Magiczna marka z genem innowacyjności

Materiał partnera
27-06-2018, 22:00

Rozmowa z Tomaszem Gołębiewskim, prezesem spółki Nesperta, właściciela marki Semilac

Semilac to numer 1 wśród lakierów hybrydowych w Polsce. Jak narodziła się ta marka?

Zobacz więcej

Tomasz Gołębiewski Fot. Marek Wiśniewski

Gdy razem z żoną, Sylwią, rozwijaliśmy naszą multibrandową hurtownię kosmetyczną Diamond Cosmetics, odkryliśmy, że na polskim rynku brakuje dobrego produktu — stylistki paznokci często skarżyły się, że nie mają na czym pracować. Postanowiliśmy więc, że sami stworzymy doskonały lakier hybrydowy. Opracowanie właściwiej formuły zajęło nam prawie trzy lata. Ostatecznie udało się stworzyć lakier o idealnej gęstości i konsystencji. I w ten sposób powstała marka Semilac, która w tym roku obchodzi swój piąty jubileusz.

Czy trudno było się przebić na rynku?

Jako pierwsi w kraju opracowaliśmy idealny lakier hybrydowy, więc polski rynek stał przed nami otworem. A że koncentrowaliśmy się na rozwoju marki w kraju, dziś, według badań Kantar Millward Brown, aż 67 proc. użytkowniczek hybryd korzysta z marki Semilac. Jednocześnie nasza oferta szybko podbijała kobiece serca i gusty za granicą — jesteśmy już obecni w 35 krajach, przy czym najwięcej eksportujemy do Hiszpanii, Grecji, Wielkiej Brytanii, Rumunii oraz Niemiec. A ponieważ stawiamy teraz na ekspansję międzynarodową, tworzymy kolejne strategiczne alianse z różnymi partnerami. Dziś, jako jedyna europejska marka z tej branży, ruszamy z dystrybucją naszych produktów do krajów Ameryki Południowej. To duży sukces, bo cały ten kontynent jest bardzo zamknięty na zewnętrzne firmy, a proces certyfikacji i wszystkie procedury uprawniające do sprzedaży są kosztowne oraz czasochłonne. Co więcej, jesteśmy także w przededniu wejścia do Australii. Reasumując, dziś około 70 proc. naszych produktów trafia na polski rynek, reszta — za granicę. Proporcje te z pewnością będą się zmieniały w kolejnych latach.

Czy konkurencja mocno depcze Wam po piętach?

Nasze produkty i działania są najczęściej kopiowane na rynku i… napawa nas to dumą. Bo to tylko potwierdza, że jesteśmy benchmarkiem dla branży. Ponadto w DNA naszej firmy jest gen innowacji, zarówno przy opracowywaniu nowych formuł, jak i w procesach sprzedaży. Działamy szybko, jesteśmy nowocześni. A na tym rynku trzeba być pierwszym. Ważna też jest i wiarygodność. Gdy więc konkurencja kopiuje markę Semilac wyrywkowo, nie ma spójnego wizerunku i traci swoją wiarygodność. My tymczasem rozwijamy się dynamicznie. Gdy zaczynaliśmy w 2013 r., firma nie liczyła nawet 25 osób. W tym roku zatrudnienie przekroczyło 200 pracowników, a w portfolio Semilac znajduje się już prawie 700 produktów, z których korzysta m.in. ponad 2 tys. salonów kosmetycznych, a także sporo szkół kosmetycznych. Mamy też 100 punktów sprzedaży w centrach handlowych w całej Polsce, a do końca 2018 r. liczba naszych wysp handlowych zwiększy się do 120.

Jakimi nowościami zaskakujecie rynek w tym roku?

Od niedawna w naszej ofercie są dostępne matowe pomadki w bestsellerowych kolorach lakierów hybrydowych. W dodatku utrzymują się przez osiem godzin. Wystarczy więc rano się pomalować i nie martwić wyglądem ust przez cały dzień. W ostatnich tygodniach pojawiły się na rynku korektory pod oczy, cienie do powiek w kremie i róże na policzki. W kolejce czekają kolejne produkty. Do końca 2018 r. w ofercie pojawi się szeroka paleta kosmetyków kolorowych, pozwalająca na zrobienie całkowitego makijażu.

Jakie będą następne kroki marki?

W ciągu dwóch najbliższych lat zamierzamy postawić około 300 wysp w obiektach handlowych na całym świecie. Praktycznie już stoimy w blokach startowych, zaczynając od rynków, w których jesteśmy najbardziej rozpoznawalni. Ponadto w fazie testów mamy około 80 bardzo innowacyjnych produktów i w kolejnych latach będziemy je wprowadzać na rynek.

Jaka jest filozofia marki?

Inspirujemy się magią, nie tylko w samych produktach, ale również w obsłudze klientów oraz we współpracy z dystrybutorami i partnerami biznesowymi. Jednym słowem — wszędzie. Budujemy również społeczność, nie tylko gromadząc konsumentów wokół marki, ale również wśród partnerów biznesowych oraz naszych własnych pracowników.

Na czym to dokładnie polega?

Społeczność wokół marki rozwija się dzięki innowacyjnemu prowadzeniu mediów społecznościowych. Zresztą i pod tym względem także udało nam się wyprzedzić konkurencję, nawet ze strony globalnych koncernów kosmetycznych. Np. nasz profil na Instagramie notuje co miesiąc ponad 400 tys. aktywności i ta liczba sukcesywnie rośnie. Stworzyliśmy brand, który kobiety kochają nie tylko za świetne produkty, ale również za to, jak je traktujemy. Markę budujemy razem z naszymi partnerami biznesowymi, których starannie dobieramy. Współpracujemy wyłącznie z osobami reprezentującymi wysokie standardy biznesowe, a trzecią społecznością jest nasza własna kadra, w której szeregach pracuje wielu altruistów. Każda osoba aplikująca do naszej firmy podczas rekrutacji musi pomyślnie przejść m.in. badania pod kątem inteligencji emocjonalnej, niezwykle ważnej dla budowy zintegrowanej społeczności. Zresztą na tym nie poprzestajemy, bo inteligencję emocjonalną można rozwijać do końca życia. Staramy się więc dalej integrować pracowników.

Na przykład?

Z naszym genem innowacji oczywiście organizujemy niestandardowe wyjazdy integracyjne. M.in. jemy razem pizzę. Niby nic oryginalnego, ale by ją zjeść, najpierw trzeba ją upiec. A jeszcze wcześniej — zbudować piec.

Inny przykład: menedżerowie zarządzający marką Semilac zdobyli Kilimandżaro. Wchodziliśmy razem na jej szczyt przez pięć dni. Funkcjonowaliśmy w trudnych warunkach, wychodząc ze swoich dotychczasowych stref komfortu, zmuszeni przyznać się do swoich słabości. W takiej sytuacji zespół ulega całkowitej rozsypce lub się mocno jednoczy. Było to więc dość ryzykowne przedsięwzięcie i choć bardzo wierzyłem we wszystkich ludzi, do ostatniej chwili byłem pełen obaw, bo przecież na każdym kroku mogło się coś wydarzyć, zwłaszcza w trakcie pionowych podejść. Szczęśliwie, nic złego się nie stało i do Polski wrócił zespół niezwykle silnie zintegrowany. Ludzie, którzy wspólnie walczyli z własnymi lękami i pomagali sobie nawzajem. Taka też jest filozofia naszej firmy — nie tylko ze sobą współpracujemy, ale również wiemy, że możemy liczyć na pomoc innych osób w trudnych momentach. Moim zdaniem, trzeba właśnie integrować ludzi tam, gdzie jest ciężko. Bo ból jest chwilowy, ale zwycięstwo będziemy pamiętać zawsze.

Z czego jesteście najbardziej dumni?

Z magicznej piątki: zdobyliśmy pięć kontynentów w ciągu pięciu lat. A że apetyt ciągle mamy duży, niebawem pojawimy się na wszystkich kontynentach.

Wasza marka jest skoncentrowana na kobietach, które dziś nie tylko muszą pięknie wyglądać, ale również, realizować swoje ambicje zawodowe. Czy Polki dają sobie z tym radę?

Od lat przyglądamy się pracy stylistek paznokci — bo to w końcu jest nam najbliższe. Zauważyliśmy pewien brak solidarności kobiecej. Postanowiliśmy więc zagłębić się w problem szerzej, już bez ograniczeń naszej branży. W efekcie opublikowaliśmy dwa raporty — „Kobiety współpracujące” oraz „Polki w pracy”. Niestety przebija z nich smutny obraz — kobiety w Polsce ciągle uważają, że mają słabszą pozycję zawodową od mężczyzn lub są wręcz dyskryminowane, mimo lepszego przygotowania czy większego doświadczenia. Z jednej strony, chcą wzajemne się wspierać, promować i razem przebijać szklane sufity, z drugiej — same często pogłębiają krzywdzące je stereotypy — np. boją się awansu, a zaledwie 7 proc. respondentek wskazało kobietę jako preferowanego przełożonego. I nawet jeśli płeć piękna ma wyższe kompetencje do rozpoczęcia działalności gospodarczej niż mężczyźni, ze strachu przed niepowodzeniem nie decyduje się na ten krok. Chcemy to zmienić.

W jaki sposób?

W tym roku ruszyliśmy z kampanią All in my hands, która wspiera kobiecą przedsiębiorczość. Jest to seria warsztatów dla studentek kierunków kosmetologicznych, zorganizowanych w Białymstoku, Warszawie, we Wrocławiu oraz w Poznaniu. W trakcie tych spotkań przekazujemy tajniki profesjonalnego manicure, a także podpowiadamy, jak założyć własną działalność i opracować biznesplan. A ponieważ w kampanii All in my hands, chcemy też umacniać kobiecą solidarność, wprowadziliśmy do oferty specjalną kolekcję trzech lakierów hybrydowych z etykietami ozdobionymi wizerunkiem skrzydeł. Część dochodu uzyskanego z ich sprzedaży jest przekazywana właśnie na organizowanie warsztatów, które wzbudziły duże zainteresowanie.

W naszych kursach wzięło dotychczas udział około 200 kobiet, a liczba zgłoszeń w każdym mieście przekraczała liczbę przygotowanych stoisk do nauki. Dodatkowo, uczestniczki naszych warsztatów mają szansę na zdobycie grantu w wysokości 2,3 i 5 tys. zł, na np. podnoszenie kwalifikacji lub rozwój biznesu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów uda nam się przeprowadzić podobną inicjatywę. W tej branży jest bowiem sporo do zrobienia, bo lukę widać już w systemie edukacji — choć przyszłe stylistki mają sporą teorię, niestety ich doświadczenie jest zerowe. W efekcie często robią krzywdę swoim klientkom. Co więcej, stylistka paznokci pozostaje w Polsce zawodem bez żadnych kwalifikacji. Dwa lata temu Nesperta złożyła do odpowiedniego ministerstwa wniosek o włączenie kwalifikacji rynkowej „stylizowanie paznokci”. Mam nadzieję, że już w przyszłym roku w tej branży zaczną się wreszcie pojawiać certyfikaty i standardy, co znacznie zmieni na plus jej jakość. [FOT. WM]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Magiczna marka z genem innowacyjności