
Zanim skoczycie w paszczę lwa lub zastygniecie w zachwycie nad elegancją kłusujących po horyzoncie zebr, poznajcie kilka imponujących liczb. 22 parki narodowe Tanzanii obejmują 100 tys. km kw., czyli mniej więcej 30 proc. powierzchni Polski, przy czym parki narodowe w naszym kraju to zaledwie nieco ponad 3 tys. km kw. Tanzania jest domem dla 4 mln dzikich ssaków, w tym 30 proc. wszystkich dużych ssaków zamieszkujących Afrykę. A obejrzenie na żywo spektaklu wielkiej migracji płochliwych gnu przeprawiających się przez dziką rzekę odbiera mowę widzom nawet na kilka godzin.

Po tej wyliczance nie dziwi, że właśnie ten kraj Afryki Wschodniej jest uważany za królestwo safari. Nie dziwi również, że 40 proc. turystów, którzy doświadczają wyprawy np. w głąb legendarnego Parku Serengeti, po jakimś czasie wraca, wiedzione magnetyczną magią miejsca pełnego zieleni, gór, ciszy i dziczy. Czasem ten magnetyzm przybiera silniejsze formy: Beata Lesiak Tanzanię kocha i uczyniła z tej miłości sposób na nowe życie. Kilka lat temu jej wakacje życia zaowocowały bowiem nie tylko udanym związkiem z Amanim Mnyenyem urodzonym w cieniu Kilimandżaro.

– Aura dachu Afryki, tamtejszej przyrody i klimatu jest nie do podrobienia. Skoro zatem dzielę czas między Polskę i Tanzanię, postanowiłam tę afrykańską pasję uczynić także pomysłem na biznes i pokazać cuda Tanzanii Polakom. Ten kraj to nie tylko wspaniałe plaże Zanzibaru. To też opowieść o wielkiej przygodzie w głębi lądu. Dlatego powstało Africa Passion Safaris – tłumaczy Beata Lesiak, menedżerka w warszawskiej agencji public relations Hagen.
Start-up na Czarnym Lądzie

Pomysł na firmę kiełkował jej w głowie, ale dopiero obserwując odwagę, spryt i polot liderów start-upów, spółek, którymi zajmuje się zawodowo, postanowiła otworzyć własny, turystyczny start-up. Być może nie tak spektakularny jak firmy jej klientów, lecz wymagający równie wielkiej brawury i gotowości do przemeblowania życia, a jednocześnie dający wielką satysfakcję. Szczególnie w pocovidowych czasach, gdy podróżowanie stało się dla wielu ludzi próbą powrotu na właściwe tory, te sprzed pandemicznej traumy. Zdaniem menedżerki wschodnia Afryka – przez jej bezpośredniość, zerojedynkowość i autentyczność – nadaje się do tego idealnie. Oczywiście jeśli nie jest opakowana w sztuczność czy trywialność oferowaną przez duże biura podróży.
– Africa Passion Safaris powstało na fali głodu autentyczności podróżowania. Wiele znajomych i obcych osób, widząc moje kolejne relacje z Afryki w mediach społecznościowych, pytało mnie, czy mogę im coś podobnego zorganizować. Stąd pomysł na stworzenie firmy szyjącej na miarę safari, zdobywanie Kilimandżaro czy surfing na falach Oceanu Indyjskiego – podkreśla Beata Lesiak.
Trzecie wyjście w dzicz

Gwoli prawdy Tanzanię zwiedza się dwojako: planując coś na własną rękę lub kupując pakiet all inclusive w biurze podróży. Zdaniem Beaty Lesiak obie ścieżki mają wady.
– Biuro podróży to lizanie cukierka przez szybę, turystyka masowa w tłumie i w odcięciu od tętna prawdziwej Tanzanii. Zaś planowanie wszystkiego samodzielnie oznacza miesiące żmudnych przygotowań i dużo wyższe ceny w hotelach czy w transporcie. W końcu biali w Afryce mają swój osobny, wyraźnie wyższy cennik i nieraz są wystawiani do wiatru przez lokalnych spryciarzy – śmieje się menedżerka.

Tu na scenę wchodzi współtwórca Africa Passion Safaris, czyli Amani Mnyenye, rodowity Tanzańczyk, wieloletni przewodnik safari i prywatnie partner Beaty Lesiak. Afrykańskie rozdroża przemierzył wzdłuż i wszerz. Od kilku miesięcy robi to już za kierownicą firmowego auta – potężnej terenowej toyoty mieszczącej nawet 10 pasażerów i ich bagaże. Takie auto to marzenie niejednego przewodnika safari.
– Znam niemal wszystkie zakamarki parków narodowych, ale i tak za każdym razem zachwyca mnie przyroda wokół Kilimandżaro, w Serengeti czy Ngorongoro. Ostatnio mieliśmy bliskie spotkanie ze słoniem, potem w cieniu naszego dachu odpoczywała zmęczona gepardzica. To moment, gdy mówię towarzyszom podróży, że wy, Europejczycy, macie zegarki, za to my mamy czas i zapraszamy was do spędzenia go wspólnie – zachęca Amani Mnyenye.
Tęsknota za Dar es Salaam

Ścieżki Beaty Lesiak i Amaniego Mnyenye skrzyżowały się, gdy biała turystka wybrała się na Kilimandżaro podczas pierwszej wyprawy do Afryki, którą sama sobie zorganizowała. Szczyt zdobyła, ale trawiona chorobą wysokościową i niewłaściwą aklimatyzacją niemal wyzionęła ducha. Na safari, już pod opieką Amaniego, odzyskała siły. Po powrocie do kraju szybko zatęskniła za Afryką i – jak wielu towarzyszy podróży – korespondowała z Amanim na WhatsAppie. Po kilku miesiącach znów wylądowała w Dar es Salaam. Miłość do Afryki, Amaniego i śmiałość, by zrealizować własny pomysł na biznes, zaczęła rosnąć.
– Szybko się przekonałam, że pierwsza wyprawa ze znajomymi do Tanzanii była pod wieloma względami przepłacona, biorąc pod uwagę to, co dostaliśmy w zamian. Nie zobaczyliśmy też wielu wyjątkowych rzeczy i ze względu na złą organizację niepotrzebnie ryzykowaliśmy zdrowie na zboczach Kilimandżaro. Zachwyt przeplatał się ze stresem i zmęczeniem – wspomina Beata Lesiak.
Dwa tygodnie wszystkiego

Zatem formuła proponowana przez Africa Passion Safaris to mieszanka tego, co najlepsze, bez gonitwy. Z oddechem na kontemplację i odpoczynek czy pełne rytuałów spotkanie z Masajami. A przede wszystkim przestrzeń, by poczuć wyjątkowość kontynentu w czarno-białym (jak z uśmiechem mówią o sobie) towarzystwie: lokalnego przewodnika i Europejki.

– Idealny pobyt to dwa tygodnie – 10 dni safari, a potem kilka dni na Zanzibarze. Kilimandżaro to coś ekstra, wydłużającego wyprawę o tydzień. Najlepszy czas, by obserwować monumentalną, zachwycającą migrację zwierząt to czerwiec–wrzesień, ale i przełom roku. Dobry przewodnik wie jednak, gdzie znaleźć stado słoni czy setki gnu pasących się z zebrami także w pozostałych miesiącach. W Tanzanii da się odpocząć na całego: w parkach narodowych nie ma upałów, wieje przyjemny wiatr. Do tego nie ma jetlagu, bo różnica czasu względem Polski to jedynie godzina. Szczegółowy rozkład planujemy każdego dnia według oczekiwań podróżników – tłumaczy Beata Lesiak.
Eksploratorka tanzańskich bezdroży ocenia, że organizacja takiej wyprawy to dla laika przynajmniej kilkadziesiąt godzin wyszukiwania w sieci, analiz, zagadek do rozwiązania. A do tego wydatek nawet o kilka tysięcy złotych wyższy niż w wypadku zdania się na wyspecjalizowaną butikową agencję, mającą własne zniżki na transport, hotele czy ubezpieczenie medyczne.
Obowiązki gościa

Beata Lesiak już szykuje się do kolejnej wyprawy. Przez kilka dni będzie wprowadzała w tajniki safari kilku przedsiębiorców z Polski, szukających „tego czegoś” podczas wyjazdu integracyjnego na Zanzibar. Jak zwykle poleci z pokaźnym nadbagażem w postaci przyborów szkolnych, materiałów medycznych i edukacyjnych. To już tradycja, że sama zawozi je do zaprzyjaźnionego przytułku dla dzieci nosicieli wirusa HIV i zabiera małolaty na wycieczki, np. do wesołego miasteczka czy na basen. Skąd ten pomysł?
– Biały człowiek jest tu aż i tylko gościem. Warto, by odwdzięczył się czymś więcej niż tylko opłaceniem rachunków w hotelach – kwituje menedżerka.


