w piasek. Należy zgłaszać sprawę do prokuratury — mówi Patryk Przeździecki.

— Dlaczego nie zgłosisz się do prokuratury, UOKiK?

— Zgłoszę się, może, nie wiem. Na pewno nie teraz. Negocjuję z nimi. Wynająłem kancelarię prawną, chcę odzyskać pieniądze, przynajmniej większą ich część. Tylko to mnie interesuje — odpowiada znajomy. Nawet go rozumiem.

— Nie jestem obiektywny, bo jestem ofiarą, może nawet jestem sam sobie winien, ale nie przypomina ci ta sytuacja historii z Amber Gold? Niby wszyscy wiedzą, że ktoś oszukuje, a interes kręci się w najlepsze. Dzwonią do ciebie, dzwonią wszędzie, nabierają kolejne osoby. Straty rosną, a państwo? Gdzie są służby, prokuratura, urząd ochrony konsumenta, rzecznik finansowy, nadzór finansowy? Dlaczego nikt nic nie robi, nie edukuje ludzi — pyta znajomy.

KNF zmienia prawo

KNF regularnie informuje o firmach, które prowadzą działalność finansową na terenie Polski bez wymaganej zgody. Alpha Finex, Bloomfx, IL Trade, SkyFX to tylko niektóre z nich. Bez trudu można odnaleźć komunikaty urzędu ostrzegające inwestorów przed ryzykowaną grą. Choćby ten z lipca 2013 r. „W ostatnim okresie zaobserwować można wzmożony zakres aktywności firm inwestycyjnych w sferze instrumentów pochodnych niebędących przedmiotem obrotu zorganizowanego. Zachowania podmiotów nadzorowanych przyjmują nierzadko formę wysoce zintensyfikowanych działań mających na celu nakłonienie klienta do skorzystania z oferty usługowej lub produktowej. W tym celu wykorzystywane są różnorodne sposoby zachęcania potencjalnych klientów do inwestowania środków pieniężnych na rynku kapitałowym” — czytamy w „Stanowisku w sprawie postępowania firm inwestycyjnych na rynku Forex”. Przez trzy lata nic się nie zmieniło.

— W ostatnim czasie w Polsce narasta zjawisko prowadzenia działalności przez podmioty niebędące pod nadzorem KNF. Często pochodzą one z krajów egzotycznych. Ich modus operandi ma kilka wspólnych cech: polska wersja strony internetowej jest wspierana działającym w Polsce agresywnym działem telemarketingu (call center), stosującym zwykle bogaty wachlarz chwytów socjotechnicznych. W celu nakłonienia klienta do wpłaty pieniędzy pracownicy call center nierzadko wprowadzają potencjalnych klientów w błąd lub udzielają im nierzetelnych informacji. Z reguły są to klienci detaliczni, bez żadnego doświadczenia rynkowego. Wprawdzie komisja nie nadzoruje tych podmiotów, ale chcemy dbać o rynek jako całość, bo wiemy, że takie praktyki niszczą jego wizerunek i podważają zaufanie. Dlatego komisja podejmuje działania na różnych płaszczyznach, aby minimalizować takie negatywne praktyki, chociaż jest to domena przede wszystkim organów ścigania — Maciej Kurzajewski, zastępca dyrektora Departamentu Firm Inwestycyjnych i Infrastruktury Rynku Kapitałowego Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. KNF tłumaczy, że po pierwsze: edukuje inwestorów — wydaje komunikaty, publikuje materiały filmowe, niedługo wyda specjalną broszurę informacyjną poświęconą ochronie klientów nieprofesjonalnych. Po drugie: inicjuje zmiany legislacyjne, które mają służyć skuteczniejszemu eliminowaniu z polskiego rynku finansowego nielegalnie działających firm.

— Obecnie czeka na publikację, zmieniona wskutek naszych uwag, ustawa o obrocie instrumentami finansowymi. Może być pewnym kluczem do walki z namolnym, foreksowym telemarketingiem. Nowelizacja wprowadza zasadę: jakiekolwiek czynności związane z działalnością maklerską, w tym już samo informowanie o ofercie, promowanie czy reklamowanie usług, będą mogły prowadzić w Polsce albo bezpośrednio firmy inwestycyjne, albo zarejestrowani agenci tych firm. W takich okolicznościach zdecydowanie łatwiej wytłumaczymy prokuraturze, że takie podmioty lub ich telemarketerzy, niekiedy rekrutowani niemalże „z ulicy”, działają nielegalnie — mówi Maciej Kurzajewski. Walka ma się toczyć także w internecie.

— Chcemy również, aby blokowane były strony internetowe firm, które działają w Polsce bez wymaganych uprawnień lub stosują niedozwoloną reklamę. Dzięki temu znacznie utrudnimy lub wręcz zlikwidujemy możliwość nawiązywania relacji między taką firmą a inwestorami. Proponujemy również modyfikację sankcji karnej tak, aby ułatwić ściganie podmiotów działających transgranicznie oraz zwiększyć surowość kary w przypadku naruszania przepisów prawa.

W ubiegłym tygodniu złożyliśmy na ręce ministra rozwoju i finansów projekt odpowiednich zmian w prawie — mówi Maciej Kurzajewski. Osoby, z którymi rozmawialiśmy, chcą większych zmian. Chodzi przede wszystkim o blokowanie rachunków bankowych, które brokerzy często mają otwarte w działających w Polsce bankach. Zamykanie stron internetowych, ich zdaniem, jest rozwiązaniem zaledwie pomocniczym.

— Przecież nie chodzi tu o konkretną firmę, tylko o model funkcjonowania. Zamknięta strona pojawi się pod inną nazwą. Dostęp do technologii nie jest skomplikowany. Platformę foreksową może kupić każdy w dowolnej chwili. Jest firma, która oferuje je przez internet. Trzeba zakazać telemarketingu, agresywnej sprzedaży i reklamy. Jeśli ktoś chce grać na foreksie, niech sam zgłosi się do brokera. To zbyt niebezpieczna zabawa dla przeciętnego inwestora, niemającego wystarczającej wiedzy ani doświadczenia na tym rynku — mówi Patryk Przeździecki. Propozycje regulacji rynku przedstawi wkrótce Rzecznik Finansowy.

— Przygotowujemy specjalny raport na temat rynku forex. Zamieścimy w nim informacje, jakie są możliwości dochodzenia swoich praw w razie kłopotów. Opierając się na analizie rozwiązań wdrażanych w innych krajach, przedstawimy ponadto możliwości lepszego uregulowania naszego rynku. Opublikujemy go w ciągu kilku tygodni — mówi Marcin Jaworski z biura Rzecznika Finansowego.

UOKiK czeka, rzecznik pisze

Kolejną instytucją, która powinna dbać o rynek kapitałowy, jest UOKiK.

— Nie ma dużo skarg, a bez informacji od klientów trudniej prowadzić szerokie działania. Czekamy więc na sygnały, a równolegle prowadzimy nasze postępowania i zastanawiamy się, jak rynek foreksu powinien być uregulowany. To kwestia dopuszczalności reklam, zakazu agresywnej sprzedaży usług, kontroli firm prowadzących taką działalność oraz edukacji i apelowania o rozsądek. Ostatni element to jednak praca na pokolenia — mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK. Obecnie urząd prowadzi trzy postępowania wyjaśniające.

— Wszystkie po skargach od klientów. Dwa postępowania dotyczą polskich spółek działających na rzecz zagranicznego brokera, jedno oddziału firmy zagranicznej. Klienci skarżą się m.in. na agresywny, napastliwy marketing telefoniczny, brak informowania o ryzyku czy nadmierne eksponowanie wątku potencjalnych zysków. Postępowania wyjaśniające mogą zamienić się w takie, w których postawimy zarzuty. Spółki odżegnują się od zarzucanej im działalności, która na przykład miałaby znamiona doradztwa inwestycyjnego. Tłumaczą, że prowadzą działalność edukacyjną. W jednym przypadku skontaktowaliśmy się z nadzorem łotewskim — spółka informowała, że właśnie jemu podlega. Łotewski nadzór jednak jej nie zna — informuje prezes UOKiK.

W walce z nielegalnymi brokerami urząd postawi także na edukację oraz współdziałanie z KNF i Rzecznikiem Finansowym, który w kwestii foreksu ma większe doświadczenie.

— Odbieramy wiele skarg od klientów. Nie tylko tych, którzy stracili cały kapitał lub mają problem z odzyskaniem tego, co zostało, ale także tych, którzy mają długi wobec firmy foreksowej. W ubiegłym roku wydaliśmy siedem tzw. istotnych poglądów w sporach sądowych dotyczących rynku forex. Część z nich dotyczyła spraw, w których broker pozwał swoich klientów, ale po przedstawieniu istotnych poglądów wycofał powództwo — mówi Marcin Jaworski.

Wyłudzone miliony

Instytucją, która może zapomnieć o edukacji i zająć się wyłącznie ściganiem oszustów, jest prokuratura.

— W przypadku podejrzenia prowadzenia nielegalnej działalności przez dany podmiot kierujemy sprawę do prokuratury. Po złożeniu zawiadomienia dokonujemy wpisu na listę ostrzeżeń publicznych KNF, skąd inwestorzy mogą czerpać informacje, aby wystrzegać się określonego podmiotu. Na każdym kroku zachęcamy wszystkich do jej bieżącego monitorowania — mówi Maciej Kurzajewski. Na razie prokuratura może pochwalić się jednym sukcesem. „Wykorzystując fakt posiadania podwójnego obywatelstwa i uzyskując nowy paszport izraelski Eyal P. w styczniu 2017 r. podjął próbę wyjazdu na Białoruś. W związku z obowiązującym zakazem Straż Graniczna uniemożliwiła podejrzanemu przekroczenie granicy i powiadomiła o powstałej sytuacji prokuraturę. Prokurator prowadząca postępowanie doprowadziła do zatrzymania podejrzanego, a następnie tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy” — czytamy w komunikacie prokuratury. Eyal P. podejrzany jest o wyłudzenie blisko 4 mln zł na szkodę ponad 100 klientów firmy Alpha Finex oraz prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia. Po rynku krążą jednak inne liczby.

— Alpha Finex działała nieco ponad pół roku. Miała około 1200 klientów. Tygodniowo pozyskiwała kilkaset tysięcy złotych. Straty są wielokrotnie wyższe, a sprawa rozwojowa — mówi nasz rozmówca.

— W sprawie Alpha Finex mamy obecnie 113 pokrzywdzonych. Szkoda to około 4,35 mln zł — mówi prokurator Michał Dziekański, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Czyn zarzucony podejrzanemu zagrożony jest karą do 10 lat pozbawienia wolności.

— Wielokrotnie prosiliśmy prokuratora generalnego o nadzór nad postępowaniami. Wiemy, że percepcja śledczych się zmienia i problem jest przez niektórych coraz lepiej rozumiany. Prokuratura wciąż jednak działa w takich sprawach bardzo opieszale i mało skutecznie, podobnie jak w sprawie Amber Gold. Łowcy frajerów wykorzystują to, zwyczajnie kpiąc nie tylko ze swoich ofiar, ale także z polskiej prokuratury — mówi Patryk Przeździecki.

— Ta firma, w której miałem rachunek, to… — Nie ma to znaczenia. Może się nazywać Gold FX albo OmegaFX. Nie będę do nich dzwonił i słuchał tłumaczeń. Znam je z wypowiedzi KNF, UOKiK…

— Albo oświadczeń przesłanych przez renomowane i szanowane kancelarie prawne. Jak z tym walczyć?

— Prokuratura czeka na twoje doniesienie. KNF, UOKiK, Rzecznik Finansowy też. Spiesz się, póki broker działa. Działa?

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Łowcy foreksowych jeleni